Samotni na kocią łapę - sposób na przedszkole
20.04.2009
aktualizacja: 2009-04-19 20:20
Ponad połowa maluchów, które dostaną miejsce w przedszkolu przy ul. Pala Telekiego to dzieci osób, które deklarują się jako samotni rodzice. W całej Warszawie podobnych zgłoszeń jest ponad 2 tys. Problem w tym, że nie wszyscy w rzeczywistości samodzielnie wychowują swoje pociechy.
ZOBACZ TAKŻE
- Na Bemowie przedszkole od dewelopera (09-05-09, 08:00)
- Bezpłatne szkolenia dla rodziców maluchów (19-04-09, 17:05)
- Ursynów: będzie tłok w podstawówce i gimnazjum (15-04-09, 11:00)
- Będzie zakaz marketingu w przedszkolach (15-04-09, 09:00)
- Zabraknie miejsc w przedszkolach (10-04-09, 06:00)
SERWISY
- Krew mnie zalewa, kiedy patrzę na to wszystko - nie kryje oburzenia pani Joanna, która w zeszłym roku próbowała umieścić dziecko w publicznym przedszkolu na Białołęce. Nie udało się, więc czteroletni Mateusz chodzi do prywatnego. - Dlaczego mam cierpieć tylko dlatego, że żyję w związku małżeńskim? Moja znajoma, która jest w udanym konkubinacie, dostała miejsce bez problemu. Wystąpiła jako samotna matka, przyjęcie miała zagwarantowane w przepisach.
- Jestem wściekła i serce mi pęka - skarży się "Gazecie" pani Sandra. - Pary, które szczęśliwie żyją "na kocią łapę", masowo podają się za samotnych rodziców. Mój synek może nie dostać miejsca w wymarzonym przez nas przedszkolu integracyjnym, choć oboje z mężem pracujemy i mamy trójkę dzieci.
I tak tego nie sprawdzą
Podczas tegorocznej rekrutacji do publicznych przedszkoli zgłoszono 2 tys. 132 dzieci samotnych rodziców. To 15,5 proc. wszystkich miejsc w miejskich placówkach. Te maluchy na pewno się do nich dostaną - prawo preferuje samotnych, czyli wdowców, rozwodników, ludzi w separacji, panny i kawalerów.
I władze miasta, i dyrektorzy przedszkoli zdają sobie sprawę, że część osób wpisuje nieprawdziwe dane we wniosku o przyjęcie dziecka. - Pewnych rzeczy nie da się jednak udokumentować, a my nie mamy prawa przeprowadzać wywiadów środowiskowych - mówi dyrektor biura edukacji Jolanta Lipszyc. - Problem pojawia się, gdy wykorzystuje się sytuację w tych dzielnicach, gdzie brakuje miejsc w przedszkolach.
Tak jest na nowych osiedlach, na których mieszkają młodzi ludzie: na Białołęce, Ursynowie czy w Ursusie. Wielu z nich świadomie nie zawiera związków małżeńskich, bo taka jest moda, a czasem z przekonania. Mają jednak wspólne mieszkania, kredyty, dzieci, żyją dostatnio i tworzą szczęśliwe rodziny.
Nie każdy samotny jest samotny
Przy ul. Pala Telekiego ponad połowa nowych przedszkolaków to dzieci samotnych rodziców. Podobny wysyp samotnych mam (ojcowie trafiają się rzadko) jest też w pobliskim przedszkolu przy ul. Wilczy Dół. - Mamy 40 miejsc, a 25 takie zgłoszenia - obliczyła Małgorzata Szamberska, dyrektor przedszkola przy Pala Telekiego. - Prawdopodobnie będę miała problem z zagwarantowaniem miejsc rodzeństwu starszych dzieci, które już do nas chodzą.
W zeszłym roku na Białołęce średnio jedna piąta każdej grupy składała się z dzieci z niepełnych rodzin. Dyrektorzy tylko rozkładają ręce. - Mam świadomość, że część owych samotnych mam wcale samotna nie jest, ale co mogę zrobić? Musimy ich przyjąć i koniec - pyta Ewa Chacińska, wicedyrektor przedszkola nr 64 przy ul. Porajów na Tarchominie. - Rekrutacja to taki czas, kiedy człowiek żyjący w szczęśliwym związku, mający zdrowe dzieci, zaczyna ponosić tego konsekwencje - stwierdza dyrektor ursynowskiego przedszkola nr 50 przy ul. Hirszfelda.
W tym roku na 13 tys. 766 wolnych miejsc w stołecznych przedszkolach przyjęto 14 tys. 879 wniosków. Według urzędników nie oznacza to, że ponad tysiąc dzieci zostanie odesłanych z kwitkiem. Dyrektorzy przedszkoli mają tworzyć dodatkowe miejsca "w miarę możliwości". Trzeba też liczyć na to, że część "samotnych" rodziców ostatecznie nie potwierdzi chęci posłania malucha do wybranej placówki.
- Jestem wściekła i serce mi pęka - skarży się "Gazecie" pani Sandra. - Pary, które szczęśliwie żyją "na kocią łapę", masowo podają się za samotnych rodziców. Mój synek może nie dostać miejsca w wymarzonym przez nas przedszkolu integracyjnym, choć oboje z mężem pracujemy i mamy trójkę dzieci.
I tak tego nie sprawdzą
Podczas tegorocznej rekrutacji do publicznych przedszkoli zgłoszono 2 tys. 132 dzieci samotnych rodziców. To 15,5 proc. wszystkich miejsc w miejskich placówkach. Te maluchy na pewno się do nich dostaną - prawo preferuje samotnych, czyli wdowców, rozwodników, ludzi w separacji, panny i kawalerów.
I władze miasta, i dyrektorzy przedszkoli zdają sobie sprawę, że część osób wpisuje nieprawdziwe dane we wniosku o przyjęcie dziecka. - Pewnych rzeczy nie da się jednak udokumentować, a my nie mamy prawa przeprowadzać wywiadów środowiskowych - mówi dyrektor biura edukacji Jolanta Lipszyc. - Problem pojawia się, gdy wykorzystuje się sytuację w tych dzielnicach, gdzie brakuje miejsc w przedszkolach.
Tak jest na nowych osiedlach, na których mieszkają młodzi ludzie: na Białołęce, Ursynowie czy w Ursusie. Wielu z nich świadomie nie zawiera związków małżeńskich, bo taka jest moda, a czasem z przekonania. Mają jednak wspólne mieszkania, kredyty, dzieci, żyją dostatnio i tworzą szczęśliwe rodziny.
Nie każdy samotny jest samotny
Przy ul. Pala Telekiego ponad połowa nowych przedszkolaków to dzieci samotnych rodziców. Podobny wysyp samotnych mam (ojcowie trafiają się rzadko) jest też w pobliskim przedszkolu przy ul. Wilczy Dół. - Mamy 40 miejsc, a 25 takie zgłoszenia - obliczyła Małgorzata Szamberska, dyrektor przedszkola przy Pala Telekiego. - Prawdopodobnie będę miała problem z zagwarantowaniem miejsc rodzeństwu starszych dzieci, które już do nas chodzą.
W zeszłym roku na Białołęce średnio jedna piąta każdej grupy składała się z dzieci z niepełnych rodzin. Dyrektorzy tylko rozkładają ręce. - Mam świadomość, że część owych samotnych mam wcale samotna nie jest, ale co mogę zrobić? Musimy ich przyjąć i koniec - pyta Ewa Chacińska, wicedyrektor przedszkola nr 64 przy ul. Porajów na Tarchominie. - Rekrutacja to taki czas, kiedy człowiek żyjący w szczęśliwym związku, mający zdrowe dzieci, zaczyna ponosić tego konsekwencje - stwierdza dyrektor ursynowskiego przedszkola nr 50 przy ul. Hirszfelda.
W tym roku na 13 tys. 766 wolnych miejsc w stołecznych przedszkolach przyjęto 14 tys. 879 wniosków. Według urzędników nie oznacza to, że ponad tysiąc dzieci zostanie odesłanych z kwitkiem. Dyrektorzy przedszkoli mają tworzyć dodatkowe miejsca "w miarę możliwości". Trzeba też liczyć na to, że część "samotnych" rodziców ostatecznie nie potwierdzi chęci posłania malucha do wybranej placówki.
Przeczytaj także: Sąsiedzi walczą ze żłobkiem
-
Samotni na kocią łapę - sposób na przedszkole
ciemna.ja
20.04.09, 11:20
bardzo przepraszam, ale przedszkole gwarantowane jest "samotnie wychowującymdziecko" a nie "nie pozostającym w związku małżeńskim". Dla mnie ten sposób naprzedszkole to zwykłe oszustwo. Brak»
-
Cały problem w definicji
robot_humano
20.04.09, 17:17
Jeżeli rodzicem samotnie wychowującym dziecko jest wg druków osoba bez małżonka to gratuluję umysłowości autorowi ww druku.»
-
do prawników
aga_sama
20.04.09, 22:40
Z formularza zgłoszeniowego do przedszkola:Za osobę samotnie wychowującą dziecko uważa się jednego z rodziców albo opiekuna prawnego stanu wolnego, osobę pozostającą w separacji orzeczonej »
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Kanar poluje na cudzoziemca: "Yyy you have to pay now!"
- Monumentalna sala otwarta po półwieczu w ukryciu
- Czwartek na ulicach Warszawy [NA ŻYWO]
- Napad roku. Wpłacili do banku pocięte gazety
- Sto nowych Swingów. Dostawy wyprzedzają terminy!
- Poważna awaria magistrali. Duża część Pragi bez ciepła
- Fala wyburzeń pod nowe centrum. Co pójdzie pod kilof?
- Budują Rotundę, burzą kamienice. Warszawa sprzed lat
- Fala wyburzeń pod nowe centrum. Co pójdzie pod kilof?
- Odkryj perły socrealizmu. Nie każdemu się podobają
- Gdzie w Warszawie na smaczne śniadanie? Polecamy lokale
- Młody aktor w śpiączce po szarpaninie w klubie
- Pierwszy blok z lat 90. idzie pod kilof. Bo przeszkadza
- Zmienią nazwę nowego mostu? Bo powstają wulgarne skróty



