Żegnaj, wuzetko, czarno-biały symbolu trasy W-Z od lat kojarzony z Warszawą. Witaj, zygmuntówko, konkursowy produkcie migdałowo-żurawinowy zwieńczony bezą w kształcie królewskiej korony
Ten to właśnie wypiek podbił żołądki jury zorganizowanego przez miasto konkursu na nowe warszawskie ciastko. Jego smak, wygląd i innowacyjność oceniali m.in.: Ewa Bem, Michał Żebrowski, Aga Zayran i Emilian Kamiński.
W jego prywatnym Teatrze Kamienica przy al. "Solidarności" 96 ogłoszono wczoraj werdykt na konferencji prasowej, która przypominała oscarową galę. Połowa jurorów nie przyszła, reszta się spóźniła. Z nieobecną przewodniczącą jury prezydent Warszawy Hanną Gronkiewicz-Waltz mieliśmy się połączyć telefonicznie, ale nic z tego nie wyszło. Magda Łań z wydziału prasowego ratusza, która wymyśliła konkurs, głosiła jego sławę. - O naszej akcji było głośno w całym kraju, a nawet za granicą, w prasie polonijnej - oznajmiła. - Konkurs zagościł też w jednym z epizodów serialu "Samo Życie".
Kilkudziesięciu fotoreporterów przez dobry kwadrans tratowało się pod sceną, aby przy akompaniamencie werbli i fanfar uchwycić moment uniesienia pokrywy srebrnego półmiska.
- And the winner is... - emocjonowała się po angielsku Magda Łań - ... zygmuntówka!
Zwycięskie ciastko stworzył Witold Teledziński, właściciel warszawskiej cukierni Nova, który tak uzasadnił swój sukces: - Przypadek, praca i doświadczenie.
Nazwę nadali ciastku internauci w specjalnym plebiscycie. Mimo że ważnym kryterium konkursowym była innowacyjność, odpadły takie propozycje, jak np. placek kultury i nauki, kaczucha dla brzucha, pałacynka czy śródcieście. Nowe ciastko warszawskie w siedmiu cukierniach Nova (m.in. przy Krakowskim Przedmieściu 41, Zwycięzców 4 i Karolkowej 17/19) pojawi się już dziś. Będzie kosztować 4 zł, ale Witold Teledziński obiecuje promocję.
Po ogłoszeniu zwycięzcy do foyer Teatru Kamienica wjechało kilkadziesiąt zygmuntówek. 17 warszawskich cukierników, których ciastka nie wygrały, ponuro konsumowało bezowy smak porażki.
- Przecież tego się nie da ugryźć - komentował z przekąsem jeden z nich. - Nie mieści się w ustach.
Ja również się skusiłam... Smak rzeczywiście jest interesujący, ale forma kompletnie niejadalna. Strasznie się umęczyłam, a że jadłam w miejscu publicznym, musiałam zachować pozory kultury »