Dzień z życia odpowiedzialnego psiarza
25.04.2009
aktualizacja: 2009-04-24 21:18
Fot. Jacek Łagowski / AG
Psy mam od zawsze. Podchodzę do ich posiadania odpowiedzialnie - szczepienia i obowiązkowo sprzątanie po nich, kiedy wychodzą na dwór. Kiedyś wystarczyła foliowa torebka, teraz mam już profesjonalny sprzęt (niecałe 25 zł w dowolnym sklepie zoologicznym). Z psem wychodzę do pobliskiego parku.
ZOBACZ TAKŻE
- Powstał komiks o sprzątaniu psich kup (26-03-09, 09:07)
- Bemowo walczy z psimi kupami (25-03-09, 09:00)
- Problem psich kup: wprowadzić podatek od psów! (24-01-11, 23:00)
- Czipowanie psów w stolicy kuleje (03-06-09, 09:00)
- Psie kupy leżą w czerwonych koszach (08-04-09, 23:00)
- Anna Mucha przeciw psim kupom w Warszawie (20-03-09, 10:13)
- Sanepid ostrzega: psie kupy groźne dla ludzi (19-03-09, 11:53)
Pierwszy spacer, rano. Po poprzednim wieczorze chodniki i ławki całe zasłane potłuczonymi butelkami, kartonami po sokach, plastikowymi kubeczkami. Widać, że imprez było kilka. Wiem o tym, bo słyszałam wieczorem krzyki i pijackie śpiewy. Dzwonić do straży miejskiej nie ma sensu. Pracują do 17. Policja nie przyjeżdża w ogóle. Rano psiarze zbierają te szkła sami, bo szkoda psich łap.
Przedpołudnie. Idziemy z dzieckiem na plac zabaw. Pies grzecznie czeka przywiązany do płotka okalającego plac. Starsza pani patrzy na mnie wilkiem. W końcu wybucha: "Z psem pani tu przyszła, zaraz kupę zrobi, zarazki wnosi, brudny jest!". Tłumaczę, że przecież przywiązałam go daleko od piasku i dzieci, cały czas pilnuję, pies nie jest brudny. Po paru minutach pani zapala papierosa. Wypala go nad głowami dzieci, po czym gasi w piasku piaskownicy i tam zostawia. Trudno się dziwić. Wokoło nie ma ani jednego kosza na śmieci. Ławek też nie.
Popołudnie. Bawimy się na uboczu piłką. Pies robi kupę, ja ją sprzątam moją profesjonalną łopatką i rozglądam się za koszem. W promieniu mojego wzroku jest tylko jeden - obok ławki, na której siedzą dwie panie. Idę w tamtym kierunku i z daleka słyszę: "O! Idzie tu, zaraz nam tu wrzuci to świństwo i będzie śmierdziało!".
Zawstydzona wrzucam torebkę do kosza. Nie mam wyboru - to jedyny kosz w okolicy.
Wieczór. Mój pies biega szczęśliwy i korzysta z pustego parku. Nagle zaczyna obszczekiwać krzaki. Zapinając spodnie, wynurza się z nich mężczyzna. Zapach unoszący się wokół od razu wyjaśnia, co tam robił. Spogląda na mnie gniewnie i rzuca coś o trzymaniu psów na smyczy. Nie widzę śladu zażenowania na jego twarzy. O co chodzi? On jest człowiekiem, po nim nie trzeba sprzątać.
Uciekam szybko do domu, bo z okolicznych ławek dochodzą mnie coraz intensywniejsze odgłosy libacji. Jutro znów zacznę dzień od sprzątania porozbijanych butelek, omijając z daleka krzaki. I znów przeczytam w gazecie o brudnych i złych właścicielach psów.
PS: Od jakiegoś czasu walczymy w gronie psiarzy o wyznaczenie w naszym parku tzw. doggy zone, gdzie psy można by było wyprowadzać bez szkody dla innych. Nie znajdujemy żadnego zrozumienia w naszej dzielnicy.
Przedpołudnie. Idziemy z dzieckiem na plac zabaw. Pies grzecznie czeka przywiązany do płotka okalającego plac. Starsza pani patrzy na mnie wilkiem. W końcu wybucha: "Z psem pani tu przyszła, zaraz kupę zrobi, zarazki wnosi, brudny jest!". Tłumaczę, że przecież przywiązałam go daleko od piasku i dzieci, cały czas pilnuję, pies nie jest brudny. Po paru minutach pani zapala papierosa. Wypala go nad głowami dzieci, po czym gasi w piasku piaskownicy i tam zostawia. Trudno się dziwić. Wokoło nie ma ani jednego kosza na śmieci. Ławek też nie.
Popołudnie. Bawimy się na uboczu piłką. Pies robi kupę, ja ją sprzątam moją profesjonalną łopatką i rozglądam się za koszem. W promieniu mojego wzroku jest tylko jeden - obok ławki, na której siedzą dwie panie. Idę w tamtym kierunku i z daleka słyszę: "O! Idzie tu, zaraz nam tu wrzuci to świństwo i będzie śmierdziało!".
Zawstydzona wrzucam torebkę do kosza. Nie mam wyboru - to jedyny kosz w okolicy.
Wieczór. Mój pies biega szczęśliwy i korzysta z pustego parku. Nagle zaczyna obszczekiwać krzaki. Zapinając spodnie, wynurza się z nich mężczyzna. Zapach unoszący się wokół od razu wyjaśnia, co tam robił. Spogląda na mnie gniewnie i rzuca coś o trzymaniu psów na smyczy. Nie widzę śladu zażenowania na jego twarzy. O co chodzi? On jest człowiekiem, po nim nie trzeba sprzątać.
Uciekam szybko do domu, bo z okolicznych ławek dochodzą mnie coraz intensywniejsze odgłosy libacji. Jutro znów zacznę dzień od sprzątania porozbijanych butelek, omijając z daleka krzaki. I znów przeczytam w gazecie o brudnych i złych właścicielach psów.
PS: Od jakiegoś czasu walczymy w gronie psiarzy o wyznaczenie w naszym parku tzw. doggy zone, gdzie psy można by było wyprowadzać bez szkody dla innych. Nie znajdujemy żadnego zrozumienia w naszej dzielnicy.
Przeczytaj także: Wszytsko o akcji "Sprzątnij psią kupę"
-
Psy należy wyprowadzać w kagańcu i na smyczy
r_mol
16.05.09, 09:47
Co jest oczywiste dla każdego normalnego właściciela psa - w odróżnieniu od"psiarzy" (zoofili).»
-
Dzień z życia odpowiedzialnego psiarza
the_vicious_one
16.05.09, 14:17
Ekhem, czy nie zauważyliście jeszcze, że psy są integralną częścią społeczeństwa? Nic na to nie poradzicie. Potrzeba wydzielenia w parkach części, gdzie można puścić psy, żeby się razem »
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Co Donieck ma lepszego od Warszawy? Nie tylko Stadion!
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


