Burmistrza Targówka obiecanki cacanki

Wojciech Karpieszuk
27.04.2009 aktualizacja: 2009-04-26 20:03
A A A Drukuj
Fot. Filip Klimaszewski / AG
  • Grzegorz Zawistowski, burmistrz Targówka
Tutaj uczą się dzieci, których inne szkoły nie chcą. Prawie rok temu poprosili włodarzy Targówka o pomoc. Ci pomoc obiecali i nastała cisza
Remek ma 12 lat. Dzieciństwo spędził w domu dziecka. - Był nadpobudliwy, nie mógł sobie dać rady w dwóch podstawówkach. Bał się, zamykał w sobie, krzyczał - opowiada Aneta Czapska, zastępcza mama Remka. Chłopiec od czterech lat chodzi do prywatnej Szkoły Podstawowej Wspierania Rozwoju przy ul. Toruńskiej.

Uczy się w niej 50 dzieci. Wszystkie nie poradziły sobie w innych podstawówkach: niektóre mają ADHD, inne fobię szkolną. Są dzieci z problemami z koncentracją, z zaburzeniami emocjonalnymi, z mutyzmem wybiórczym (odzywają się tylko do wybranych osób). Kilku uczniów ma lekkie upośledzenie. Szkoła jest prywatna, ale rodzice nic nie płacą. Placówka utrzymuje się z subwencji oświatowej i wpłat 1 proc. podatku.

Początki pięć lat temu były bardzo trudne. - Pracować przyszli do nas ludzie z pasją, od razu po studiach. Dziewczyny po pracy z dziećmi szły dorobić jako kelnerki w pubach - wspomina wicedyrektorka Magdalena Zawadzka.

- Tu dla każdego ucznia mają czas. Remek się otworzył, zaczął respektować zasady - zachwala pani Aneta. Oprócz normalnego programu dzieci mają indywidualne zajęcia z psychologiem i logopedą.

Szkoła mieści się na parterze byłej remizy. Rok temu wicedyrektorka Magdalena Zawadzka przez kilka miesięcy musiała krążyć między urzędami, żeby doprosić się o przedłużenie umowy najmu. Okazało się, że akurat dzielnica przyjmowała od miasta zarządzanie budynkiem - stąd bałagan.

To wtedy napisaliśmy o podstawówce pierwszy raz.

Od tego czasu Zawadzka walczy też o czynsz symboliczny - np. złotówkę czy 100 zł. Dziś szkoła płaci ok. 3 tys. zł, ponad 6 zł za m kw. w starym, wymagającym remontu budynku.

- Nie wiem, dlaczego ta szkoła nie ma do tej pory czynszu symbolicznego - dziwił się rok temu burmistrz Targówka Grzegorz Zawistowski. - Będziemy się o to starać natychmiast po przejęciu od miasta w administrowanie budynku. Szkole trzeba pomóc.

Kilka dni później Zawadzka z prośbą o czynsz symboliczny napisała do Krzysztofa Bugli, wiceburmistrza odpowiedzialnego za oświatę. Odpowiedzi nie ma do dziś, czynsz się nie zmienił.

- W dzielnicy nie rozumieją, że gdyby nie ta szkoła, dzieciaki wylądowałyby w zwykłych podstawówkach - mówi wicedyrektorka. - Traktują nas jak inne niepubliczne placówki. Nikt nie widzi, że u nas nie płaci się za naukę - dodaje.

Rodzice, żeby posłać dziecko do podstawówki przy Toruńskiej, zapisują się na listy rezerwowe. Szkoła chce otworzyć dodatkowe klasy, już wynajęła części pierwszego piętra. Dyrektorka wzięła 100 tys. kredytu na remont. - Jeżeli nie dostaniemy czynszu symbolicznego, będziemy płacić 7 tys. Dla nas to gigantyczne pieniądze, bo brakuje na wszystko: na pomoce naukowe, na szkolenia dla kadry. W sezonie grzewczym wydajemy 7 tys. na węgiel, bo nie ma u nas centralnego. Gdyby dzielnica udostępniła nam lokal za złotówkę, to byłaby duża pomoc. Zwłaszcza że wyręczamy zwykłe podstawówki - tłumaczy Magdalena Zawadzka.

Cały czas wydzwania do dzielnicy w sprawie czynszu. Ale rozmawia tylko z sekretarkami. Napisała kolejny list. Bez odpowiedzi.

Wiceburmistrz Sławomir Antonik, odpowiedzialny na Targówku za nieruchomości: - Administrowanie budynkiem przejęliśmy dopiero po koniec roku. To skomplikowane, ale ostateczna decyzja w sprawie czynszu symbolicznego ciągle należy do miasta - przekonuje. - Nie wiem, dlaczego załatwianie tej sprawy trwa tak długo. Może jakiś dokument utknął po drodze, do mnie pismo ze szkoły nie trafiło. Ale zapewniam, że natychmiast zajmę się sprawą i najpóźniej w środę dam odpowiedź.

Magdalena Zawadzka: - Wszyscy nam mówią: "Jesteście potrzebni, świetną robotę robicie". A jak przychodzi co do czego, to właśnie tak wygląda pomoc.

Przeczytaj także: Do Europarlamentu spod kościoła



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy