Nie ma już czego ratować z parowozowni
- Rok po barbarzyńskiej rozbiórce: żądamy wywłaszczenia (25-04-10, 15:16)
- Czy to już koniec praskiej parowozowni? (18-06-10, 07:00)
- Nowe przepisy: domy pod szczególnym nadzorem (10-06-10, 10:00)
- Odpowie za zniszczenie zabytkowej parowozowni (01-09-09, 09:01)
- Praski dworek czeka na ratunek (08-07-09, 10:00)
- Warszawa: kontrola po zburzeniu parowozowni (18-05-09, 16:03)
Wczoraj rano o godz. 6. firma rozbiórkowa Małmar z Sulejówka znów uruchomiła koparki. Do 8.30 zniszczyła 90 proc. historycznego kompleksu. - Barbarzyńcy! - krzyczał Janusz Sujecki z Muzeum Warszawskiej Pragi. Zjawił się wczoraj na miejscu jeszcze przed rozpoczęciem burzenia. Gdy ruszyły koparki, próbował sam powstrzymać robotników, ale został wyprowadzony z terenu parowozowni.
Tuż po godz. 7 przyjechała stołeczna konserwator zabytków Ewa Nekanda-Trepka. Była bezsilna. - Nakazałam przerwać prace, odmówili. Wydałam pisemną decyzję wstrzymania rozbiórki - mówiła.
Kiedy w asyście dwóch strażników miejskich spisywała protokół, kilka metrów dalej koparka niszczyła kolejne części unikatowej hali. Później pani konserwator szukała kserokopiarki, aby zrobić kopię decyzji, a rozbiórka trwała w najlepsze. Po godz. 8 na Pragę przyjechała też Barbara Jezierska. - Oni nie mają prawa tego burzyć - powtarzała zbulwersowana. - Od godziny 6 wiszę na telefonie, ale nikt nic nie może!
Jezierska przez płot rozmawiała z kierownikiem robót. Ten śmiał jej się w twarz.
- Niech pan przerwie rozbiórkę! - kazała podniesionym głosem.
- Ale nie mam decyzji - bezczelnie odpowiadał jej inżynier Wojciech Replin. - Ten obiekt zagrażał bezpieczeństwu ludzi. Dla mnie najważniejsze jest ludzkie życie.
- Wydaję panu ustnie taką decyzję - podkreślała Jezierska. - Pan działa niezgodnie z prawem. Cofniemy panu uprawnienia. Za chwilę wręczyła mu pismo nakazujące wstrzymanie prac, ale to też nie pomogło, dźwig burzył dalej.
- Nie wiem, czy muszę to zrobić natychmiast. Czekam na prawnika - tłumaczył kierownik.
- To niebywałe! - powtarzała Jezierska. - Jak pan został inżynierem, skoro pan nie zna podstawowych przepisów?
W obecności miejskiego i wojewódzkiego konserwatora zabytków koparka miażdżyła kolejne fragmenty budynku. Urzędnicy dzwonili do znajomych policjantów i błagali o pilną interwencję.
- Gdzie jest prawo? - krzyczeli obrońcy zabytków ze Stowarzyszenia Nowa Praga. To oni powiadomili media o ponownej rozbiórce. - Niech się panie podadzą do dymisji, skoro w waszej obecności można niszczyć unikatowe obiekty.
- Błagam o pomoc, bo zaraz nie będzie co ratować - mówiła zdenerwowana Jezierska dzwoniąc do znajomej pani komendant. Krótko po tym telefonie przyjechał radiowóz (pierwszy był tu rano, ale wtedy nie wstrzymano prac).
Policjanci mieli czas. Obejrzeli decyzję i zamknęli się w radiowozie. Czekali na opinię oficera dyżurnego. Dopiero po godz. 8.10 zażądali otwarcia bram i weszli na plac z urzędnikami. Kilkanaście minut później koparka stanęła.
- To początek walki z inwestorem - zapowiedziała Jezierska. - Powiadomimy prokuraturę o podejrzeniu popełnieniu przestępstwa.
Po niecałych dwóch godzinach wydała decyzję o wpisaniu resztek parowozowni do rejestru zabytków z rygorem natychmiastowej wykonalności. Zapowiedziała, że nakaże inwestorowi odtworzyć zabytkowe przęsła hali.
Około godz. 10, w momencie gdy wsiadała do samochodu, a kierownik robót miał w ręku jej decyzję, znów ruszyła koparka. Zgromadzeni przed parowozownią społecznicy ze Stowarzyszenia Nowa Praga przeskoczyli przez płot i stanęli przed maszyną. Wkrótce przyjechała policja. Na teren weszli też dziennikarze. Po raz kolejny zatrzymano prace.
- Czekamy na decyzję powiatowego inspektora nadzoru budowlanego o wywiezieniu stąd tych koparek. Będziemy dzień i noc pilnować parowozowni, dopóki te maszyny stąd nie wyjadą - zapowiedział Michał Sokolnicki, prezes Stowarzyszenia Nowa Praga.
Praska parowozownia z lat 60. XIX wieku to jeden z najstarszych obiektów kolejowych w Warszawie. Działała do 1947 r. Przez długie lata były tu magazyny i warsztaty PKP, niedawno kolej całą nieruchomość sprzedała deweloperowi. Znawcy zabytków techniki od lat apelowali o wpisanie parowozowni do rejestru. Podkreślali wyjątkową wartość stalowej konstrukcji hali z nitowanych blachownic. W Polsce zachowały się tylko cztery takie obiekty.
Przeczytaj także: Kryzysowe plany Warszawy na przyszłość
-
Re: Sprawa zniszczonej parowozowni w prokuraturze
majca1971
06.05.09, 14:06
A czemu do tej pory pani Konserwator nie pojawiła się przy willi Chowańczaka naMokotowie? Dlaczego dotej pory nie kazała go wpisać w trybie natychmiastowym dorejestru zabytków?Dlaczego tak »
-
Sk..syństwo
kpaxxx
07.05.09, 10:06
Jak ja nienawidzę tego typu ludzi, którzy mają prawo czyli również naswszystkich w dupie. Właściciel terenu powinien pójść za coś takiego z torbami,ale niestety ten dupek wie że sprawa »
-
Nie ma już czego ratować z parowozowni
boguswi
07.05.09, 11:21
Kwintesencja III i IV RP: administracja - bezsilna, skorumpowana, bądźuwikłana w bzdurne przepisy, bezczynny bądź ogłupiały aparat ścigania(granatowa policja i tzw. straż miejska) oraz kilku»
- Słynna praska ruina do rozbiórki. Będą apartamenty
- Warszawa 40 lat temu. Niby taka sama, ale... [zdjęcia]
- Ile kosztują przenosiny NFZ? Tajne. "Bo będzie afera"
- Dzień na Żywo - poniedziałek [13.02.2012]
- Ktoś morduje koty na Bemowie. Dlaczego?
- Most skurczył się na mrozie. Pociągi jeżdżą wolniej
- Stadion Legii nie ma nazwy? Teraz będzie się nazywał...
- "Tu kupisz papierosy, które szkodzą zdrowiu"
- Drewniane perły architektury - zobacz je, zanim spłoną
- Ryanair o lotnisku Chopina: "Shocking!" Wszystko źle
- Nowe tanie loty z Modlina. Osiem kierunków od 99 zł
- Deweloper: "oaza luksusu". Mieszkańcy idą do sądu
- Warszawa 40 lat temu. Niby taka sama, ale... [zdjęcia]
- Walentynki w Warszawie: Jak spędzić Dzień Zakochanych?








