Głoduje pod sądem by odzyskać 6 lat renty

Błażej Grygiel / Radio TOK FM
08.05.2009 aktualizacja: 2009-05-08 17:24
A A A Drukuj
Jan Madejski głoduje przed gmachem sądu Fot. Błażej Grygiej
W wieku siedmiu lat Jan Madejski został potrącony przez samochód, kilka lat później przeżył upadek z czwartego piętra wprost na beton. Ma genetyczną cukrzycę, a jego dokumentacja medyczna jest opasłym tomem. Od 10 dni głoduje pod sądem, bo chce odzyskać swoją rentę.
W 1993 roku był inwalidą drugiej grupy, a jednak przez ponad sześć lat musiał walczyć z ZUS o przyznanie renty. Teraz prowadzi protest głodowy pod budynkiem Wojewódzkiego sądu administracyjnego w Warszawie domagając się, by sąd zmusił ZUS do wydania mu zaległej renty. Jego protest trwa już dziesięć dni. Błażej Grygiel Pan Madejski wciaż nie może zrozumieć, czemu musi w ogóle walczyć o zaległą rentę.



- To wygląda jakbym domagał się cudzych pieniędzy, ale to są moje pieniądze - skarży się inwalida, który od dziesięciudni koczuje wraz z żoną pod budynkiem sądu administracyjnego przy ulicy Jasnej - Siedem lat mi wymazano, ja jak żebrak, jak bandyta czołgam się pod nimi, a oni się śmieją.



Rzecznik ZUS-u zapytany o tę sprawę wcale się nie śmiał, jednak pozostał kategoryczny.

- Pan Madejski nie wystąpił w odpowiednim momencie w '93 roku o rentę, i do dziś domaga się czegoś, co mu już nie przysługuje - mówi Przemysław Przybylski, rzecznik ZUS - Sąd administracyjny wydał w tej sprawie wyrok w marcu 2009 i nie może na nas wywrzeć presji byśmy te pieniądze oddali.

Jan Madejski nadziei upatrywał w działaniu sądu. Małgorzata Jarecka, sędzia stołecznego wojewódzkiego sądu administracyjnego mówi, że jest wyjście, tylko trzeba przekonać protestującego do działania, a tego sąd nie może zrobić, by pozostać bezstronnym.



- Po wydaniu decyzji próbowaliśmy z nim rozmawiać, przekonać by obejrzał w czytelni akta sprawy, ale nie chciał przyjść - mówi sędzia Jarecka - nawet wyszliśmy do niego by zaproponować by wziął sobie pełnomocnika z urzędu, który pomógłby mu znaleźć rozwiązanie, ale jak dotąd pan Madejski jak na razie o to nie wzniósł.



Sam protestujący nie zamierza zakończyć głodówki wierząc, że urzędnicy znajdą rozwiązanie jego sprawy. Jednak chyba najważniejsze jest to by ktoś po prostu go zrozumiał.

- Będę tu protestował do skutku - mówi - jeśli mam alternatywę żyć w gównie, albo żyć jak człowiek, to wybieram życie jak człowiek. Będę protestował do ostateczności.

Przeczytaj także: Jak żyć, gdy dziecko jest niepełnosprawne?



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy