Głoduje pod sądem by odzyskać 6 lat renty
08.05.2009
aktualizacja: 2009-05-08 17:24
Fot. Błażej Grygiej
W wieku siedmiu lat Jan Madejski został potrącony przez samochód, kilka lat później przeżył upadek z czwartego piętra wprost na beton. Ma genetyczną cukrzycę, a jego dokumentacja medyczna jest opasłym tomem. Od 10 dni głoduje pod sądem, bo chce odzyskać swoją rentę.
ZOBACZ TAKŻE
- Porady ws. uzależnień i seksu przez internet (11-05-09, 08:00)
- Zostaniemy na ulicy do końca (09-05-09, 18:00)
- Pomoc dla lokatorów z odzyskanych kamienic (08-04-09, 08:00)
- Lokatorzy: Jesteśmy jak bezdomne psy (02-04-09, 10:00)
- Kamienicznik nie może pozbyć się lokatorów (19-02-09, 08:00)
- Żeby pozbyć się lokatorów odciął wodę i gaz (18-02-09, 07:00)
- Stolica bezdomnych (07-12-08, 17:45)
W 1993 roku był inwalidą drugiej grupy, a jednak przez ponad sześć lat musiał walczyć z ZUS o przyznanie renty. Teraz prowadzi protest głodowy pod budynkiem Wojewódzkiego sądu administracyjnego w Warszawie domagając się, by sąd zmusił ZUS do wydania mu zaległej renty. Jego protest trwa już dziesięć dni. Błażej Grygiel Pan Madejski wciaż nie może zrozumieć, czemu musi w ogóle walczyć o zaległą rentę.
- To wygląda jakbym domagał się cudzych pieniędzy, ale to są moje pieniądze - skarży się inwalida, który od dziesięciudni koczuje wraz z żoną pod budynkiem sądu administracyjnego przy ulicy Jasnej - Siedem lat mi wymazano, ja jak żebrak, jak bandyta czołgam się pod nimi, a oni się śmieją.
Rzecznik ZUS-u zapytany o tę sprawę wcale się nie śmiał, jednak pozostał kategoryczny.
- Pan Madejski nie wystąpił w odpowiednim momencie w '93 roku o rentę, i do dziś domaga się czegoś, co mu już nie przysługuje - mówi Przemysław Przybylski, rzecznik ZUS - Sąd administracyjny wydał w tej sprawie wyrok w marcu 2009 i nie może na nas wywrzeć presji byśmy te pieniądze oddali.
Jan Madejski nadziei upatrywał w działaniu sądu. Małgorzata Jarecka, sędzia stołecznego wojewódzkiego sądu administracyjnego mówi, że jest wyjście, tylko trzeba przekonać protestującego do działania, a tego sąd nie może zrobić, by pozostać bezstronnym.
- Po wydaniu decyzji próbowaliśmy z nim rozmawiać, przekonać by obejrzał w czytelni akta sprawy, ale nie chciał przyjść - mówi sędzia Jarecka - nawet wyszliśmy do niego by zaproponować by wziął sobie pełnomocnika z urzędu, który pomógłby mu znaleźć rozwiązanie, ale jak dotąd pan Madejski jak na razie o to nie wzniósł.
Sam protestujący nie zamierza zakończyć głodówki wierząc, że urzędnicy znajdą rozwiązanie jego sprawy. Jednak chyba najważniejsze jest to by ktoś po prostu go zrozumiał.
- Będę tu protestował do skutku - mówi - jeśli mam alternatywę żyć w gównie, albo żyć jak człowiek, to wybieram życie jak człowiek. Będę protestował do ostateczności.
- To wygląda jakbym domagał się cudzych pieniędzy, ale to są moje pieniądze - skarży się inwalida, który od dziesięciudni koczuje wraz z żoną pod budynkiem sądu administracyjnego przy ulicy Jasnej - Siedem lat mi wymazano, ja jak żebrak, jak bandyta czołgam się pod nimi, a oni się śmieją.
Rzecznik ZUS-u zapytany o tę sprawę wcale się nie śmiał, jednak pozostał kategoryczny.
- Pan Madejski nie wystąpił w odpowiednim momencie w '93 roku o rentę, i do dziś domaga się czegoś, co mu już nie przysługuje - mówi Przemysław Przybylski, rzecznik ZUS - Sąd administracyjny wydał w tej sprawie wyrok w marcu 2009 i nie może na nas wywrzeć presji byśmy te pieniądze oddali.
Jan Madejski nadziei upatrywał w działaniu sądu. Małgorzata Jarecka, sędzia stołecznego wojewódzkiego sądu administracyjnego mówi, że jest wyjście, tylko trzeba przekonać protestującego do działania, a tego sąd nie może zrobić, by pozostać bezstronnym.
- Po wydaniu decyzji próbowaliśmy z nim rozmawiać, przekonać by obejrzał w czytelni akta sprawy, ale nie chciał przyjść - mówi sędzia Jarecka - nawet wyszliśmy do niego by zaproponować by wziął sobie pełnomocnika z urzędu, który pomógłby mu znaleźć rozwiązanie, ale jak dotąd pan Madejski jak na razie o to nie wzniósł.
Sam protestujący nie zamierza zakończyć głodówki wierząc, że urzędnicy znajdą rozwiązanie jego sprawy. Jednak chyba najważniejsze jest to by ktoś po prostu go zrozumiał.
- Będę tu protestował do skutku - mówi - jeśli mam alternatywę żyć w gównie, albo żyć jak człowiek, to wybieram życie jak człowiek. Będę protestował do ostateczności.
Przeczytaj także: Jak żyć, gdy dziecko jest niepełnosprawne?
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Miał być ważny węzeł, ale zniknął. Gdzie jest Konotopa?
- Piątek na ulicach Warszawy [25.05.2012]
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Centrum tonie w reklamach. Najbrzydsze rondo w mieście?
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


