Brak chętnych do pracy w komisjach wyborczych
13.05.2009
aktualizacja: 2009-05-12 21:41
Fot. Filip Klimaszewski / AG
Działacze Związku Słowian i Naprzód Polsko "Piast" zasilili komisje wyborcze na Pradze-Północ. Poszukiwania kilkuset chętnych do pracy w wyborczą niedzielę trwają w całej Warszawie.
ZOBACZ TAKŻE
- Bataliony Chłopskie wciąż w natarciu (14-05-09, 09:00)
- Rekomendacje prof. Bartoszewskiego na Eurowybory (20-05-09, 11:00)
- Jak samorząd Mazowsza wspiera kulturę (19-05-09, 12:00)
- Studenci odpytują kandydatów do Brukseli (19-05-09, 08:00)
- Centrolewicowi kandydaci do europarlamentu (18-05-09, 09:00)
- Fiesta wolności w fabryce prądu (13-05-09, 11:00)
- Żony, siostry i córki, czyli etyka według PiS (13-05-09, 10:00)
Czasu jest niewiele. Według wyborczego kalendarza dzielnice do końca tygodnia muszą przygotować listy chętnych do pracy w 840 komisjach obwodowych, które będą czuwać nad wyborami do Parlamentu Europejskiego.
Jeśli kompletu nazwisk nie będzie, stołeczni urzędnicy zamierzają dzwonić do losowo wybranych wyborców z propozycją pracy. Ten scenariusz ma być wprowadzony w weekend.
- Ludzi do pracy przy wyborach brakowało już w 2007 r., ale skala była nieporównywalna - komentuje Jarosław Jóźwiak, wicedyrektor gabinetu prezydent Warszawy. - W każdej komisji musi być siedem osób.
Tego minimum nie było w stanie zapełnić działaczami i sympatykami ponad 20 komitetów, które zgłosiły do Państwowej Komisji Wyborczej zamiar wystawienia europejskich list. Jak twierdzą w ratuszu, to partyjne struktury winne są obecnej sytuacji.
- Przypomnijmy skalę: to kilka tysięcy osób, bo tylu ludzi potrzeba do pracy przy stołecznych wyborach - przypomina Ireneusz Tondera z mazowieckich władz SLD i przyznaje, że partyjną pulę "tradycyjnie" obsadzili działacze i ich rodziny.
Ponieważ politycy puli nie wykorzystali, od poniedziałku pracę w komisjach proponuje szerokiej publiczności administracja samorządowa.
Brakuje kilkuset osób, bo - jak przyznają zgodnie nasi rozmówcy - praca jest słabo płatna. - Szef komisji: 165 zł, zastępca: 150 zł, reszta: 135 zł - wylicza dyr. Jóźwiak.
- Czemu tu się dziwić - komentuje Bartosz Dominiak (SdPl) - Zmarnowana niedziela, odpowiedzialność, a stawki sprzed dziesięciu lat. Oferta dobra dla prowincji.
Ratunek w Związku Słowian
Największe problemy z komisjami są na Mokotowie, Ochocie, Pradze-Południe, Ursynowie i w Wawrze. - Takich jak teraz jeszcze nie było, a pracuję przy wyborach od 14 lat, zawsze miałem nadmiar bogactwa. Tych wyborów ludzie po prostu nie rozumieją - uważa Stanisław Kowalski, naczelnik wydziału kadr na Pradze-Północ.
Dzielnica, podobnie jak Śródmieście czy Wilanów, ma komplet w komisjach.
Do pracy zaciągnęli się m.in. działacze Związku Słowian i komitetu Naprzód Polsko "Piast" firmowanego przez Zdzisława Podkańskiego (dawniej PSL) i Jana Dobrosza (dawniej LPR). Oba grupują eurosceptyków. Nie zdołały zarejestrować list w stolicy.
Jak wynika ze strony internetowej Związku Słowian, eurowybory to ostatnia z odnotowanych tam form aktywności. Inne - w 2006 r. "gratulacje dla Aleksandra Łukaszenki po zwycięstwie w wyborach prezydenckich", w 2008 r. to słane do ambasad "wyrazy poparcia dla ChRL jako organizatora letnich igrzysk olimpijskich" oraz "gratulacje w związku z odrzuceniem w referendum przez Irlandczyków traktatu lizbońskiego".
- Słowianie będą w połowie naszych komisji, są zmobilizowani - ocenia naczelnik Kowalski.
Jeśli ratuszowi nie uda się do piątku znaleźć kilkuset chętnych, będą telefonować. - Taką możliwość dają nam przepisy prawa - mówi Jóźwiak. - Oczywiście nikogo do pracy w komisjach nie zmusimy. To wolny wybór, ale liczymy na instynkt obywatelski.
Jeśli kompletu nazwisk nie będzie, stołeczni urzędnicy zamierzają dzwonić do losowo wybranych wyborców z propozycją pracy. Ten scenariusz ma być wprowadzony w weekend.
- Ludzi do pracy przy wyborach brakowało już w 2007 r., ale skala była nieporównywalna - komentuje Jarosław Jóźwiak, wicedyrektor gabinetu prezydent Warszawy. - W każdej komisji musi być siedem osób.
Tego minimum nie było w stanie zapełnić działaczami i sympatykami ponad 20 komitetów, które zgłosiły do Państwowej Komisji Wyborczej zamiar wystawienia europejskich list. Jak twierdzą w ratuszu, to partyjne struktury winne są obecnej sytuacji.
- Przypomnijmy skalę: to kilka tysięcy osób, bo tylu ludzi potrzeba do pracy przy stołecznych wyborach - przypomina Ireneusz Tondera z mazowieckich władz SLD i przyznaje, że partyjną pulę "tradycyjnie" obsadzili działacze i ich rodziny.
Ponieważ politycy puli nie wykorzystali, od poniedziałku pracę w komisjach proponuje szerokiej publiczności administracja samorządowa.
Brakuje kilkuset osób, bo - jak przyznają zgodnie nasi rozmówcy - praca jest słabo płatna. - Szef komisji: 165 zł, zastępca: 150 zł, reszta: 135 zł - wylicza dyr. Jóźwiak.
- Czemu tu się dziwić - komentuje Bartosz Dominiak (SdPl) - Zmarnowana niedziela, odpowiedzialność, a stawki sprzed dziesięciu lat. Oferta dobra dla prowincji.
Ratunek w Związku Słowian
Największe problemy z komisjami są na Mokotowie, Ochocie, Pradze-Południe, Ursynowie i w Wawrze. - Takich jak teraz jeszcze nie było, a pracuję przy wyborach od 14 lat, zawsze miałem nadmiar bogactwa. Tych wyborów ludzie po prostu nie rozumieją - uważa Stanisław Kowalski, naczelnik wydziału kadr na Pradze-Północ.
Dzielnica, podobnie jak Śródmieście czy Wilanów, ma komplet w komisjach.
Do pracy zaciągnęli się m.in. działacze Związku Słowian i komitetu Naprzód Polsko "Piast" firmowanego przez Zdzisława Podkańskiego (dawniej PSL) i Jana Dobrosza (dawniej LPR). Oba grupują eurosceptyków. Nie zdołały zarejestrować list w stolicy.
Jak wynika ze strony internetowej Związku Słowian, eurowybory to ostatnia z odnotowanych tam form aktywności. Inne - w 2006 r. "gratulacje dla Aleksandra Łukaszenki po zwycięstwie w wyborach prezydenckich", w 2008 r. to słane do ambasad "wyrazy poparcia dla ChRL jako organizatora letnich igrzysk olimpijskich" oraz "gratulacje w związku z odrzuceniem w referendum przez Irlandczyków traktatu lizbońskiego".
- Słowianie będą w połowie naszych komisji, są zmobilizowani - ocenia naczelnik Kowalski.
Jeśli ratuszowi nie uda się do piątku znaleźć kilkuset chętnych, będą telefonować. - Taką możliwość dają nam przepisy prawa - mówi Jóźwiak. - Oczywiście nikogo do pracy w komisjach nie zmusimy. To wolny wybór, ale liczymy na instynkt obywatelski.
Przeczytaj także: Trwa nielegalny POPiS reklamowy
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Ta cukiernia to fenomen: ludzie stoją od świtu [WIDEO]
- Oryginalny biurowiec: przy Prostej wyrosła krzywa wieża
- Wielki festiwal w Warszawie. Znamy pierwsze gwiazdy
- Obciął penisa, chciał wyciąć serce
- Rewolucja w taksówkach: nie trzeba dzwonić do centrali
- Pilot zmarł za sterami samolotu z Warszawy do Pragi
- Poważny wypadek na wylotówce. Z auta wypadł silnik
- "Tu kupisz papierosy, które szkodzą zdrowiu"
- Środa w Warszawie [15.02.2012]
- Koszary, fabryka, willa i piramida. Wyburzone w 2011
- Ta cukiernia to fenomen: ludzie stoją od świtu [WIDEO]
- Zrównał z ziemią cenną willę. Teraz ma ją odbudować
- Nowa polska tania linia. Zabierze pasażerów pociągom?
- Walentynki w Warszawie: Jak spędzić Dzień Zakochanych?



