Brak chętnych do pracy w komisjach wyborczych

Iwona Szpala
13.05.2009 aktualizacja: 2009-05-12 21:41
A A A Drukuj
Przedwyborczy citylight na Marszałkowskiej zachęca do głosowania w wyborach do PE Fot. Filip Klimaszewski / AG
Działacze Związku Słowian i Naprzód Polsko "Piast" zasilili komisje wyborcze na Pradze-Północ. Poszukiwania kilkuset chętnych do pracy w wyborczą niedzielę trwają w całej Warszawie.
Czasu jest niewiele. Według wyborczego kalendarza dzielnice do końca tygodnia muszą przygotować listy chętnych do pracy w 840 komisjach obwodowych, które będą czuwać nad wyborami do Parlamentu Europejskiego.

Jeśli kompletu nazwisk nie będzie, stołeczni urzędnicy zamierzają dzwonić do losowo wybranych wyborców z propozycją pracy. Ten scenariusz ma być wprowadzony w weekend.

- Ludzi do pracy przy wyborach brakowało już w 2007 r., ale skala była nieporównywalna - komentuje Jarosław Jóźwiak, wicedyrektor gabinetu prezydent Warszawy. - W każdej komisji musi być siedem osób.

Tego minimum nie było w stanie zapełnić działaczami i sympatykami ponad 20 komitetów, które zgłosiły do Państwowej Komisji Wyborczej zamiar wystawienia europejskich list. Jak twierdzą w ratuszu, to partyjne struktury winne są obecnej sytuacji.

- Przypomnijmy skalę: to kilka tysięcy osób, bo tylu ludzi potrzeba do pracy przy stołecznych wyborach - przypomina Ireneusz Tondera z mazowieckich władz SLD i przyznaje, że partyjną pulę "tradycyjnie" obsadzili działacze i ich rodziny.

Ponieważ politycy puli nie wykorzystali, od poniedziałku pracę w komisjach proponuje szerokiej publiczności administracja samorządowa.

Brakuje kilkuset osób, bo - jak przyznają zgodnie nasi rozmówcy - praca jest słabo płatna. - Szef komisji: 165 zł, zastępca: 150 zł, reszta: 135 zł - wylicza dyr. Jóźwiak.

- Czemu tu się dziwić - komentuje Bartosz Dominiak (SdPl) - Zmarnowana niedziela, odpowiedzialność, a stawki sprzed dziesięciu lat. Oferta dobra dla prowincji.

Ratunek w Związku Słowian

Największe problemy z komisjami są na Mokotowie, Ochocie, Pradze-Południe, Ursynowie i w Wawrze. - Takich jak teraz jeszcze nie było, a pracuję przy wyborach od 14 lat, zawsze miałem nadmiar bogactwa. Tych wyborów ludzie po prostu nie rozumieją - uważa Stanisław Kowalski, naczelnik wydziału kadr na Pradze-Północ.

Dzielnica, podobnie jak Śródmieście czy Wilanów, ma komplet w komisjach.

Do pracy zaciągnęli się m.in. działacze Związku Słowian i komitetu Naprzód Polsko "Piast" firmowanego przez Zdzisława Podkańskiego (dawniej PSL) i Jana Dobrosza (dawniej LPR). Oba grupują eurosceptyków. Nie zdołały zarejestrować list w stolicy.

Jak wynika ze strony internetowej Związku Słowian, eurowybory to ostatnia z odnotowanych tam form aktywności. Inne - w 2006 r. "gratulacje dla Aleksandra Łukaszenki po zwycięstwie w wyborach prezydenckich", w 2008 r. to słane do ambasad "wyrazy poparcia dla ChRL jako organizatora letnich igrzysk olimpijskich" oraz "gratulacje w związku z odrzuceniem w referendum przez Irlandczyków traktatu lizbońskiego".

- Słowianie będą w połowie naszych komisji, są zmobilizowani - ocenia naczelnik Kowalski.

Jeśli ratuszowi nie uda się do piątku znaleźć kilkuset chętnych, będą telefonować. - Taką możliwość dają nam przepisy prawa - mówi Jóźwiak. - Oczywiście nikogo do pracy w komisjach nie zmusimy. To wolny wybór, ale liczymy na instynkt obywatelski.

Przeczytaj także: Trwa nielegalny POPiS reklamowy



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy