Tak zabezpieczają, że tynk sypie się na głowę

Wojciech Karpieszuk
14.05.2009 aktualizacja: 2009-05-14 11:52
A A A Drukuj
Mieszkańcy kamienicy przy ul. Mokotowskiej 8 muszą się z niej wyprowadzić do końca miesiąca
Jak pozbyć się lokatorów z prywatnej kamienicy? Wyłączyć im gaz, windę, zakręcić ogrzewanie i ciepłą wodę. Do tego załatwić sypiący się na głowy tynk, stosy cegieł na podwórku i całe mieszkania w sadzy. Tak jest przy Mokotowskiej 8
- Wchodzę do mieszkania, a tam czarno. Na dachu rozbierają kominy, sadza szybami wentylacyjnymi sypie się na meble i telewizor. Wszystko w pyle, nawet mój kot - żali się Marek Krawczyk, jeden z mieszkańców.

Dom, który po wojnie władza odebrała właścicielom, w 2007 r. zwrócono ich spadkobiercom. Ci od razu sprzedali kamienicę razem z 20 rodzinami z kwaterunku fundacji Fortalicja Czemierniki. Nowy właściciel nigdy nie przeprowadził tam remontu. W lutym powiatowy inspektor nadzoru budowlanego nakazał fundacji wyprowadzenie z kamienicy lokatorów w związku z "zagrożeniem zawalenia elementów konstrukcyjnych". Mieszkania zamienne w takim przypadku powinien zapewnić samorząd. Inspektor podjął taką decyzję po ekspertyzie rzeczoznawców, których najęła fundacja. Na miejscu urzędnicy przeprowadzili też wizję lokalną.

Lokatorzy podnieśli larum. Twierdzą, że kamienica wcale nie stanowi zagrożenia, że kontroli z inspektoratu u niektórych nie było wcale, a u innych była bardzo pobieżna. Sprawę opisaliśmy pod koniec marca. Wtedy też mieszkańcy odwołali się od decyzji inspektora.

- Nic nie wskóraliśmy. Dostaliśmy odpowiedź, że nie jesteśmy stroną. Dzielnica ma nam zapewnić mieszkania zamienne, a fundacja powinna zabezpieczyć budynek. Ale właściciel przez zabezpieczenie rozumie to, że wyłącza się nam gaz, potem ogrzewanie. Nie działają już windy. Ciepła woda ma być tylko do końca maja - alarmuje Danuta Hass.

Córka Marka Krawczyka z małym dzieckiem musiała się wyprowadzić do wynajętego mieszkania. - Bo jak żyć tutaj z niemowlakiem? A mieszkają tu też starsi ludzie, jedna pani od 1935 r. Z nimi też nikt się nie liczy. Przecież po schodach nie wejdą - stwierdza Marek Krawczyk.

Mieszkańcy mówią, że pogodzili się już z wyprowadzką. Część rodzin oglądała nawet lokale zamienne, w dzielnicy załatwiają formalności. - Ale to trwa. Przecież nie pójdziemy w tym czasie pod most - rzuca Maciej Hass, syn pani Danuty. Na strychu nad jego mieszkaniem jest dziura w dachu. Powstała po rozbiórce kominów. Na podwórku leży gruz i stos kominowych cegieł. Robotnicy wynajęci przez fundację ściągają je z dachu na prowizorycznym podnośniku zrobionym z belki. - Wisi to tak sobie wprost nad wyjściem z klatki. To skrajna nieodpowiedzialność. Dopiero teraz czujemy się tu zagrożeni - mówi Maciej Hass.

Lokatorzy wysłali faksy do nadzoru budowlanego o tym, że prace budowlane prowadzone są w sposób stwarzający zagrożenie dla ich życia. Poprosili o pilną interwencję, ale nikt z urzędników do tej pory nie przyszedł. Wezwali też straż miejską, ale strażnicy nic nie mogli poradzić.

Paulina Miś-Dzwonkowska, prezes fundacji Fortalicja Czemierniki, napisała do nas, że w kamienicy prowadzone są prace zgodnie z decyzją powiatowego inspektora nadzoru budowlanego. A inspektor Andrzej Kłosowski przysłał do redakcji e-mail o tym, że budynek powinien zostać opróżniony ze względu na jego stan i można tam prowadzić tylko prace zabezpieczające. Na pytanie o ich kontrolę nie odpowiedział.

- To bezczelność, co robi ta fundacja - oburza się wiceburmistrz Śródmieścia Jerzy Majewski. Przyznaje, że po tekście w "Gazecie" szukał instancji odwoławczej od decyzji inspektora. - Ale takiej nie ma. Jest decyzja, musimy ją realizować. Priorytet to jak najszybciej wyprowadzić stamtąd ludzi. Ale znalezienie mieszkań dla 20 rodzin trwa - kończy.

Przeczytaj także: Znajdź mieszkanie nie wychodząc z domu



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy