Tłumy na holenderskim festynie
18.05.2009
aktualizacja: 2009-05-18 08:24
Fot. Jacek Piotrowski / AG
W niedzielę 17 maja ubrany w elegancki garnitur Ambasador Holandii Marnix Krop wjechał na rowerze na ul. Kubusia Puchatka, aby uroczyście otworzyć festyn "O, Holender!".
Ambasador przyjechał wraz z setką rowerzystów z pl. Zbawiciela. Był wśród nich także organizator festynu aktor, reżyser i pół-Holender Redbad Klijnstra.
Na Kubusia Puchatka stanęły stragany z rękodziełem i książkami. Z rozłożonych na chodniku koców dzieci sprzedawały stare zabawki i zrobione przez siebie ozdoby.
- Najlepiej idą małe samochodziki, a najgorzej płyty z filmami - mówił ośmioletni Bartek, który przyszedł z kolegami Kacprem i Danielem.
- Żałuję, że nie przyniosłam swoich zabawek na wymianę. W przyszłym roku na pewno to zrobię - mówiła Anielka. - Ale i tak jest fajnie. Doiłam sztuczną krowę i jadłam watę cukrową - dodała.
Swoje stragany rozstawili też Holendrzy. - W Polsce jesteśmy od sierpnia. Cieszymy się bardzo, że w Warszawie odbywa się taka impreza. W ten sposób możemy pokazać Polakom część naszej kultury - mówiła Chris Joosten. Na Kubusia Puchatka przyszła z dziećmi. Sprzedawali domowe ciasteczka i ranja, czyli lemoniadę.
Powodzeniem cieszyły się stoiska z holenderskimi śledziami i robionymi na miejscu tradycyjnymi waflami z syropem stroopwafels oraz serowymi racuchami poffertjes. Kolejki dzieci ustawiały się, aby spróbować chodzenia na szczudłach i biegów w workach.
Przedwojenne gry i zabawy żydowskich dzieci przygotowało dla najmłodszych mieszczące się na ulicy Kubusia Puchatka Muzeum Historii Żydów Polskich. Były też m.in. pokazy filmów, teatrzyk kukiełkowy i koncert zespołu Upbeat Quartet.
- Redbada Klijnstra i Mervila Castricum poznałem dwa lata temu, gdy założyli tu swoją kawiarnię Lente. Mieszkałem wtedy w okolicy i często wpadałem do nich na kawę i coś do jedzenia. Dziś przyszedłem ich odwiedzić. Widzę, że świetnie sobie radzą - mówił elegancki 70-latek Andrzej Mateja.
Holenderski festyn swą atmosferą nawiązywał do popularnego w Holandii Dnia Królowej. 30 kwietnia, świętując urodziny królowej, ludzie bawią się tam i muzykują na ulicach. - Jestem zaskoczony, nie spodziewałem się aż takiej frekwencji. Całą sobotę padało i bałem się, że będą pustki. Tymczasem zjawiły się tłumy - mówił uradowany Redbad Klijnstra. W tym roku Dzień Królowej w Holandii skończył się tragicznie. W wyniku próby zamachu na rodzinę królewską zginęło osiem osób. Uczestnicy warszawskiego festynu uczcili ich pamięć, składając kwiaty i zapalając świeczki w symbolicznie wydzielonym miejscu na ulicy Wareckiej.
Na Kubusia Puchatka stanęły stragany z rękodziełem i książkami. Z rozłożonych na chodniku koców dzieci sprzedawały stare zabawki i zrobione przez siebie ozdoby.
- Najlepiej idą małe samochodziki, a najgorzej płyty z filmami - mówił ośmioletni Bartek, który przyszedł z kolegami Kacprem i Danielem.
- Żałuję, że nie przyniosłam swoich zabawek na wymianę. W przyszłym roku na pewno to zrobię - mówiła Anielka. - Ale i tak jest fajnie. Doiłam sztuczną krowę i jadłam watę cukrową - dodała.
Swoje stragany rozstawili też Holendrzy. - W Polsce jesteśmy od sierpnia. Cieszymy się bardzo, że w Warszawie odbywa się taka impreza. W ten sposób możemy pokazać Polakom część naszej kultury - mówiła Chris Joosten. Na Kubusia Puchatka przyszła z dziećmi. Sprzedawali domowe ciasteczka i ranja, czyli lemoniadę.
Powodzeniem cieszyły się stoiska z holenderskimi śledziami i robionymi na miejscu tradycyjnymi waflami z syropem stroopwafels oraz serowymi racuchami poffertjes. Kolejki dzieci ustawiały się, aby spróbować chodzenia na szczudłach i biegów w workach.
Przedwojenne gry i zabawy żydowskich dzieci przygotowało dla najmłodszych mieszczące się na ulicy Kubusia Puchatka Muzeum Historii Żydów Polskich. Były też m.in. pokazy filmów, teatrzyk kukiełkowy i koncert zespołu Upbeat Quartet.
- Redbada Klijnstra i Mervila Castricum poznałem dwa lata temu, gdy założyli tu swoją kawiarnię Lente. Mieszkałem wtedy w okolicy i często wpadałem do nich na kawę i coś do jedzenia. Dziś przyszedłem ich odwiedzić. Widzę, że świetnie sobie radzą - mówił elegancki 70-latek Andrzej Mateja.
Holenderski festyn swą atmosferą nawiązywał do popularnego w Holandii Dnia Królowej. 30 kwietnia, świętując urodziny królowej, ludzie bawią się tam i muzykują na ulicach. - Jestem zaskoczony, nie spodziewałem się aż takiej frekwencji. Całą sobotę padało i bałem się, że będą pustki. Tymczasem zjawiły się tłumy - mówił uradowany Redbad Klijnstra. W tym roku Dzień Królowej w Holandii skończył się tragicznie. W wyniku próby zamachu na rodzinę królewską zginęło osiem osób. Uczestnicy warszawskiego festynu uczcili ich pamięć, składając kwiaty i zapalając świeczki w symbolicznie wydzielonym miejscu na ulicy Wareckiej.
Przeczytaj także: Noc Muzeów: Warszawa żyła nocą
-
Dwie świetne imprezy dla maluchów
dorsai68
18.05.09, 20:57
i to obok siebie. Z jednej strony rewelacyjny "O, Holenfer" na Kubusia Puchatka, i zorganizowany przez Fundację Dr.Clown "Dzień Czerwonego Nosa", na Nowym Świecie. Już dawno w Śródmieściu »
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- A2 pod Warszawą ciut dłuższa. Odcinek D otwarty!
- Poniedziałek na ulicach Warszawy [NA ŻYWO]
- Stara fabryka lśni po przebudowie. Poznaj Soho
- Wyrwa w jezdni przy budowie metra. Towarowa zamknięta
- Satyrycy śmieją się z Euro. Zobacz najlepsze rysunki
- Zamknęli kolejny kawałek Marszałkowskiej. Na 5 tygodni
- Wypadek na Puławskiej. Trzy rozbite auta
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]
- Miał być ważny węzeł, ale zniknął. Gdzie jest Konotopa?
- Środa na ulicach Warszawy [23.05.2012]


