Będą kary za ziemię zakonnic na Białołęce

Dominika Olszewska
23.05.2009 aktualizacja: 2009-05-22 21:55
A A A Drukuj
Warszawska Białołęka - ten grunt również dostał Kościół Fot. Jerzy Gumowski / AG
- Cała ta transakcja to jeden wielki przekręt - tak Piotr Smoczyński (PO), wiceburmistrz Białołęki, komentuje decyzję komisji odpowiedzialności zawodowej, która ukarała rzeczoznawców za zaniżenie wartości cennych, białołęckich gruntów oddanych poznańskim elżbietankom
- Cała ta transakcja z ziemią to jeden wielki przekręt - tak Piotr Smoczyński (PO), wiceburmistrz Białołęki, komentuje decyzję komisji odpowiedzialności zawodowej, która ukarała rzeczoznawców.

Chodzi o opisany przez nas przypadek przyznania zakonowi 47 ha w Białołęce. Poznańskie siostry dostały ten grunt w czerwcu ub.r. od rządowo-kościelnej Komisji Majątkowej. Miała to być rekompensata za dobra utracone w czasach PRL.

Dwaj rzeczoznawcy wynajęci przez siostry uznali białołęckie tereny jako rolne i wycenili na 30,7 mln zł. Władze dzielnicy alarmowały, że to grunty inwestycyjne i ich wartość sięga 240 mln zł. Przekazanie działki zakonowi uznały za rażącą niegospodarność i zawiadomiły prokuraturę. Z wyceną zamówioną przez elżbietanki nie zgadzała się też Agencja Nieruchomości Rolnych (ANR), która zarządzała oddanymi hektarami.

Uzyskane grunty zakonnice sprzedały za 30,7 mln zł biznesmenowi z Pomorza, Stanisławowi M., w przeszłości znajomemu gangsterów "Nikosia" i "Pershinga". Pełnomocnikiem sióstr przed Komisją Majątkową i przy sprzedaży ziemi był Marek Piotrowski, b. funkcjonariusz SB.

Wycenę gruntów badała najpierw Komisja Arbitrażowa Polskiej Federacji Stowarzyszeń Rzeczoznawców Majątkowych (PFSRM). I uznała, że sporządzono ją niezgodnie z prawem. W opinii PFSRM rzeczoznawcy nie uwzględnili, że ziemia w lokalnym studium zagospodarowania przestrzennego była przeznaczona pod zabudowę mieszkaniową. A grunty tak zakwalifikowane są znacznie droższe od rolnych.

Winę rzeczoznawców potwierdziła właśnie najważniejsza dla rzeczoznawców komisja odpowiedzialności zawodowej przy Ministerstwie Infrastruktury. Ona też nie miała wątpliwości co do błędów popełnionych przez rzeczoznawców i nałożyła karę nagany.

- To jedna z najostrzejszych kar, jakie może otrzymać rzeczoznawca. To są bardzo doświadczeni specjaliści i trudno wytłumaczyć taką pomyłkę - ocenia Iwo Betke z PFSRM.

Na werdykt komisji zawodowej czekała prokuratura. - Okoliczność ta nie pozostaje bez znaczenia dla śledztwa - mówi Mateusz Martyniuk, rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej.

Jacek Malicki, wiceszef warszawskiej ANR: - Nasze podejrzenia się potwierdziły. Wycena była drastycznie niska. Przez pomyłkę tych panów skarb państwa stracił grube miliony.

- Sądzę, że ci dwaj rzeczoznawcy świadomie zaniżyli wartość działki - dodaje Piotr Smoczyński (PO), wiceburmistrz Białołęki.

Ukarani nie mają nagany w aktach, bo odwołali się od decyzji komisji. Jarosław Strzeszyński, jeden z autorów wyceny, odmówił rozmowy z "Gazetą"

Przeczytaj także: Zakonnicy dostali zajezdnię i już ją sprzedają



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy