Kolejne kultowe miejsce Warszawy zlikwidowane

Paweł Osmólski
03.06.2009 aktualizacja: 2009-06-03 15:54
A A A Drukuj
"Karaluch", bar mleczny obok bramy Uniwersytetu Warszawskiego, w którym przez pokolenia jadały dziesiątki tysięcy studentów zakończył swój żywot.
Mama jadała w "Karaluchu", tata jadał. Kiedy ja poszedłem na studia, to w przerwach między zajęciami lub po nich także zaglądałem do tego kultowego miejsca tuż obok bramy Uniwersytetu Warszawskiego. Moje dzieci, pewnie też by tam chodziły. W końcu rodzinna tradycja do czegoś zobowiązuje. Dziesiątki tysięcy warszawskich studentów, którzy przez lata jadali w tym barze, opowiedziałoby wiele ciekawych historii, jakie im się tam przydarzyły. Bez przesady można powiedzieć, że Bar Uniwersytecki 'Karaluch' łączył pokolenia i dzięki niemu rodzice mogli zasypać choćby na chwilę pokoleniową lukę i porozmawiać z dzieckiem o wspólnych doświadczeniach, choćby tych związanych barem. Sam niejednokrotnie wymieniałem wspomnienia z własną mamą.

Teraz dziennik "Polska" poinformował, że to już koniec tego kultowego miejsca. Na drzwiach zobaczymy kartkę "Bar nieczynny" a w środku przygotowane do remontu pomieszczenie i zestawione stoły oraz krzesła.

Bar mleczny upadł, bo nie dostał dofinansowania i przez to przestał na siebie zarabiać. Dagmara Robaczyńska z firmy Largo Investment, która w ciągu dwóch miesięcy stworzy tu nowy punkt na gastronomicznej mapie Warszawy. W wypowiedzi dla "Polski" powiedziała, że będzie to "punkt gastronomiczny służący wszystkim warszawiakom". Można się tylko domyślać, co to będzie, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że powstanie tu kolejna kawiarenka, jakich sporo powstało w ostatnich latach na Trakcie Królewskim. To co pewne, to fakt, że nowe miejsce zgodnie z zapowiedziami nowych właścicieli, nie będzie nawiązywało do istniejącego tu przez lata miejsca. Może to i lepiej, bo czy można zastąpić wspomnienia lat studenckich?

A na koniec bez przesady można powiedzieć, że "Karaluch" był miejscem niezwykłym. Nie tylko żywił, ale i łączył ludzi, ileż to par poznało się przy ruskich, naleśnikach z serem, leniwych czy rosole? Bo tradycją było, że każdy mógł się przysiąść do każdego. Student do profesora, profesor do tzw. menela, choć tych ostatnich obsługa trzymała twardą ręką i nie pozwalała, by była to przechowalnia dla bezdomnych i osobników po kilku głębszych.

Niestety z okienka kuchni nie usłyszymy już nigdy więcej: ruskie proszę!

A tu można zostawić epitafium dla "Karalucha", niech bar trwa przynajmniej w wirtualnym świecie.

To już kolejne miejsce, które nie wytrzymało zderzenia z czasem i wymogami ekonomii. Niedawno poinformowaliśmy, że życie kończy inny kultowy lokal - kawiarnia Bajka, wcześniej z Traktu Królewskiego znikały inne zasiedziałe przez lata bary mleczne, jak choćby "Szwajcarski".

Przeczytaj także: Wyszynk i zero kultury w dawnym Le Madame



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy