Warszawska drużyna Lecha Wałęsy
04.06.2009
aktualizacja: 2009-06-03 21:37
Przyszli z podziemnej "Solidarności", z dużych zakładów pracy, z uczelni, szkół i przychodni. Ich zdjęcia na plakatach z Lechem Wałęsą wisiały w całej Warszawie. To na nich głosowaliśmy 20 lat temu
Dziewięcioro posłów i troje senatorów Komitetu Obywatelskiego "Solidarność" z Warszawy 4 czerwca 1989 r. przeszło w cuglach już w pierwszej turze. - To była świetna lista. Jej układanie trwało tylko 15 dni - wspomina Ludwika Wujec, wtedy wicedyrektorka biura komitetu.
Wszystko toczyło się błyskawicznie. W połowie maja każdy z kandydatów zdobył wymaganą liczbę podpisów z poparciem. Rekordzistami byli późniejsi senatorowie - nieżyjący już prof. Witold Trzeciakowski (ekonomista z PAN, zmarł w 2004 r.) - 81 tys. 407 i Anna Radziwiłł (nauczycielka historii w LO im. Zamoyskiego, potem wiceminister edukacji, zmarła w styczniu tego roku) - 80 tys. 145.
Partyjni gdzieś się pochowali
Warszawę podzielono na siedem okręgów wyborczych do Sejmu - na tyle, ile było wtedy dzielnic. W każdej drużyna "Solidarności" walczyła o miejsce z tzw. kandydatami niezależnymi. "Mam w domu dramat wyborczy" - wyznała w jednym z pierwszych numerów "Gazety" aktorka Hanna Skarżanka. Spędzała wtedy całe dnie w legendarnej kawiarni Niespodzianka, sztabie wyborczym "Solidarności". Jej córka, studentka PWST, chciała poprzeć aktora Andrzeja Łapickiego, ale nie mogła, bo mieszkała w innej dzielnicy.
Popularny Łapicki rywalizował w Śródmieściu z budzącym powszechną niechęć rzecznikiem rządu Jerzym Urbanem. Do tego okręgu doliczano głosy ze wszystkich ambasad i konsulatów. Urban wygrał tylko w jednej - w mongolskim Ułan Bator.
Nikomu nieznany Andrzej Miłkowski, mechanik z Huty Warszawa, z dużą przewagą pokonał na Mokotowie prezenterkę telewizyjnej "Panoramy dnia" Zdzisławę Gucę. - Wcale jej nie atakowałem. Na jednym ze spotkań na Ursynowie przyznałem nawet, że jest powszechnie lubiana, ale ja namawiam do głosowania na listę "Solidarności" - opowiada Andrzej Miłkowski.
- To był sukces Lecha i naszych aktorów. Dawali nam swoje nazwisko - przyznaje Jacek Ambroziak, radca prawny sekretariatu Episkopatu Polski, od września 1989 r. szef Urzędu Rady Ministrów w rządzie Tadeusza Mazowieckiego. - Jeździliśmy z Jurkiem Dynerem po dużych fabrykach na Woli, wiele z nich już nie istnieje. Nie mam złudzeń, że w takich np. Zakładach Marcelego Nowotki większość przyszła na Grażynę Szapołowską i Annę Seniuk.
- Pilotowały nas osobowości ze świata kultury. Mnie np. Anna Nehrebecka i Marian Opania. W dwuminutowej audycji wyborczej, którą nagrywaliśmy w telewizji na Woronicza, miałem zaszczyt występować z Witoldem Lutosławskim - zapamiętał późniejszy senator Władysław Findeisen, rektor Politechniki z 1981 r., uczestnik Powstania Warszawskiego. - Spotkania z wyborcami odbywały się w przeróżnych miejscach. Często były to sale przy kościołach. Kandydowałem w wyborach, o których nie miałem pojęcia, bo przecież wcześniej nie chodziło się głosować.
- Panowała świetna atmosfera. Padały tylko pojedyncze głosy przeciwników, partyjni gdzieś się pochowali - opowiada Zbigniew Janas, szef "Solidarności" w zakładach Ursus, który kandydował na Ochocie. - Jeździli ze mną Beata Tyszkiewicz, Joanna Szczepkowska i Daniel Olbrychski, spotkania prowadził dziennikarz Wojciech Reszczyński. To był dla mnie wielki karnawał i wielka radość. Przecież my dopiero co wyszliśmy z podziemia. Byłem zaskoczony, że dostałem aż 81 proc. głosów. To se ne vrati - śmieje się.
Nie ta twarz na zdjęciu
"W środowy wieczór 10 maja sala Domu Kultury na ul. Próchnika jest nabita jak autobus na Ursynów. 400 osób siedzi, 400 stoi, na zewnątrz tłum tych, którzy się nie zmieścili. Przepychając się do środka, ciepło wspominam spotkanie z Miodowiczem [szefem reżimowego OPZZ] sprzed paru godzin: pusto i spokojnie" - relacjonował w "Gazecie" z Żoliborza Krzysztof Leski, gdzie zmarły pięć lat temu Jacek Kuroń walczył o mandat z mecenasem Władysławem Siłą-Nowickim. Pisarz Wiktor Woroszylski pisał wtedy do "Gazety", że plakaty solidarnościowego kandydata notorycznie zrywano w okolicach pl. Komuny Paryskiej (dziś Wilsona).
- Kampania była niebywale aktywna, wyczerpująca, ale wspominam to sympatycznie - mówi dr Maria Sielicka-Gracka, która razem Ryszardem Bugajem startowała z Pragi-Południe. - Rano pracowałam normalnie w przychodni, a po południu zasuwałam jak mały parowozik. Wciąż mam zdjęcia ze spotkań, na których towarzyszyli mi panowie Rewiński i Zembaty.
- A ja byłem chyba jedynym kandydatem, który nie zrobił sobie na plakat fotografii z Lechem Wałęsą. Nie pojechałem wtedy do Gdańska, bo miałem akurat pilne prace polowe - opowiada Janusz Byliński (Praga-Północ) wysunięty przez "Solidarność" Rolników Indywidualnych. 20 lat temu prowadził z bratem dziewięciohektarowe gospodarstwo warzywnicze pod Zakroczymiem. - Wydrukowano mój plakat z inną twarzą, jej właściciel miał inny, na którym zdjęcie zgadzało się z jego nazwiskiem. Przed jednym ze spotkań mało nie doszło do bójki, bo ludzie myśleli, że ta podmiana fotografii to jakaś prowokacja.
Pomagali przeciwnikom
- Tamte wybory, choć jeszcze nie w pełni demokratyczne, wyłoniły najlepszą ekipę. Sejm kontraktowy był najwyżej oceniany - uważa Jerzy Dyner z "Solidarności" w FSO na Żeraniu wyrzucony z pracy po internowaniu w 1981 r.
Zgadza się z nim Andrzej Miłkowski, który chwali nawet kandydatów PZPR: - Wystawili najlepszych asów. W drugiej turze wyborów pilotowałem Marcina Święcickiego, który okazał się orłem. Został prezydentem Warszawy. Poznałem go przy Okrągłym Stole.
- Mnie o wsparcie poprosił Wiesław Kaczmarek, późniejszy minister. Kandydował przeciw partyjnemu aparatowi i wygrał w drugiej turze. Czyli odniosłem podwójne zwycięstwo - dodaje Zbigniew Janas. Janusz Byliński nie pamięta swojego przeciwnika. Był nim PRL-owski wicepremier Jerzy Ozdowski, który przepadł z kretesem, zgarniając tylko 8 proc. głosów.
Co robią w cywilu
Większość solidarnościowej ekipy z Warszawy spędziła w Sejmie tylko jedną kadencję. - Miało się wtedy świadomość, że człowiek spełnia swoje marzenia i może je wprowadzać w życie - mówi Maria Sielicka-Gracka. - Potem przeżyłam rozczarowanie. Zrozumiałam, że nie potrafimy działać wspólnie, bo każdy ma własny nabolały problem.
- Po wyborach przyszły pierwsze kontrowersje. Kwestia wyboru Jaruzelskiego i Kiszczaka to była parodia przejmowania władzy - twierdzi Jerzy Dyner. - Nie tak to sobie wyobrażałem. Pierwsze rozczarowania, rozpad OKP, totalny zawód na Wałęsie, który budował lewą nogę. Walczyliśmy z uwłaszczaniem się PRL-owskiej nomenklatury na majątku państwowym. Ja zajmowałem się tworzeniem prawa gospodarczego. Uważam, że to wyszło nie najgorzej.
Jerzy Dyner, potem szef Klubu Prawicy w Radzie Warszawy, cały czas pracuje w FSO. - Ale nie wiadomo, co z nami będzie. Są zwolnienia, fabryka ma już półtora miesiąca przestoju.
Andrzej Miłkowski, już na emeryturze, wciąż mieszka w tym samym bloku w os. Za Żelazną Bramą. ("Bardzo nam się tu zmieniło. To teraz inny świat"). Emerytami są prof. Findeisen i Jacek Ambroziak. Janusz Byliński po przygodzie z giełdą rolniczą w podwarszawskich Broniszach i zarządem Stada Ogierów w Łącku teraz organizuje strefę przemysłową w Błoniu. Dr Sielicka-Gracka, pediatra endokrynolog, z Sejmu od razu wróciła do zawodu. - Pacjenci czekają na konsultację trzy miesiące. Pracuję od rana do wieczora.
Wszystko toczyło się błyskawicznie. W połowie maja każdy z kandydatów zdobył wymaganą liczbę podpisów z poparciem. Rekordzistami byli późniejsi senatorowie - nieżyjący już prof. Witold Trzeciakowski (ekonomista z PAN, zmarł w 2004 r.) - 81 tys. 407 i Anna Radziwiłł (nauczycielka historii w LO im. Zamoyskiego, potem wiceminister edukacji, zmarła w styczniu tego roku) - 80 tys. 145.
Partyjni gdzieś się pochowali
Warszawę podzielono na siedem okręgów wyborczych do Sejmu - na tyle, ile było wtedy dzielnic. W każdej drużyna "Solidarności" walczyła o miejsce z tzw. kandydatami niezależnymi. "Mam w domu dramat wyborczy" - wyznała w jednym z pierwszych numerów "Gazety" aktorka Hanna Skarżanka. Spędzała wtedy całe dnie w legendarnej kawiarni Niespodzianka, sztabie wyborczym "Solidarności". Jej córka, studentka PWST, chciała poprzeć aktora Andrzeja Łapickiego, ale nie mogła, bo mieszkała w innej dzielnicy.
Popularny Łapicki rywalizował w Śródmieściu z budzącym powszechną niechęć rzecznikiem rządu Jerzym Urbanem. Do tego okręgu doliczano głosy ze wszystkich ambasad i konsulatów. Urban wygrał tylko w jednej - w mongolskim Ułan Bator.
Nikomu nieznany Andrzej Miłkowski, mechanik z Huty Warszawa, z dużą przewagą pokonał na Mokotowie prezenterkę telewizyjnej "Panoramy dnia" Zdzisławę Gucę. - Wcale jej nie atakowałem. Na jednym ze spotkań na Ursynowie przyznałem nawet, że jest powszechnie lubiana, ale ja namawiam do głosowania na listę "Solidarności" - opowiada Andrzej Miłkowski.
- To był sukces Lecha i naszych aktorów. Dawali nam swoje nazwisko - przyznaje Jacek Ambroziak, radca prawny sekretariatu Episkopatu Polski, od września 1989 r. szef Urzędu Rady Ministrów w rządzie Tadeusza Mazowieckiego. - Jeździliśmy z Jurkiem Dynerem po dużych fabrykach na Woli, wiele z nich już nie istnieje. Nie mam złudzeń, że w takich np. Zakładach Marcelego Nowotki większość przyszła na Grażynę Szapołowską i Annę Seniuk.
- Pilotowały nas osobowości ze świata kultury. Mnie np. Anna Nehrebecka i Marian Opania. W dwuminutowej audycji wyborczej, którą nagrywaliśmy w telewizji na Woronicza, miałem zaszczyt występować z Witoldem Lutosławskim - zapamiętał późniejszy senator Władysław Findeisen, rektor Politechniki z 1981 r., uczestnik Powstania Warszawskiego. - Spotkania z wyborcami odbywały się w przeróżnych miejscach. Często były to sale przy kościołach. Kandydowałem w wyborach, o których nie miałem pojęcia, bo przecież wcześniej nie chodziło się głosować.
- Panowała świetna atmosfera. Padały tylko pojedyncze głosy przeciwników, partyjni gdzieś się pochowali - opowiada Zbigniew Janas, szef "Solidarności" w zakładach Ursus, który kandydował na Ochocie. - Jeździli ze mną Beata Tyszkiewicz, Joanna Szczepkowska i Daniel Olbrychski, spotkania prowadził dziennikarz Wojciech Reszczyński. To był dla mnie wielki karnawał i wielka radość. Przecież my dopiero co wyszliśmy z podziemia. Byłem zaskoczony, że dostałem aż 81 proc. głosów. To se ne vrati - śmieje się.
Nie ta twarz na zdjęciu
"W środowy wieczór 10 maja sala Domu Kultury na ul. Próchnika jest nabita jak autobus na Ursynów. 400 osób siedzi, 400 stoi, na zewnątrz tłum tych, którzy się nie zmieścili. Przepychając się do środka, ciepło wspominam spotkanie z Miodowiczem [szefem reżimowego OPZZ] sprzed paru godzin: pusto i spokojnie" - relacjonował w "Gazecie" z Żoliborza Krzysztof Leski, gdzie zmarły pięć lat temu Jacek Kuroń walczył o mandat z mecenasem Władysławem Siłą-Nowickim. Pisarz Wiktor Woroszylski pisał wtedy do "Gazety", że plakaty solidarnościowego kandydata notorycznie zrywano w okolicach pl. Komuny Paryskiej (dziś Wilsona).
- Kampania była niebywale aktywna, wyczerpująca, ale wspominam to sympatycznie - mówi dr Maria Sielicka-Gracka, która razem Ryszardem Bugajem startowała z Pragi-Południe. - Rano pracowałam normalnie w przychodni, a po południu zasuwałam jak mały parowozik. Wciąż mam zdjęcia ze spotkań, na których towarzyszyli mi panowie Rewiński i Zembaty.
- A ja byłem chyba jedynym kandydatem, który nie zrobił sobie na plakat fotografii z Lechem Wałęsą. Nie pojechałem wtedy do Gdańska, bo miałem akurat pilne prace polowe - opowiada Janusz Byliński (Praga-Północ) wysunięty przez "Solidarność" Rolników Indywidualnych. 20 lat temu prowadził z bratem dziewięciohektarowe gospodarstwo warzywnicze pod Zakroczymiem. - Wydrukowano mój plakat z inną twarzą, jej właściciel miał inny, na którym zdjęcie zgadzało się z jego nazwiskiem. Przed jednym ze spotkań mało nie doszło do bójki, bo ludzie myśleli, że ta podmiana fotografii to jakaś prowokacja.
Pomagali przeciwnikom
- Tamte wybory, choć jeszcze nie w pełni demokratyczne, wyłoniły najlepszą ekipę. Sejm kontraktowy był najwyżej oceniany - uważa Jerzy Dyner z "Solidarności" w FSO na Żeraniu wyrzucony z pracy po internowaniu w 1981 r.
Zgadza się z nim Andrzej Miłkowski, który chwali nawet kandydatów PZPR: - Wystawili najlepszych asów. W drugiej turze wyborów pilotowałem Marcina Święcickiego, który okazał się orłem. Został prezydentem Warszawy. Poznałem go przy Okrągłym Stole.
- Mnie o wsparcie poprosił Wiesław Kaczmarek, późniejszy minister. Kandydował przeciw partyjnemu aparatowi i wygrał w drugiej turze. Czyli odniosłem podwójne zwycięstwo - dodaje Zbigniew Janas. Janusz Byliński nie pamięta swojego przeciwnika. Był nim PRL-owski wicepremier Jerzy Ozdowski, który przepadł z kretesem, zgarniając tylko 8 proc. głosów.
Co robią w cywilu
Większość solidarnościowej ekipy z Warszawy spędziła w Sejmie tylko jedną kadencję. - Miało się wtedy świadomość, że człowiek spełnia swoje marzenia i może je wprowadzać w życie - mówi Maria Sielicka-Gracka. - Potem przeżyłam rozczarowanie. Zrozumiałam, że nie potrafimy działać wspólnie, bo każdy ma własny nabolały problem.
- Po wyborach przyszły pierwsze kontrowersje. Kwestia wyboru Jaruzelskiego i Kiszczaka to była parodia przejmowania władzy - twierdzi Jerzy Dyner. - Nie tak to sobie wyobrażałem. Pierwsze rozczarowania, rozpad OKP, totalny zawód na Wałęsie, który budował lewą nogę. Walczyliśmy z uwłaszczaniem się PRL-owskiej nomenklatury na majątku państwowym. Ja zajmowałem się tworzeniem prawa gospodarczego. Uważam, że to wyszło nie najgorzej.
Jerzy Dyner, potem szef Klubu Prawicy w Radzie Warszawy, cały czas pracuje w FSO. - Ale nie wiadomo, co z nami będzie. Są zwolnienia, fabryka ma już półtora miesiąca przestoju.
Andrzej Miłkowski, już na emeryturze, wciąż mieszka w tym samym bloku w os. Za Żelazną Bramą. ("Bardzo nam się tu zmieniło. To teraz inny świat"). Emerytami są prof. Findeisen i Jacek Ambroziak. Janusz Byliński po przygodzie z giełdą rolniczą w podwarszawskich Broniszach i zarządem Stada Ogierów w Łącku teraz organizuje strefę przemysłową w Błoniu. Dr Sielicka-Gracka, pediatra endokrynolog, z Sejmu od razu wróciła do zawodu. - Pacjenci czekają na konsultację trzy miesiące. Pracuję od rana do wieczora.
Przeczytaj także: 20 lat wolności w Warszawie
-
Warszawska drużyna Lecha Wałęsy
mt7
04.06.09, 11:49
Może ktoś podpisze te zdjęcia i doda plakaty sprzed 20 lat»
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Marsz Wyzwolenia Konopi 2012 [NA ŻYWO]
- Co Donieck ma lepszego od Warszawy? Nie tylko Stadion!
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]







