Matka i córka - co zyskały, a co straciły

Wysłuchała: Agnieszka Pochrzęst
04.06.2009 aktualizacja: 2009-06-03 21:43
A A A Drukuj
CÓRKA - Marta Berse, 31 lat. Ma dwóch synów: 1,5-rocznego Jeremiego i 5-letniego Ignacego, spodziewa się trzeciego dziecka. Prowadzi firmę organizującą szkolenia i wyjazdy integracyjne oraz rodzinne wyjazdy narciarskie.
MAMA - Dorota Czernicka, 57 lat. Dwoje dorosłych dzieci: Marta i Tomek. Jest na wcześniejszej emeryturze. Przez 16 lat uczyła przedmiotów ekonomicznych w technikum.
Dorota jest mamą Marty. Wychowywała ją w PRL-u. Marta jest mamą od pięciu lat. Opowiadają nam, co zyskały, a co straciły warszawianki przez ostatnie 20 lat.
Poród po ludzku

Mama: Żałuję, że po raz pierwszy przytuliłam dwugodzinne dziecko dopiero wtedy, gdy urodził się mój wnuk. Gdy ja rodziłam, to było nierealne.

Córka: Mój tato po porodzie widział mnie przez okno, a mój mąż dzieci mył i ważył zaraz po tym, gdy przyszły na świat. Najbardziej cieszę się, że zaakceptowano kobiety w ciąży w przestrzeni publicznej. Zmienił się też ich wizerunek. Moja mama w ciąży nosiła obszerne tuniki, żeby ukryć brzuch. Teraz kobiety brzuchy eksponują.

Mama: Najbardziej Marcie zazdroszczę luzu w wychowywaniu dzieci. Ja byłam zestresowaną matką. Dziecko o tej samej porze musiało być nakarmione. Nigdy nie karmiłam piersią w publicznym miejscu. Dziś na nikim nie robi wrażenia, że kobieta karmi dziecko piersią w parku, w kawiarni.

Córka: Tylko raz ktoś zwrócił mi uwagę.

Technika w służbie matki

Mama: Pampers! To dopiero jest wygoda. Tetrowe pieluchy to był koszmar.

Córka: Ale pampers rozleniwia. Jeremi nie widział jeszcze nocnika na oczy. Ja w jego wieku nie nosiłam pieluchy.

Kobieta w biznesie

Mama: Ani twoja babcia, ani ja nie miałyśmy możliwości, żeby pogodzić macierzyństwo z pracą zawodową. Pracujesz u siebie. Możesz tak zorganizować czas, żeby jak najdłużej być z dziećmi. Gdy ja w 1981 r. urodziłam drugie dziecko, zrezygnowałam z pracy naukowej i doktoratu w Instytucie Sportu, żeby mieć dla was czas. Wtedy kobieta wykonująca wolny zawód albo prowadząca firmę to była abstrakcja. Cieszę się, że moje dzieci korzystają z wolności ekonomicznej. Oboje prowadzą firmy.

Córka: Własny biznes to też duża niepewność. Raz się zarabia, innym razem nie. Nie ma żadnych ulg dla matek, które prowadzą firmę, a przecież w dużej mierze otwierają własny biznes po to, żeby mieć czas dla dzieci. Wcześniej pracowałam w firmie organizującej szkolenia. To był wyścig szczurów. Zero życia prywatnego. Odeszłam z koleżanką i założyłyśmy firmę. Rodzimy dzieci na zmianę.

Weekendowi rodzice i single

Mama: Coraz trudniej pogodzić macierzyństwo i pracę. Widzę to u dzieci znajomych. Robią kariery, nie mają czasu na rodzinę. Często spotykam młode, atrakcyjne, ale samotne kobiety. Kiedyś nazywano by je starymi pannami, dziś to singielki. Same jeżdżą na wakacje, chodzą do pubów i na dyskotekę. Bycie samemu stało się modne, jest społecznie akceptowane. Ale według mnie ci młodzi ludzie tworzą sobie rodzinę zastępczą w pracy. Przez dwa lata - do 2000 r. - pracowałam w agencji reklamowej. Głupio mi było, że jedyna wychodzę po 16. Nikt prócz mnie do domu się nie śpieszył. Nawet koleżanka, która miała dziecko, siedziała do wieczora. Jej synem zajmowali się dziadkowie. Ona była weekendową mamą.

Córka: A ja widzę po znajomych, że dzieci są modne. Celebrytki fotografują się w ciąży. Moi znajomi mają minimum dwoje, a nierzadko troje czy pięcioro dzieci. Dziecko nie przeszkadza ani w rozwoju, ani w podróżowaniu. Gdy Ignacy miał miesiąc, pojechał z nami na narty. Jak miał 1,5 roku, został z dziadkami, a my pojechaliśmy do Chin.

Mama: Ja też podróżuję. Jestem babcią tylko na pół etatu. Wnuki mam we wtorki i środy, czasami w weekendy. Należę do kilku organizacji pozarządowych. Odnowiłam kontakty ze znajomymi z Klubu Globtrotera i z nimi zwiedzam świat. Rok temu byłam w Grecji. Średnia wieku - sześćdziesiąt plus. Mam mnóstwo planów. Chciałabym zapisać się na Uniwersytet Trzeciego Wieku na historię sztuki i pedagogikę. I zacząć malować.

Życie na kredyt

Mama: Teraz młodzi żyją na kredyt. Nam wpajano, że jak cię na coś nie stać, nie kupujesz. Teraz zawsze można sięgnąć po kartę kredytową. Ja obawiam się kredytów. Żadnego nigdy z mężem nie wzięliśmy.

Marta: A my mamy kredyt. Wzięliśmy go na inwestycję. Kupiliśmy budynek i chcemy w nim zrobić mieszkania na sprzedaż. Przyszedł kryzys i stres jest ogromny. Sprzedajemy działkę, żeby było łatwiej. Większość naszych znajomych ma kredyty hipoteczne. Takie czasy, że z frankiem żyje się kilkadziesiąt lat.

Kult młodości

Córka: Ostatnio kosmetyczka zapytała się mnie, który chirurg zrobił mi takie ładnie usta. Odpowiedziałam, że to dzieło mamy i taty. To chyba znak naszych czasów, że trzydziestolatki wstrzykują sobie botoks, bo nie mogą znieść pierwszej zmarszczki. Panuje kult młodości. Liczy się wysportowany wygląd i markowe ciuchy, które stały się wyznacznikiem pozycji społecznej.

Matka: Znam Amerykankę, która na twarzy ponaciągała sobie już wszystko, co możliwe, i nie może się uśmiechać. W Polsce takich kobiet nie znam, ale znam takie, które skorzystały z dobrodziejstw skalpela. Dobrze, że możemy sobie powiększyć biust. Gdybym wygrała w totka, naciągnęłabym sobie skórę na brodzie (śmiech). Żartuję. Chyba nie miałabym odwagi.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy