Życia styl i szyk: 20 lat temu i dziś
04.06.2009
aktualizacja: 2009-06-03 21:51
Wielkie billboardy, sex shopy w centrum miasta, centra handlowe i hipermarkety zabijające drobny handel. Bazary i luksusowe sklepy. Korki na ulicach i coraz nowsze modele samochodów. To dzisiejsza Warszawa. A jak wyglądało miasto w 1989 r.?
ZOBACZ TAKŻE
- Wolność dała nam otwartość na seks (04-06-09, 10:00)
- Złotym samolotem polecą do Brukseli (04-06-09, 01:00)
- Organizacje pozarządowe powinny być jak buldogi (06-06-09, 20:00)
- Niemcy dziękują Polsce w Warszawie (06-06-09, 09:00)
- Co i jak się kradło 20 lat temu (04-06-09, 11:00)
- Matka i córka - co zyskały, a co straciły (04-06-09, 10:00)
- Po 20 latach gwiazdy muzyki świecą nad stolicą (04-06-09, 10:00)
- 20 lat warszawskiej komunikacji (04-06-09, 09:00)
Kioski bez erosów
Rok 1989. Kartka z napisem na szybie kiosku "Erosów brak" informuje, że nie ma kondomów. To jedyna znana wtedy marka (jeden kolor, jedna wielkość) produkowana przez firmę Stomil albo Krakowskie Zakłady Przemysłu Gumowego. Wystarczyło zapytać: "Czy są erosy?". Kioskarka od razu wiedziała, o co chodzi.
W kiosku nie ma też papieru higienicznego. W schyłkowym PRL "Dziennik telewizyjny" tak tłumaczył niedobory: "Trzeba wziąć pod uwagę, że w ostatnich latach z papieru toaletowego korzysta w coraz większym stopniu wieś".
Teraz podstawowe produkty codziennego użytku można kupić wszędzie: na stacji benzynowej czy w osiedlowym sklepiku. I jaki wybór: różne wzory, kolory, grubości, zapachy, smaki... Co wybrać?
Rąbanka z arterii
W sklepach brakuje mięsa, a haki są wciąż nagie. Latem zaczyna działać pierwsza w kraju stołeczna giełda żywca. 1 sierpnia 1989 r. jeszcze komunistyczne władze znoszą kartki na mięso. Wzdłuż ul. Marszałkowskiej czy na pl. Konstytucji, tam, gdzie największy ruch, na chodnikach zaczynają parkować żuki i nyski. Dostawcy rąbanki wystawiają pieńki rzeźnicze na chodnik. Dzielą półtusze na oczach przechodniów. Żeberka, schab, karkówka, udziec wołowy leżą w deszczu albo skwarze. Latem sprzedawcy odganiają muchy gałązkami.
Dziś klienci znudzeni smakiem polskiej szynki w sklepach z długimi chłodniczymi ladami mogą wybierać między włoską, hiszpańską, litewską, niemiecką. Szukają wędlin "jak przed wojną" albo "za Gierka", w której było więcej prawdziwego smaku, a mniej chemii.
Od "malucha" do mercedesa
Przeciętne wynagrodzenie w 1989 r. wynosiło według Głównego Urzędu Statystycznego 206 758 zł. To jeszcze przed hiperinflacją i denominacją (dzisiejsze 1 zł to 10 tys. starych zł). Brakowało wszystkiego, a za statystyczną pensję można było kupić znacznie mniej towaru niż dziś. Droższy był chleb, mąka, mięso. Na trudno dostępne auto marzeń Fiat 126 zdobywane dzięki przedpłatom, książeczkom oszczędnościowym, talonom albo za twardą walutę trzeba było przygotować 58 ówczesnych średnich pensji. To odpowiednik dzisiejszych 190 tys. zł. Za tyle można już kupić sportowe Alfa Romeo Spider albo limuzynę Mercedesa klasy E.
Złuszczona reklama
Wszechobecna reklama, od której nie sposób uciec. W radiu, telewizji, na stalowych nogach w zieleni. Kapitalizm ją nam całkiem zohydził. Wcześniej też była, równie nielubiana, choć mniej agresywna. Reklama wielkoformatowa to głównie murale pokrywające ślepe ściany kamienic przypominające ogólniki typu "Mleko = zdrowie". Na zdjęciu budynek na Woli u zbiegu Okopowej i Wolskiej. Malowana reklama nie zmieniała się przez całe lata. W końcu farba się łuszczyła, a przekaz ulegał zatarciu. Neony reklamowały np. obrabiarki albo koleje radzieckie, produkty i usługi, które Kowalskiego mało obchodziły.
Bazar i moda kolorowa
W 1989 r. pojawiają się nowe bazary jak ten przy stadionie Skry. Ze stolików campingowych, ławek, łóżek polowych, z gazet i folii rozłożonych na parkingu można kupić wszystko: tanią elektronikę, ciuchy, książki, świerszczyki, artykuły spożywcze. Sprzedawca stoi w plażowych szortach, tzw. bermudach. Na brzuchu wisi mu saszetka na pieniądze przewiązana w pasie. Tak chodzili latem warszawiacy po mieście, w chłodniejsze dni zakładali dresy. Klientki prezentują bujne fryzury, jedna ma tapirowane włosy. Modne też były włosy jakby rozczochrane, utrwalone lakierem - tzw. mokra włoszka. Na Skrze szukało się tzw. marmurków - dżinsów poddanych procesowi dekatyzacji, nierównomiernie spranych, importowanych z Turcji oraz kurtek na sztucznym baranku.
Od lat 90. w Warszawie powstają centra handlowe, w których najwięcej jest sklepów z odzieżą i butami. Dominują tzw. sieciówki. Marki naprawdę luksusowe jak Armani czy Valentino szukają lepszych adresów - w rejonie pl. Trzech Krzyży albo pl. Piłsudskiego.
W labiryncie seriali
W latach 80. rekordy popularności biły zagraniczne seriale jak "Niewolnica Isaura" z Brazylii. Dla TVP kupił ją szef agencji Poltel Lew Rywin. Pierwsza rodzima produkcja opery mydlanej, której emisja zaczęła się w ostatnich dniach grudnia 1988, a zakończyła dopiero w 1991 r., to "W labiryncie" (reżyseria Paweł Karpiński, scenariusz Wojciech Niżyński). Serial powstawał w nieznanym wcześniej tempie, bo był kręcony na taśmie wideo. Jak przypomina Bartek Koziczyński, w książce "333 popkulturowe rzeczy...PRL" tytułową piosenkę śpiewał Grzegorz Markowski z Perfectu. Marek Kondrat, gwiazda "W Labiryncie", wciąż musiał się tłumaczyć z roli: "Pamiętam wywiady z moimi kolegami, którzy byli oburzeni, że gram w takiej szmirze. Dzisiaj trudno znaleźć kogoś w moim środowisku, kto by tego nie robił...". Serial pokazywał obrazki z życia warszawskich lekarzy, naukowców i biznesmenów, o czym przypominają tytuły odcinków, jak: "Gdzie jest lancet", "Ciąża", "In flagranti", "Habilitacja", "Namiętność, "Trup", "Brylanty".
20 lat później trudno połapać się w serialach produkowanych przez telewizję publiczną i prywatne. Najpopularniejsze tytuły mają już po tysiąc kilkaset odcinków.
Reklamówka, czyli obciach
Nieodłącznym gadżetem w rękach przechodniów na ulicy były reklamówki z nazwą amerykańskich papierosów czy dżinsów. Kupowało się je na bazarze albo w przejściu podziemnym przy Rotundzie. Najwięksi szpanerzy chodzili z torbami domów towarowych z Paryża, Berlina czy Londynu. Niżej w hierarchii stały reklamówki z logo Peweksu albo Baltony, czyli sklepów sieci tzw. eksportu wewnętrznego (za dolary albo bony kupowało się w nich eksportową szynkę w puszce Polish Ham, tik-taki, gumę balonową, dżinsy, napoje w puszkach czy alkohole).
Z czasem słowo "reklamówka" zmieniło znaczenie. Tak zaczęto nazywać w sklepach plastikowe torebki bez żadnego nadruku. Dziś świadomi konsumenci noszą ze sobą na zakupy torby przyjazne dla środowiska z materiałów naturalnych albo podlegających recyklingowi, w najgorszym przypadku ulegających biodegradacji.
22 lipca i Cadbury Wedel
Na rogu ul. Szpitalnej i Górskiego w wymuskanej kamienicy mieści się dziś firmowy sklep Wedla ze słodyczami i z elegancką pijalnią czekolady. Na zdjęciu z 1989 r. nad wejściem wciąż wisi neon z nazwą z czasów PRL. Firma założona w połowie XIX w. przez Wedla została w 1949 r. znacjonalizowana i zmieniła nazwę na 22 lipca (rocznica komunistycznego Manifestu Lipcowego).
Przed sklepem nie widać kolejki, co oznacza, że na pewno nie było dostawy ptasiego mleczka, torciku wedlowskiego, mieszanki ani czekolady z orzechami.
Do przedwojennej nazwy spółka powróciła w 1989 r. Wtedy też zaczęła się prywatyzacja zakładu. Dziś to już firma globalna, a jej pełna nazwa brzmi: Cadbury Wedel (w styczniu 1999 roku doszło do połączenia warszawskiego Wedla i Cadbury Poland należącego do światowego koncernu Cadbury Schweppes).
Rok 1989. Kartka z napisem na szybie kiosku "Erosów brak" informuje, że nie ma kondomów. To jedyna znana wtedy marka (jeden kolor, jedna wielkość) produkowana przez firmę Stomil albo Krakowskie Zakłady Przemysłu Gumowego. Wystarczyło zapytać: "Czy są erosy?". Kioskarka od razu wiedziała, o co chodzi.
W kiosku nie ma też papieru higienicznego. W schyłkowym PRL "Dziennik telewizyjny" tak tłumaczył niedobory: "Trzeba wziąć pod uwagę, że w ostatnich latach z papieru toaletowego korzysta w coraz większym stopniu wieś".
Teraz podstawowe produkty codziennego użytku można kupić wszędzie: na stacji benzynowej czy w osiedlowym sklepiku. I jaki wybór: różne wzory, kolory, grubości, zapachy, smaki... Co wybrać?
Rąbanka z arterii
W sklepach brakuje mięsa, a haki są wciąż nagie. Latem zaczyna działać pierwsza w kraju stołeczna giełda żywca. 1 sierpnia 1989 r. jeszcze komunistyczne władze znoszą kartki na mięso. Wzdłuż ul. Marszałkowskiej czy na pl. Konstytucji, tam, gdzie największy ruch, na chodnikach zaczynają parkować żuki i nyski. Dostawcy rąbanki wystawiają pieńki rzeźnicze na chodnik. Dzielą półtusze na oczach przechodniów. Żeberka, schab, karkówka, udziec wołowy leżą w deszczu albo skwarze. Latem sprzedawcy odganiają muchy gałązkami.
Dziś klienci znudzeni smakiem polskiej szynki w sklepach z długimi chłodniczymi ladami mogą wybierać między włoską, hiszpańską, litewską, niemiecką. Szukają wędlin "jak przed wojną" albo "za Gierka", w której było więcej prawdziwego smaku, a mniej chemii.
Od "malucha" do mercedesa
Przeciętne wynagrodzenie w 1989 r. wynosiło według Głównego Urzędu Statystycznego 206 758 zł. To jeszcze przed hiperinflacją i denominacją (dzisiejsze 1 zł to 10 tys. starych zł). Brakowało wszystkiego, a za statystyczną pensję można było kupić znacznie mniej towaru niż dziś. Droższy był chleb, mąka, mięso. Na trudno dostępne auto marzeń Fiat 126 zdobywane dzięki przedpłatom, książeczkom oszczędnościowym, talonom albo za twardą walutę trzeba było przygotować 58 ówczesnych średnich pensji. To odpowiednik dzisiejszych 190 tys. zł. Za tyle można już kupić sportowe Alfa Romeo Spider albo limuzynę Mercedesa klasy E.
Złuszczona reklama
Wszechobecna reklama, od której nie sposób uciec. W radiu, telewizji, na stalowych nogach w zieleni. Kapitalizm ją nam całkiem zohydził. Wcześniej też była, równie nielubiana, choć mniej agresywna. Reklama wielkoformatowa to głównie murale pokrywające ślepe ściany kamienic przypominające ogólniki typu "Mleko = zdrowie". Na zdjęciu budynek na Woli u zbiegu Okopowej i Wolskiej. Malowana reklama nie zmieniała się przez całe lata. W końcu farba się łuszczyła, a przekaz ulegał zatarciu. Neony reklamowały np. obrabiarki albo koleje radzieckie, produkty i usługi, które Kowalskiego mało obchodziły.
Bazar i moda kolorowa
W 1989 r. pojawiają się nowe bazary jak ten przy stadionie Skry. Ze stolików campingowych, ławek, łóżek polowych, z gazet i folii rozłożonych na parkingu można kupić wszystko: tanią elektronikę, ciuchy, książki, świerszczyki, artykuły spożywcze. Sprzedawca stoi w plażowych szortach, tzw. bermudach. Na brzuchu wisi mu saszetka na pieniądze przewiązana w pasie. Tak chodzili latem warszawiacy po mieście, w chłodniejsze dni zakładali dresy. Klientki prezentują bujne fryzury, jedna ma tapirowane włosy. Modne też były włosy jakby rozczochrane, utrwalone lakierem - tzw. mokra włoszka. Na Skrze szukało się tzw. marmurków - dżinsów poddanych procesowi dekatyzacji, nierównomiernie spranych, importowanych z Turcji oraz kurtek na sztucznym baranku.
Od lat 90. w Warszawie powstają centra handlowe, w których najwięcej jest sklepów z odzieżą i butami. Dominują tzw. sieciówki. Marki naprawdę luksusowe jak Armani czy Valentino szukają lepszych adresów - w rejonie pl. Trzech Krzyży albo pl. Piłsudskiego.
W labiryncie seriali
W latach 80. rekordy popularności biły zagraniczne seriale jak "Niewolnica Isaura" z Brazylii. Dla TVP kupił ją szef agencji Poltel Lew Rywin. Pierwsza rodzima produkcja opery mydlanej, której emisja zaczęła się w ostatnich dniach grudnia 1988, a zakończyła dopiero w 1991 r., to "W labiryncie" (reżyseria Paweł Karpiński, scenariusz Wojciech Niżyński). Serial powstawał w nieznanym wcześniej tempie, bo był kręcony na taśmie wideo. Jak przypomina Bartek Koziczyński, w książce "333 popkulturowe rzeczy...PRL" tytułową piosenkę śpiewał Grzegorz Markowski z Perfectu. Marek Kondrat, gwiazda "W Labiryncie", wciąż musiał się tłumaczyć z roli: "Pamiętam wywiady z moimi kolegami, którzy byli oburzeni, że gram w takiej szmirze. Dzisiaj trudno znaleźć kogoś w moim środowisku, kto by tego nie robił...". Serial pokazywał obrazki z życia warszawskich lekarzy, naukowców i biznesmenów, o czym przypominają tytuły odcinków, jak: "Gdzie jest lancet", "Ciąża", "In flagranti", "Habilitacja", "Namiętność, "Trup", "Brylanty".
20 lat później trudno połapać się w serialach produkowanych przez telewizję publiczną i prywatne. Najpopularniejsze tytuły mają już po tysiąc kilkaset odcinków.
Reklamówka, czyli obciach
Nieodłącznym gadżetem w rękach przechodniów na ulicy były reklamówki z nazwą amerykańskich papierosów czy dżinsów. Kupowało się je na bazarze albo w przejściu podziemnym przy Rotundzie. Najwięksi szpanerzy chodzili z torbami domów towarowych z Paryża, Berlina czy Londynu. Niżej w hierarchii stały reklamówki z logo Peweksu albo Baltony, czyli sklepów sieci tzw. eksportu wewnętrznego (za dolary albo bony kupowało się w nich eksportową szynkę w puszce Polish Ham, tik-taki, gumę balonową, dżinsy, napoje w puszkach czy alkohole).
Z czasem słowo "reklamówka" zmieniło znaczenie. Tak zaczęto nazywać w sklepach plastikowe torebki bez żadnego nadruku. Dziś świadomi konsumenci noszą ze sobą na zakupy torby przyjazne dla środowiska z materiałów naturalnych albo podlegających recyklingowi, w najgorszym przypadku ulegających biodegradacji.
22 lipca i Cadbury Wedel
Na rogu ul. Szpitalnej i Górskiego w wymuskanej kamienicy mieści się dziś firmowy sklep Wedla ze słodyczami i z elegancką pijalnią czekolady. Na zdjęciu z 1989 r. nad wejściem wciąż wisi neon z nazwą z czasów PRL. Firma założona w połowie XIX w. przez Wedla została w 1949 r. znacjonalizowana i zmieniła nazwę na 22 lipca (rocznica komunistycznego Manifestu Lipcowego).
Przed sklepem nie widać kolejki, co oznacza, że na pewno nie było dostawy ptasiego mleczka, torciku wedlowskiego, mieszanki ani czekolady z orzechami.
Do przedwojennej nazwy spółka powróciła w 1989 r. Wtedy też zaczęła się prywatyzacja zakładu. Dziś to już firma globalna, a jej pełna nazwa brzmi: Cadbury Wedel (w styczniu 1999 roku doszło do połączenia warszawskiego Wedla i Cadbury Poland należącego do światowego koncernu Cadbury Schweppes).
Przeczytaj także: 20 lat wolności w Warszawie
-
Życia styl i szyk. 20 lat temu i dziś.
lorenza-la-magnifica
04.06.09, 12:47
Kiedy wchodzę do takiego H&M na przykład, mam nieodparte wrażenie, że Domy Centrum w tamtym czasie oferowały znacznie cieklawsze i lepiej uszyte rzeczy.»
-
Życia styl i szyk: 20 lat temu i dziś
scibor3
04.06.09, 22:27
Brakowało wszystkiego, a za statystyczną pensję można było kupić znaczniemniej towaru niż dziś. Droższy był chleb, mąka, mięsoZa to czynsz z ogrzewaniem za równowartość dwóch paczek »
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Miał być ważny węzeł, ale zniknął. Gdzie jest Konotopa?
- Piątek na ulicach Warszawy [25.05.2012]
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Centrum tonie w reklamach. Najbrzydsze rondo w mieście?
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]





