Ten plakat nikomu się nie podobał
05.06.2009
aktualizacja: 2009-06-04 22:27
Fot. Bartosz Bobkowski / AG
- Gary'ego Coopera wybrałem trochę podświadomie. Do złudzenia przypominał mi dziadka z przedwojennej fotografii. Ta sama sylwetka, ten sam cień na twarzy, układ nóg... - wspomina Tomasz Sarnecki, autor najbardziej znanego plakatu na wybory 4 czerwca 1989 roku
ZOBACZ TAKŻE
- Warszawskie toasty za wolność. Z mandatami w tle (04-06-09, 10:23)
- Wolność dała nam otwartość na seks (04-06-09, 10:00)
- Świętujemy 20 lat wolności - program imprez (04-06-09, 10:00)
- Organizacje pozarządowe powinny być jak buldogi (06-06-09, 20:00)
- Toast za wolność w legendarnej Niespodziance (04-06-09, 21:46)
- Laureaci konkursu "Moje 20 lat wolności" (04-06-09, 01:00)
Ja się na tym plakacie nigdy nie podpisałem, bo wtedy obawialiśmy się o przyszłość. Starałem się za bardzo nie chwalić autorstwem "W samo południe", a gdy gdzieś wspomniałem, że to moje dzieło, wszyscy byli zdziwieni.
Tomasz Urzykowski: Był pan kiedyś fanem westernów?
Tomasz Sarnecki: Nigdy nie byłem fanem jakiegoś określonego, jednego gatunku kina. Pamiętało się filmy, które robiły wrażenie ponadczasowych, wymykały się szufladkowaniu.
Czemu więc na plakacie wyborczym "Solidarności" sprzed 20 lat umieścił pan wizerunek Gary'ego Coopera w roli szeryfa z filmu "W samo południe"?
- To był wynik poszukiwań. Szukałem bohatera, takiego "jedynego sprawiedliwego", który poprzez swój wspaniały, szlachetny, nieskazitelny wizerunek byłby w stanie udźwignąć ciężar ponad miarę jednego człowieka. Idealnym rozwiązaniem było znalezienie kogoś powszechnie znanego, lecz nie obarczonego odium naszych czasów, większej lub mniejszej polityki. Dlatego nie zdecydowałem się na wizerunek Jana Pawła II czy Lecha Wałęsy, ale właśnie Gary'ego Coopera. Przez długie lata PRL-u w naszym czarno-białym telewizorku gościli bohaterowie westernów "Bonanza" czy "Siedmiu wspaniałych". Komunistyczne władze nie stawiały tu obostrzeń i filmy te miały rację bytu na równi z "Czterema pancernymi". Podobnie western "W samo południe" z 1952 r. Gary'ego Coopera wybrałem też trochę podświadomie. Do złudzenia przypominał mi dziadka z przedwojennej fotografii, oficera artylerii idącego z żoną Heleną. Co prawda Cooper w filmie ma sztuczkowe spodnie i kamizelkę, a dziadek mundur, ale podobieństwo jest uderzające. Niemalże ta sama sylwetka, ten sam cień na twarzy, układ nóg...
W 1989 r. był pan jeszcze studentem. Kto panu zaproponował zrobienie tego plakatu?
- Nikt. Studiowałem na trzecim roku wydziału grafiki warszawskiej ASP. Prowadziłem tam Dyskusyjny Klub Filmowy. Był to pretekst do poszukiwań artystycznych. Wypożyczałem filmy i robiłem do nich plakaty. Miałem skromne możliwości, więc plakaty powstawały w jednym egzemplarzu.
Dobrze pamiętam mój pierwszy plakat polityczny, który zawisł na Akademii obok tamtych afiszy filmowych. Był trochę jak z kabaretu - pełen niedomówień i aluzji. Umieściłem na nim wielki napis "Solidarność", a właściwie sam jego koniec "ość". W opozycji do niego w dolnym lewym rogu pojawiła się malutka postać milicjanta, stójkowego, przeniesiona ze zdjęcia z wizyty Ojca Świętego w Warszawie. To był jeden z milicjantów wyznaczających szpaler na ulicy Świętokrzyskiej. Ta malutka postać symbolizowała władzę ludową, a nad nią przetaczał się napis "Solidarność", tak gigantyczny, że nie dawał się w całości ująć w kadrze. Od tego pomysłu wszystko się zaczęło. W holu Wydziału Grafiki wieszałem swoje następne kompozycje komentujące rzeczywistość. Tak doszedłem do plakatu "W samo południe". Musiało to być już dobrze po Okrągłym Stole, bo wiedziałem, kiedy będą wybory. Zrobiłem równolegle cztery oryginały. Z góry założyłem, że będę się starał za wszelką cenę dać komuś ten projekt do wykorzystania.
Słyszałem, że z początku plakat "W samo południe" nikomu się nie podobał.
- Chodziłem z nim do kawiarni Niespodzianka [sztabu Warszawskiego Komitetu Obywatelskiego] i do głównego komitetu wyborczego "Solidarności" przy Fredry. Pukałem, stukałem. Był jakiś konkurs na plakat wyborczy, ale słabo nagłośniony. Pojawiła się ulotka z chorągiewką wyłaniającą się z czerwonego tła z dopiskiem: 0%, 35%, 100%. Albo plakat ze słynnym długopisem Lecha Wałęsy z jednej strony i pojemnikiem z gazem łzawiącym z drugiej. Tego typu rebusów, grepsów, kombinacji lepszych lub gorszych było całkiem sporo. Chciałem się przyłączyć do tego chóru, dać coś od siebie. Odbywałem więc wycieczki w różne miejsca i pokazywałem swój projekt. Nikt nie chciał skierować plakatu do druku. Z czterech oryginałów został mi tylko jeden i właśnie on trafił do rąk Henryka Wujca [sekretarza komitetu wyborczego "S" przy Fredry]. To był moment przełomowy.
Wujec wspomina, że sam zdecydował o wysłaniu pana projektu do drukarni we Włoszech. Jak do tego doszło?
- Pomogła mi Janina Jankowska [dziennikarka, współorganizatorka kampanii wyborczej "S"]. Wylałem jej swoje żale, że mi się nigdzie nie udaje plakatu opublikować. Ona się zapaliła. Uznała, że pomysł z szeryfem jest świetny. Obiecała pomoc. Choć był to już koniec kampanii, poinformowała mnie, że jest jeszcze pewna furtka, szansa wydrukowania plakatu dużo lepiej niż dotychczasowe materiały wyborcze. Powiedziała, że będzie robiła wszystko, by poszło to do druku jako pełnoformatowy plakat, a nie ulotka na papierze siódmej klasy. Potem spotkałem się z Henrykiem Wujcem. Nie był w stanie zapewnić, że wszystko się uda. Był to ostatni dzwonek - tydzień przed wyborami albo i później. Pan Wujec powiedział tylko: "Jest możliwość". Tą możliwością - jak się dowiedziałem po wyborach - była oferta jednej z central związkowych z Włoch czy Francji gratisowego wydrukowania plakatów na Zachodzie.
Nakład "W samo południe" dotarł do Warszawy w ostatniej chwili.
- Przyleciał samolotem na Okęcie 3 czerwca wieczorem lub nawet w nocy. Plakaty były wydrukowane na bardzo dobrym papierze z powlekanym awersem. Użyto wysokiej jakości farb, a jeszcze w klapę Gary'ego Coopera wkopiowano znaczek "Solidarności", który w moim oryginale był gryzmołem namalowanym pędzelkiem. Plakaty błyskawicznie rozlepiono, ale tylko w Warszawie. Nakład był dziesięciotysięczny, choć - jak mi mówiono - część uległa zniszczeniu podczas transportu.
Rano 4 czerwca ludzie zobaczyli Gary'ego Coopera. Oklejono nim zwłaszcza centrum Warszawy.
Zaskoczyło pana, że ten plakat w jednym momencie stał się ikoną zwycięskiej kampanii?
- Nie chcę oceniać twórczości innych, ale była ona często bardzo amatorska, niekiedy dziecinna. Uważałem, że stać nas na coś ważniejszego.
Kogo symbolizuje idący na wybory Gary Cooper z kartką do głosowania zamiast rewolweru?
- Chciałem by ten plakat był odczytywany na dwa sposoby. Pokazuje "jedynego sprawiedliwego", który idzie na czele i ma za sobą zbiorowość, czyli "Solidarność", pociąga tłumy. Ale jest to też obraz całej zbiorowości zjednoczonej wokół jednej sprawy. Sylwetka Coopera to znak graficzny opisujący jedno z zadań stojących przed zbiorowością: pójście do wyborów - pierwszy od dawna świadomy ruch obywatelski niesterowany przez komunistów. Odcięcie szeryfowi kolby z rewolwerem i wetknięcie w dłoń kartki z napisem "Wybory" oznacza, że jedyną bronią społeczeństwa jest właśnie kartka wyborcza. Reasumując, postać Coopera i napis "Solidarność" za jego plecami są na tym plakacie równie ważne.
1
2
następne »
-
plakat z importu, rodzima tylko plakietka
rabbinhood
12.06.09, 11:42
no i charakter postaci nie za bardzo przystaje do naszego bohatera, ktoś przezprzypadek chciał coś wykreować, ale pośpiech jest złym doradcą»
-
miłosnikom dzikiego zachodu
wild.west.jerky
12.06.09, 13:17
polecam prawdziwie kowboy-ską przekąskę - wild west jerky »
-
Pierwsze pokomunistyczne piractwo praw autorskich
sselrats
12.06.09, 16:31
A co z prawami autorskimi wizerunku Gary'ego Coopera? Czy autor plakatu uzyskal zgode na jego uzycie? Pierwsze pokomunistyczne piractwo praw autorskich? Nieprawe podwaliny nowego panstwa »
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Miał być ważny węzeł, ale zniknął. Gdzie jest Konotopa?
- Piątek na ulicach Warszawy [25.05.2012]
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Centrum tonie w reklamach. Najbrzydsze rondo w mieście?
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


