Nigdy nie zapomnimy o ojcu Palecznym
05.06.2009
aktualizacja: 2009-06-05 08:42
Fot. Wojciech Surdziel / AG
Pokażemy, że jesteśmy coś warci i opłyniemy świat. Ojciec Bogusław bardzo chciał, żeby nam się to udało - opowiadają bezdomni podopieczni kamilianina Bogusława Palecznego. Duchowny zmarł nagle we wtorek
ZOBACZ TAKŻE
- Przybyły papieskie dywizje (02-06-09, 09:00)
- Podziękują za wolność w rocznicę pielgrzymki (28-05-09, 10:00)
- Zmarł lokator wyrzucony do piwnicy (01-07-09, 18:21)
- Organizacje pozarządowe powinny być jak buldogi (06-06-09, 20:00)
- W sześciu kościołach zabrzmi muzyka (26-05-09, 18:06)
- Nawet 20 tys. osób będzie czuwać w Warszawie (21-05-09, 17:12)
- Ojciec Bogusław życie mi uratował. Dziesięć lat już nie piję. Gdyby nie on, już dawno nie chodziłbym po tym świecie - mówi pan Krzysztof, na oko sześćdziesięciolatek. Od dekady mieszka w schronisku dla bezdomnych w Ursusie, które założył kamilianin.
Pan Krzysztof oprowadza nas po Pensjonacie św. Łazarza - tak się nazywa placówka i tak mówią o niej ci, którzy tam mieszkają. Ani razu nie pada słowo noclegownia czy schronisko. - On w nas widział równoprawnych ludzi. Zawsze zwracał się do drugiego człowieka z szacunkiem. Wiadomo, był bardzo wymagający, ale nigdy nie traktował nas jak gorszych od siebie - opowiada nasz przewodnik. Pokazuje swoje miejsce pracy - nowoczesną pralnię. Pachnie tam krochmalem i proszkiem do prania. Za kotarą w kostkę ułożone wyprane i uprasowane ubrania, pościel, ręczniki. Prowadzi do solarium, jacuzzi, kafejki, która nie różni się niczym od prawdziwej kawiarni: jest tam nawet kino domowe i komputery z dostępem do internetu. - Ojciec Paleczny stworzył nam tu prawdziwy dom. On w nas wierzył. Ufał nam - mówi pan Krzysztof.
Podchodzi starszy mężczyzna. Przedstawia się jako Zygmunt. W Pensjonacie św. Łazarza spędził ponad osiem lat. - Od roku mam swoje mieszkanie na Bródnie. Wyszedłem z bezdomności. Łatwo nie było. Ojciec Paleczny bardzo mi w tym pomógł. Bez niego nie udałoby się - stwierdza be wahania.
Panowie Józef, Sławek i Edmund w prowizorycznej stoczni pod niebieską płachtą tuż obok pensjonatu pokazują nam jacht. - To był pomysł ojca Bogusława. Chciał z nami opłynąć świat - rzuca pan Sławek.
17-metrowy jacht ma już gotowy kadłub. Bezdomni codziennie przy nim pracują. Ale dzień po śmierci księdza nie mogli.
- Ciężko bez ojca Bogusława. To jego statek - przypomina pan Józef. - Jutro zabierzemy się znowu do roboty. Skończymy jacht i opłyniemy nim świat, tak jak to ojciec planował. Marzył, żeby to nam się udało.
Przychodzi pora obiadu. Podają kotlety mielone. W stołówce w milczeniu siedzą podopieczni kamilianina. Słychać tylko parę papużek. - W sobotę ojciec Bogusław wyjechał do Tarnowskich Gór. Miał tam nagrywać płytę. Tak m.in. zbierał pieniądze na ośrodek - mówi pan Jan. - Wiedzieliśmy, że ma problemy z sercem, z ciśnieniem. Ale on wolał nas kierować do lekarza, a sam nie poszedł.
Tuż przy pensjonacie, w dawnych barakach, ma powstać szpitalik dla bezdomnych - z gabinetem lekarskim, stomatologicznym, salą chorych. To też pomysł ojca Palecznego.
Duchowny od dawna walczył o prawa osób bezdomnych. Robił to czasem ostro i bezkompromisowo. Cała Polska usłyszała o nim w 1998 roku, kiedy przez kilka miesięcy z grupą bezdomnych okupował halę Dworca Centralnego. W ten sposób chciał wymusić od miasta grunty pod budowę noclegowni, a od Sejmu uchwalenie prawa zakazującego eksmisji na bruk. To on doprowadził do otwarcia baru św. Marty niedaleko Pałacu Kultury. W grudniu 2007 roku ze swoimi podopiecznymi wtargnął na sesję radnych, domagając się większej dotacji na remont ursuskiego schroniska, które było jego oczkiem w głowie.
Adriana Porowska, pełnomocnik Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej, którą również powołał o. Paleczny: - Pokazywał nam, że nie ma rzeczy niemożliwych. Oddał całego siebie sprawie bezdomnych, walczył o lepszy los tych ludzi. Ciągle w biegu - spotkanie z ofiarodawcami, bar Marta, pensjonat. Nie zdążył pomyśleć o sobie.
Wszyscy bezdomni ze św. Łazarza wybierają się w sobotę do Tarnowskich Gór na pogrzeb swojego opiekuna. Zostanie pochowany na cmentarzu zakonnym.
Pan Krzysztof oprowadza nas po Pensjonacie św. Łazarza - tak się nazywa placówka i tak mówią o niej ci, którzy tam mieszkają. Ani razu nie pada słowo noclegownia czy schronisko. - On w nas widział równoprawnych ludzi. Zawsze zwracał się do drugiego człowieka z szacunkiem. Wiadomo, był bardzo wymagający, ale nigdy nie traktował nas jak gorszych od siebie - opowiada nasz przewodnik. Pokazuje swoje miejsce pracy - nowoczesną pralnię. Pachnie tam krochmalem i proszkiem do prania. Za kotarą w kostkę ułożone wyprane i uprasowane ubrania, pościel, ręczniki. Prowadzi do solarium, jacuzzi, kafejki, która nie różni się niczym od prawdziwej kawiarni: jest tam nawet kino domowe i komputery z dostępem do internetu. - Ojciec Paleczny stworzył nam tu prawdziwy dom. On w nas wierzył. Ufał nam - mówi pan Krzysztof.
Podchodzi starszy mężczyzna. Przedstawia się jako Zygmunt. W Pensjonacie św. Łazarza spędził ponad osiem lat. - Od roku mam swoje mieszkanie na Bródnie. Wyszedłem z bezdomności. Łatwo nie było. Ojciec Paleczny bardzo mi w tym pomógł. Bez niego nie udałoby się - stwierdza be wahania.
Panowie Józef, Sławek i Edmund w prowizorycznej stoczni pod niebieską płachtą tuż obok pensjonatu pokazują nam jacht. - To był pomysł ojca Bogusława. Chciał z nami opłynąć świat - rzuca pan Sławek.
17-metrowy jacht ma już gotowy kadłub. Bezdomni codziennie przy nim pracują. Ale dzień po śmierci księdza nie mogli.
- Ciężko bez ojca Bogusława. To jego statek - przypomina pan Józef. - Jutro zabierzemy się znowu do roboty. Skończymy jacht i opłyniemy nim świat, tak jak to ojciec planował. Marzył, żeby to nam się udało.
Przychodzi pora obiadu. Podają kotlety mielone. W stołówce w milczeniu siedzą podopieczni kamilianina. Słychać tylko parę papużek. - W sobotę ojciec Bogusław wyjechał do Tarnowskich Gór. Miał tam nagrywać płytę. Tak m.in. zbierał pieniądze na ośrodek - mówi pan Jan. - Wiedzieliśmy, że ma problemy z sercem, z ciśnieniem. Ale on wolał nas kierować do lekarza, a sam nie poszedł.
Tuż przy pensjonacie, w dawnych barakach, ma powstać szpitalik dla bezdomnych - z gabinetem lekarskim, stomatologicznym, salą chorych. To też pomysł ojca Palecznego.
Duchowny od dawna walczył o prawa osób bezdomnych. Robił to czasem ostro i bezkompromisowo. Cała Polska usłyszała o nim w 1998 roku, kiedy przez kilka miesięcy z grupą bezdomnych okupował halę Dworca Centralnego. W ten sposób chciał wymusić od miasta grunty pod budowę noclegowni, a od Sejmu uchwalenie prawa zakazującego eksmisji na bruk. To on doprowadził do otwarcia baru św. Marty niedaleko Pałacu Kultury. W grudniu 2007 roku ze swoimi podopiecznymi wtargnął na sesję radnych, domagając się większej dotacji na remont ursuskiego schroniska, które było jego oczkiem w głowie.
Adriana Porowska, pełnomocnik Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej, którą również powołał o. Paleczny: - Pokazywał nam, że nie ma rzeczy niemożliwych. Oddał całego siebie sprawie bezdomnych, walczył o lepszy los tych ludzi. Ciągle w biegu - spotkanie z ofiarodawcami, bar Marta, pensjonat. Nie zdążył pomyśleć o sobie.
Wszyscy bezdomni ze św. Łazarza wybierają się w sobotę do Tarnowskich Gór na pogrzeb swojego opiekuna. Zostanie pochowany na cmentarzu zakonnym.
Przeczytaj także: Ojciec Paleczny oskarża
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Miał być ważny węzeł, ale zniknął. Gdzie jest Konotopa?
- Piątek na ulicach Warszawy [25.05.2012]
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Centrum tonie w reklamach. Najbrzydsze rondo w mieście?
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


