Nigdy nie zapomnimy o ojcu Palecznym

Wojciech Karpieszuk
05.06.2009 aktualizacja: 2009-06-05 08:42
A A A Drukuj
Podopieczni ojca Palecznego Fot. Wojciech Surdziel / AG
Pokażemy, że jesteśmy coś warci i opłyniemy świat. Ojciec Bogusław bardzo chciał, żeby nam się to udało - opowiadają bezdomni podopieczni kamilianina Bogusława Palecznego. Duchowny zmarł nagle we wtorek
- Ojciec Bogusław życie mi uratował. Dziesięć lat już nie piję. Gdyby nie on, już dawno nie chodziłbym po tym świecie - mówi pan Krzysztof, na oko sześćdziesięciolatek. Od dekady mieszka w schronisku dla bezdomnych w Ursusie, które założył kamilianin.

Pan Krzysztof oprowadza nas po Pensjonacie św. Łazarza - tak się nazywa placówka i tak mówią o niej ci, którzy tam mieszkają. Ani razu nie pada słowo noclegownia czy schronisko. - On w nas widział równoprawnych ludzi. Zawsze zwracał się do drugiego człowieka z szacunkiem. Wiadomo, był bardzo wymagający, ale nigdy nie traktował nas jak gorszych od siebie - opowiada nasz przewodnik. Pokazuje swoje miejsce pracy - nowoczesną pralnię. Pachnie tam krochmalem i proszkiem do prania. Za kotarą w kostkę ułożone wyprane i uprasowane ubrania, pościel, ręczniki. Prowadzi do solarium, jacuzzi, kafejki, która nie różni się niczym od prawdziwej kawiarni: jest tam nawet kino domowe i komputery z dostępem do internetu. - Ojciec Paleczny stworzył nam tu prawdziwy dom. On w nas wierzył. Ufał nam - mówi pan Krzysztof.

Podchodzi starszy mężczyzna. Przedstawia się jako Zygmunt. W Pensjonacie św. Łazarza spędził ponad osiem lat. - Od roku mam swoje mieszkanie na Bródnie. Wyszedłem z bezdomności. Łatwo nie było. Ojciec Paleczny bardzo mi w tym pomógł. Bez niego nie udałoby się - stwierdza be wahania.

Panowie Józef, Sławek i Edmund w prowizorycznej stoczni pod niebieską płachtą tuż obok pensjonatu pokazują nam jacht. - To był pomysł ojca Bogusława. Chciał z nami opłynąć świat - rzuca pan Sławek.

17-metrowy jacht ma już gotowy kadłub. Bezdomni codziennie przy nim pracują. Ale dzień po śmierci księdza nie mogli.

- Ciężko bez ojca Bogusława. To jego statek - przypomina pan Józef. - Jutro zabierzemy się znowu do roboty. Skończymy jacht i opłyniemy nim świat, tak jak to ojciec planował. Marzył, żeby to nam się udało.

Przychodzi pora obiadu. Podają kotlety mielone. W stołówce w milczeniu siedzą podopieczni kamilianina. Słychać tylko parę papużek. - W sobotę ojciec Bogusław wyjechał do Tarnowskich Gór. Miał tam nagrywać płytę. Tak m.in. zbierał pieniądze na ośrodek - mówi pan Jan. - Wiedzieliśmy, że ma problemy z sercem, z ciśnieniem. Ale on wolał nas kierować do lekarza, a sam nie poszedł.

Tuż przy pensjonacie, w dawnych barakach, ma powstać szpitalik dla bezdomnych - z gabinetem lekarskim, stomatologicznym, salą chorych. To też pomysł ojca Palecznego.

Duchowny od dawna walczył o prawa osób bezdomnych. Robił to czasem ostro i bezkompromisowo. Cała Polska usłyszała o nim w 1998 roku, kiedy przez kilka miesięcy z grupą bezdomnych okupował halę Dworca Centralnego. W ten sposób chciał wymusić od miasta grunty pod budowę noclegowni, a od Sejmu uchwalenie prawa zakazującego eksmisji na bruk. To on doprowadził do otwarcia baru św. Marty niedaleko Pałacu Kultury. W grudniu 2007 roku ze swoimi podopiecznymi wtargnął na sesję radnych, domagając się większej dotacji na remont ursuskiego schroniska, które było jego oczkiem w głowie.

Adriana Porowska, pełnomocnik Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej, którą również powołał o. Paleczny: - Pokazywał nam, że nie ma rzeczy niemożliwych. Oddał całego siebie sprawie bezdomnych, walczył o lepszy los tych ludzi. Ciągle w biegu - spotkanie z ofiarodawcami, bar Marta, pensjonat. Nie zdążył pomyśleć o sobie.

Wszyscy bezdomni ze św. Łazarza wybierają się w sobotę do Tarnowskich Gór na pogrzeb swojego opiekuna. Zostanie pochowany na cmentarzu zakonnym.

Przeczytaj także: Ojciec Paleczny oskarża



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy