Organizacje pozarządowe powinny być jak buldogi

Magdalena Dubrowska
06.06.2009 aktualizacja: 2009-06-23 16:18
A A A Drukuj
Załadunek w Banku Żywności SOS. Od lewej niosą: Marta Dobrzyńska, Magdalena Krajewska, Joanna Galek, Hubert Sopiński, Łukasz Kapusta - pracownicy fundacji Fot. Jacek Łagowski / AG
Organizacje pozarządowe powinny być jak buldogi, które wiszą przy krtani władz miasta
- Dzieci z tzw. normalnych rodzin w ogóle nie czują szacunku do żywności. Nie myślą o tym, że obok są tacy, którzy nie mają co jeść. Tyle jedzenia się marnuje - mówi Marta Dobrzyńska. Pracuje w Banku Żywności SOS. To instytucja non profit, która magazynuje niepotrzebną żywność, żeby przekazywać ją potrzebującym.

Takich fundacji i stowarzyszeń nazywanych z angielska NGO-sami (Non-governmental Organizations) jest w stolicy aż 7 tys. Przez pierwszy tydzień czerwca obchodziły swoje święto - Dni Warszawskich Organizacji Pozarządowych.

Drzwi pierwsze - otwiera Eugeniusz Bodo w sukni

Na drzwiach UFY w kamienicy w al. "Solidarności" widnieje podobizna Atomówki. To bohaterka kreskówki Hanna-Barbera o trzech dziewczynkach obdarzonych nadludzką mocą. Atomówki to prawdziwe społecznice. Działają na rzecz lokalnej wspólnoty, broniąc jej przed potworami i kosmitami. Non profit.

A co to jest UFA? - Rodzaj żeński od UFO. Skrót od Urzędu Finezyjnych Atrakcji albo Undergroundowej Fikcji Absolutnej - wyjaśniała tajemniczo jedna z założycielek organizacji Agnieszka zwana Furją.

Było to rok temu. Dziś już wiadomo, że to pozarządowy dom kultury. Miejsce spotkań. Czasami kino. Sala wystawowa. Kawiarnia. Bezpłatna kafejka internetowa dla seniorek. Latająca czytelnia zinów feministycznych.

Obok Atomówki na drzwiach wisi plakat zapowiadający projekcję przedwojennego filmu "Piętro wyżej". Wybór nie jest przypadkowy. W kultowej scenie Eugeniusz Bodo wykonuje utwór "Seksapil" ubrany w czarną suknię z dekoltem i blond perukę. To pierwszy polski drag queen show. A UFA powstała dla kobiet (zwłaszcza nieheteroseksualnych) i osób queer, czyli takich, które nie identyfikują się z konkretną płcią i orientacją seksualną. Tamara pełni dziś dyżur filmowy. Ustawia projektor. Bywalczynie rozsiadają się na kanapach. Słychać rozmowy o zbliżającym się kobiecym turnieju piłki nożnej.

Na dole są scena koncertowa, pracownia sitodruku, bar. Gdzieniegdzie ze ściany wystaje plastikowy gors. To pozostałość po poprzednim najemcy lokalu - hurtowni rajstop. Na gorsie napis flamastrem: "Moje ciało - mój wybór".

Drzwi drugie - otwiera Pamela Anderson bez mięsa

Stowarzyszenie Empatia nie ma drzwi, bo nie ma siedziby. Od pięciu lat jego członkowie kontaktują się przez internet, a na walnych zgromadzeniach spotykają się u kogoś w domu. Z okazji Dni Warszawskich Organizacji Pozarządowych zgromadzili się w wegańskim barze, gdzie Darek Gzyra - inicjator i współzałożyciel Empatii - wygłasza właśnie wykład. Szczupły, natchniony. Weganizm to używanie produktów wyłącznie roślinnego pochodzenia. Żadnych jaj i nabiału. Żadnych futer i skór.

- Zwierzęta są tak samo eksploatowane i okrutnie traktowane dla jajek czy mleka - przekonuje Darek Gzyra. - Żyjemy w cywilizacji rzezi, a my - weganie - chcemy to zmienić.

Najciekawszy fragment wykładu to ten o historii weganizmu w Polsce. Pierwszy raz artykuł na ten temat ukazał się w 1980 r. w piśmie "Etyka", ale nie istniało wówczas słowo "weganizm". Pisano "wegetaryzm" albo "jarstwo czyste". Podobne wykłady członkowie Empatii wygłaszają w szkołach w całej Polsce. Na koniec Darek wyświetla z rzutnika nazwiska celebrytów deklarujących weganizm. Listę otwiera Pamela Anderson.

Drzwi trzecie - otwiera Jacek Kuroń z komandosami

Przy wszystkich czterech wejściach do magazynów Banku Żywności SOS stoją ciężarówki. Dostawcy wkładają na nie palety cukru, kaszy, kartony z mlekiem i müsli. Załadunek trwa tu bez przerwy od godz. 9 do 16. 70 ton żywności każdego dnia. Magazyny mieszczą się przy ul. Księcia Ziemowita na Targówku. To teren Agencji Mienia Wojskowego.

- Kiedy Jacek Kuroń zakładał w 1994 r. Bank Żywności, zastanawiał się, gdzie szukać ludzi, którzy mają zdolności organizacyjne i doświadczenie - opowiada Marta Dobrzyńska. - Doszedł do wniosku, że najlepszymi organizatorami są wojskowi. I zatrudnił dwóch byłych komandosów, którzy wynajęli tu magazyny generalskie.

Ze zjawiskiem redystrybucji nadwyżek żywności Kuroń zetknął się we Francji, gdzie takie banki działały już na początku lat 80. Idea jest prosta - duża część żywności marnuje się głównie w związku z krótkim terminem ważności. Kilka dni przed upływem tego terminu producent nie da rady sprzedać takich produktów, za to będzie musiał zapłacić za ich utylizację. Jeśli zaś przekaże je do Banku, szybko trafią do potrzebujących. Głodnych i biednych. Za darmo.

W łańcuchu są trzy ogniwa:

•  darczyńcy, czyli producenci (w tym takie giganty jak Unilever Polska i Cadbury Wedel), supermarkety, rolnicy z giełdy w Broniszach;

•  Bank Żywności, czyli centrum dystrybucji;

•  odbiorcy, czyli 263 mazowieckie organizacje działające na rzecz biednych - jadłodajnie dla bezdomnych, domy dziecka, domy samotnej matki, monary.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy