Robiłem to co dziadek, ale nie zbierałem broni
19.06.2009
aktualizacja: 2009-06-19 15:01
Nasze pomysły, jak ten z wysadzeniem rurociągu Przyjaźń, były tonowane przez dorosłą opozycję. W momencie gdy Lech Wałęsa dostał Nagrodę Nobla, opozycja solidarnościowa stwierdziła, że metody działania muszą być pokojowe. Nie bardzo nam się to podobało. W młodych chłopakach, którzy naczytali się "Kamieni na szaniec", była wola walki bezpośredniej.
25 lat temu powstała Federacja Młodzieży Walczącej - ogólnopolski ruch opozycyjny zrzeszający głównie uczniów szkół podstawowych i średnich. W sobotę przez cały dzień w Muzeum Powstania Warszawskiego dawni działacze FMW obchodzić będą urodziny tej trochę zapomnianej dziś organizacji.
Tomasz Urzykowski: Świętował pan niedawną rocznicę wyborów 4 czerwca 1989 r.?
Jacek "Wiejski" Górski*: - Byłem tego dnia bardzo zajęty, ale to moje święto. Uważam, że tamte wybory są doniosłym momentem w historii Polski. Jak powiedział ostatnio Jan Pietrzak, jeżeli nie znajdziemy sobie wspólnej daty, która nas łączy, to się okaże, że komunę obalili w NRD. Bez względu na okoliczności, które doprowadziły do przełomu, musimy uznać niepodważalny głos narodu, który tamtego dnia jednoznacznie wybrał nową drogę dla Polski. Jeśli nie pogodzimy się, że to 4 czerwca był tym dniem przełomowym, to na świecie nie będziemy się liczyć w debacie o historii.
Ale wybory sprzed 20 lat przyniosły też upadek Federacji Młodzieży Walczącej.
- Federacja została powołana do odzyskania niepodległości i w 1989 r. skończyła się jej rola. FMW zrzeszała najmłodszych opozycjonistów PRL-u. Działało w niej kilka tysięcy osób w ponad 70 miejscowościach. Łączyła grupy, których poglądy często wzajemnie się wykluczały. Gdy zabrakło wspólnego celu, różnice światopoglądowe uniemożliwiły dalsze działanie razem.
Kto wpadł na pomysł założenia FMW?
- Spotykaliśmy się wtedy w gronie kolegów: Cezary Rautszko, Artur Dąbrowski, Tomek Roguski i ja. Wszystko chłopaki z Grochowa lub najbliższych okolic. Gotowała się w nas chęć działania i stworzenia własnej organizacji. Byliśmy za młodzi żeby móc działać w "Solidarności". Wpadł nam do głowy pomysł na grupę, która będzie integrować młodzież o różnych poglądach politycznych i na różnych etapach życiowego rozwoju, zarówno ze szkół podstawowych, szkół średnich - zawodowych i ogólnokształcących, studentów i robotników. Stąd idea federacji, która nie będzie wyznaczała celów politycznych, żeby nie szukać tego co nas dzieli, a znaleźć to co łączy. Tym czymś była idea walki o niepodległość. FMW miała być kontynuacją ideową Federacji Młodzieży Szkolnej powołanej w 1981 r., której przed stanem wojennym nie zdążono zarejestrować.
Pana rodzice wiedzieli, w co pakuje się ich syn?
- Nie mieli zielonego pojęcia. Tata w tym czasie pracował na kontrakcie budowlanym w Algierii, a mama w Instytucie Sztuki PAN. Czegoś się może domyślali. Wiedzieli, że mam gorącą głowę, bo już w grudniu 1981 r. byłem dwukrotnie aresztowany za fotografowanie obiektów wojskowych. Uważałem, że trzeba dokumentować historię.
Pamięta Pan moment powołania Federacji?
- To było tuż po rozdaniu świadectw szkolnych w czerwcu 1984 r. Właśnie skończyłem czwartą klasę Technikum Lotniczego PZL-WZM. Skrzyknęliśmy się nad Wisłą, na praskim brzegu w pobliżu Gocławia, z kilometr na południe od obecnego Mostu Siekierkowskiego. Trudno dzisiaj to miejsce odnaleźć, bo się wszystko zmieniło. W spotkaniu brało udział kilka, może kilkanaście osób. Część zrezygnowała zaraz potem. Pozostała nas piątka lub szóstka.
Skąd uczniowie zakładający FMW wiedzieli jak się robi konspirację? Z "Kamieni na szaniec"?
- Tak. Z książek: "Kamienie na szaniec", "Życie niewłaściwie urozmaicone", "Z fałszywym ausweisem w prawdziwej Warszawie". Również z książki Aleksandra Kamińskiego "Wielka gra", która była podręcznikiem małego sabotażu wydanym przez Kedyw, ale potem szybko wycofanym, bo mogła zdekonspirować taktykę działania Niemcom. Środowiska harcerskie wznowiły ją w 1983 r. Nawiązywaliśmy do tradycji POW, Legionów, Polskich Sił Zbrojnych, ZWZ, AK i Szarych Szeregów. Inspirowały nas też protesty młodzieży szkolnej zarówno we Wrześni jak i chwile później w Kongresówce w latach 1904-1905. Gdy czytam odnaleziony po latach życiorys mojego dziadka, który tworzył w Radomiu POW, to robił on dokładnie to samo co my. Też malował na murach, też drukował nielegalne pisma. On jeszcze do tego wszystkiego gromadził broń. My za to kupiliśmy od sowieckich żołnierzy w Rembertowie kompletny mundur.
Po co?
- Trafiła się okazja. Nigdy nie wiedzieliśmy do czego może nam się przydać.
Założona na łące przez kilku kolegów z Grochowa organizacja w krótkim czasie stała się ogólnopolska.
- W końcu sierpnia 1984 r. ogłosiliśmy "Apel do młodzieży" z zarysem programu. Opublikowały go "Wola" i "Tu teraz". Nie mam pojęcia jak apel dotarł do Radia Wolna Europa, które kilkakrotnie go odczytało na antenie. Usłyszała o nas cała Polska. Po tym komunikacie powstała FMW w Gdańsku. Potem dołączyła do nas młodzież z Krakowa. Federacja w Warszawie, Gdańsku i Krakowie to trzy najważniejsze trzony organizacji w pierwszym roku działania.
Funkcjonowaliśmy trochę jak niezależne wyspy. Każda miała swój pomysł na działanie. Były oczywiście akcje, w które angażowała się cała organizacja, np. podczas bojkotu wyborów w 1985 r. Wszystkie struktury FMW natychmiast włączyły się w liczenie frekwencji w lokalach wyborczych. Zebrane dane przekazywaliśmy "Solidarności", która prowadziła wtedy ogólnopolskie badania.
Jak wyglądała działalność FMW?
- Najważniejszym zadaniem było dotarcie do jak najszerszych grup młodzieży. Stąd rozwinięta na niesamowitą skalę praca wydawnicza. FMW wydawała w latach 1984-90 przynajmniej 135 tytułów w ponad 30 miastach. Były tzw. grupy wykonawcze biorące udział w rozmaitych akcjach jak : ustawianie "gadał" ulicznych, transmisje Radia "Solidarność", zasypywanie Warszawy nieprawdopodobnymi ilościami ulotek. Razem z Grupami Oporu "Solidarni" byliśmy z "gadałami" na dachu więzienia przy Rakowieckiej. Dorosła opozycja wykorzystywała struktury FMW np. w strajkach 1988 r., gdzie ludzie z Federacji organizowali zarówno transport materiałów, jak i małą poligrafię. Tak było w Stoczni Gdańskiej, w Nowej Hucie, na Uniwersytecie Warszawskim i w wielu innych miejscach.
Tomasz Urzykowski: Świętował pan niedawną rocznicę wyborów 4 czerwca 1989 r.?
Jacek "Wiejski" Górski*: - Byłem tego dnia bardzo zajęty, ale to moje święto. Uważam, że tamte wybory są doniosłym momentem w historii Polski. Jak powiedział ostatnio Jan Pietrzak, jeżeli nie znajdziemy sobie wspólnej daty, która nas łączy, to się okaże, że komunę obalili w NRD. Bez względu na okoliczności, które doprowadziły do przełomu, musimy uznać niepodważalny głos narodu, który tamtego dnia jednoznacznie wybrał nową drogę dla Polski. Jeśli nie pogodzimy się, że to 4 czerwca był tym dniem przełomowym, to na świecie nie będziemy się liczyć w debacie o historii.
Ale wybory sprzed 20 lat przyniosły też upadek Federacji Młodzieży Walczącej.
- Federacja została powołana do odzyskania niepodległości i w 1989 r. skończyła się jej rola. FMW zrzeszała najmłodszych opozycjonistów PRL-u. Działało w niej kilka tysięcy osób w ponad 70 miejscowościach. Łączyła grupy, których poglądy często wzajemnie się wykluczały. Gdy zabrakło wspólnego celu, różnice światopoglądowe uniemożliwiły dalsze działanie razem.
Kto wpadł na pomysł założenia FMW?
- Spotykaliśmy się wtedy w gronie kolegów: Cezary Rautszko, Artur Dąbrowski, Tomek Roguski i ja. Wszystko chłopaki z Grochowa lub najbliższych okolic. Gotowała się w nas chęć działania i stworzenia własnej organizacji. Byliśmy za młodzi żeby móc działać w "Solidarności". Wpadł nam do głowy pomysł na grupę, która będzie integrować młodzież o różnych poglądach politycznych i na różnych etapach życiowego rozwoju, zarówno ze szkół podstawowych, szkół średnich - zawodowych i ogólnokształcących, studentów i robotników. Stąd idea federacji, która nie będzie wyznaczała celów politycznych, żeby nie szukać tego co nas dzieli, a znaleźć to co łączy. Tym czymś była idea walki o niepodległość. FMW miała być kontynuacją ideową Federacji Młodzieży Szkolnej powołanej w 1981 r., której przed stanem wojennym nie zdążono zarejestrować.
Pana rodzice wiedzieli, w co pakuje się ich syn?
- Nie mieli zielonego pojęcia. Tata w tym czasie pracował na kontrakcie budowlanym w Algierii, a mama w Instytucie Sztuki PAN. Czegoś się może domyślali. Wiedzieli, że mam gorącą głowę, bo już w grudniu 1981 r. byłem dwukrotnie aresztowany za fotografowanie obiektów wojskowych. Uważałem, że trzeba dokumentować historię.
Pamięta Pan moment powołania Federacji?
- To było tuż po rozdaniu świadectw szkolnych w czerwcu 1984 r. Właśnie skończyłem czwartą klasę Technikum Lotniczego PZL-WZM. Skrzyknęliśmy się nad Wisłą, na praskim brzegu w pobliżu Gocławia, z kilometr na południe od obecnego Mostu Siekierkowskiego. Trudno dzisiaj to miejsce odnaleźć, bo się wszystko zmieniło. W spotkaniu brało udział kilka, może kilkanaście osób. Część zrezygnowała zaraz potem. Pozostała nas piątka lub szóstka.
Skąd uczniowie zakładający FMW wiedzieli jak się robi konspirację? Z "Kamieni na szaniec"?
- Tak. Z książek: "Kamienie na szaniec", "Życie niewłaściwie urozmaicone", "Z fałszywym ausweisem w prawdziwej Warszawie". Również z książki Aleksandra Kamińskiego "Wielka gra", która była podręcznikiem małego sabotażu wydanym przez Kedyw, ale potem szybko wycofanym, bo mogła zdekonspirować taktykę działania Niemcom. Środowiska harcerskie wznowiły ją w 1983 r. Nawiązywaliśmy do tradycji POW, Legionów, Polskich Sił Zbrojnych, ZWZ, AK i Szarych Szeregów. Inspirowały nas też protesty młodzieży szkolnej zarówno we Wrześni jak i chwile później w Kongresówce w latach 1904-1905. Gdy czytam odnaleziony po latach życiorys mojego dziadka, który tworzył w Radomiu POW, to robił on dokładnie to samo co my. Też malował na murach, też drukował nielegalne pisma. On jeszcze do tego wszystkiego gromadził broń. My za to kupiliśmy od sowieckich żołnierzy w Rembertowie kompletny mundur.
Po co?
- Trafiła się okazja. Nigdy nie wiedzieliśmy do czego może nam się przydać.
Założona na łące przez kilku kolegów z Grochowa organizacja w krótkim czasie stała się ogólnopolska.
- W końcu sierpnia 1984 r. ogłosiliśmy "Apel do młodzieży" z zarysem programu. Opublikowały go "Wola" i "Tu teraz". Nie mam pojęcia jak apel dotarł do Radia Wolna Europa, które kilkakrotnie go odczytało na antenie. Usłyszała o nas cała Polska. Po tym komunikacie powstała FMW w Gdańsku. Potem dołączyła do nas młodzież z Krakowa. Federacja w Warszawie, Gdańsku i Krakowie to trzy najważniejsze trzony organizacji w pierwszym roku działania.
Funkcjonowaliśmy trochę jak niezależne wyspy. Każda miała swój pomysł na działanie. Były oczywiście akcje, w które angażowała się cała organizacja, np. podczas bojkotu wyborów w 1985 r. Wszystkie struktury FMW natychmiast włączyły się w liczenie frekwencji w lokalach wyborczych. Zebrane dane przekazywaliśmy "Solidarności", która prowadziła wtedy ogólnopolskie badania.
Jak wyglądała działalność FMW?
- Najważniejszym zadaniem było dotarcie do jak najszerszych grup młodzieży. Stąd rozwinięta na niesamowitą skalę praca wydawnicza. FMW wydawała w latach 1984-90 przynajmniej 135 tytułów w ponad 30 miastach. Były tzw. grupy wykonawcze biorące udział w rozmaitych akcjach jak : ustawianie "gadał" ulicznych, transmisje Radia "Solidarność", zasypywanie Warszawy nieprawdopodobnymi ilościami ulotek. Razem z Grupami Oporu "Solidarni" byliśmy z "gadałami" na dachu więzienia przy Rakowieckiej. Dorosła opozycja wykorzystywała struktury FMW np. w strajkach 1988 r., gdzie ludzie z Federacji organizowali zarówno transport materiałów, jak i małą poligrafię. Tak było w Stoczni Gdańskiej, w Nowej Hucie, na Uniwersytecie Warszawskim i w wielu innych miejscach.
1
2
następne »
-
Robiłem to co dziadek
sekwana2005
20.06.09, 06:57
Kolejny męczennik, któremu należy się odszkodowanie, renta kombatancka i order. Bo na przerwach szkolnych milczał i kombinował jak rurociąg wysadzić.Rodzinnie prześladowany, bo tata na »
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Warsaw Music Week. Wieczór z hip hopem od Prosto
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]




