W fabryce na Grochowie i polskich więzieniach

Jerzy S. Majewski
26.06.2009 aktualizacja: 2009-06-25 21:43
A A A Drukuj
Plac po fabryce Kemnitza. W głębi stuletnia fabryka Stomilu z górującym nad nią kominem. I ona została zburzona Fot. Albert Zawada / AG
  • Nowy budynek mieszkalny zbudowany w miejscu zburzonej fabryki
Zabytkowy budynek fabryki Kemnitza zburzono kilka lat temu. Dziś jego miejsce zajmuje banalny blok, ale inwestor utrzymuje, że kawałek muru obłożonego klinkierem to świadek historii
90-letnie hale dawnej Fabryki Wyrobów Ołowiowych i Cynkowych Kemnitza umarły nagle. Gdy jesienią 2006 r. nasz redakcyjny kolega Tomasz Urzykowski oprowadzał warszawiaków po Kamionku i Grochowie, pozostał już tylko pusty plac. Konserwator wojewódzki wprawdzie nakazał pozostawienie fragmentu starych zabudowań i wkomponowanie ich w planowaną tu inwestycję Spółdzielni Mieszkaniowej "Osiedle Młodych", tak się jednak nie stało. Przyjechały buldożery i ceglane hale z wewnętrzną uliczką zostały zmiecione z powierzchni ziemi. Dziś stoi tu banalny klocek z mieszkaniami. Inwestorzy dokleili do niego parterowy aneks obłożony współczesnym klinkierem. Ma przypominać dawny zabytek. W rzeczywistości jest prymitywną atrapą.

Od Berlina po Odessę

Puste pola Kamionka widzimy na fotografii z 1911 r. Obok miejsca, gdzie powstaje hala fabryczna widać jedynie pola, drewniane płoty, szopę. W głębi stoi obiekt wojskowy. W tamtym czasie zabudowania ciągnęły się bardziej na południe. Stał już Instytut Weterynaryjny przy Grochowskiej koło Terespolskiej, były domy i budynki fabryczne przy Mińskiej, wreszcie na okrągłym placyku pośrodku Terespolskiej u zbiegu z Groszowicką wznosił się rosyjski pomnik Bitwy Grochowskiej 1831 r.

Fabryka Kemnitza została założona w 1909 r. i początkowo mieściła się na Lesznie 138. Jej właścicielem był przybysz z Wielkopolski Wojciech Kemnitz urodzony w 1870 r. Zanim założył własną firmę, praktykował w zakładach produkujących rury z cyny i ołowiu w Niemczech i Anglii.

Nowe, ceglane budynki na Kamionku stanęły w 1912 r. Zezwolenie na prace budowlane władze rosyjskie wydały wiosną poprzedniego roku. Ponad długimi ceglanymi halami o kilku kondygnacjach górował wysoki ceglany komin. Przez wiele lat stanowił wyraźny akcent w panoramie dzielnicy. Nad halą wznosił się też charakterystyczny półkolisty dach.

W 1998 r. o fabryce w liście do varsavianisty Jerzego Kasprzyckiego pisał z Montrealu 90-letni syn założyciela firmy Edward Marcin Kemnitz (zmarł w 2002 r.). Jego zdaniem była to pierwsza tego rodzaju fabryka w Królestwie Polskim. "Produkcja obejmowała półfabrykaty z cyny, ołowiu i stopów (folie, blachy, rury, druty, taśmy, plomby). W 1930 r. po uzyskaniu odpowiednich kredytów sprowadzono nowoczesne maszyny do produkcji blach i folii aluminiowych. Ten nowy dział bardzo szybko się rozwinął, a wytwarzane wysokogatunkowe blachy aluminiowe nabywał przemysł lotniczy - między innymi PZL. Ojciec mój był współwłaścicielem podobnych fabryk w Berlinie i Odessie. Brał bardzo czynny udział w opracowaniu taryfy celnej branży metalowej. Przed pierwszą wojną światową prezentował wyroby fabryki m.in. na wystawie w Moskwie, a w niepodległej Polsce na Powszechnej Wystawie Krajowej w Poznaniu w roku 1929 oraz na wystawie w Warszawie w 1937 r., zdobywając złote medale" - czytamy w liście.

W czasie pierwszej wojny światowej Kemnitz jako poddany cesarza Niemiec został internowany w Rosji, zaś jego żona z dziećmi przebywały wówczas w Berlinie. Do Warszawy cała rodzina powróciła dopiero w 1921 r.

Z Daniłłowiczowskiej do Berezy

Kemnitz miał trzech synów. Dwaj starsi Edward Marcin, prawnik i ekonomista, oraz Józef, z zawodu metalurg, pracowali w fabryce wraz z ojcem. Najmłodszy - Karol - gospodarował na wsi.

Autor listu kończył m.in. prawo na Uniwersytecie Warszawskim, a od 1932 r. studiował w London School of Economics. W fabryce zajmował stanowisko dyrektora. Już w czasach studenckich związał się z ruchem narodowym. Działał w Młodzieży Wszechpolskiej, był współzałożycielem Obozu Narodowo-Radykalnego (ONR). Po jego delegalizacji w 1934 r. trafił do więzienia centralnego na Daniłłowiczowską. Tam w jednej celi przebywał m.in. z Bolesławem Piaseckim i Zygmuntem Dziarmagą. Potem wraz z innymi działaczami trafił do obozu w Berezie Kartuskiej, skąd zwolniono go po dwóch miesiącach. Jego związku z ONR-em nie przerwała nawet praca u ojca w fabryce. Gdy został jej współwłaścicielem, finansował podziemny ONR i działalność wydawniczą pisma "ABC - Nowiny Codzienne". Był to rodzaj organu prasowego środowiska Obozu Narodowo-Radykalnego. Kemnitz uchodził za szarą eminencję narodowców, a w 1938 r. został nawet radnym Warszawy z Grochowa. Dodajmy tu, że firma przetrwała lata wielkiego kryzysu i w 1939 r. zatrudniała 200 pracowników.

Przez Rakowiecką do Kanady

Gdy wybuchła wojna, Edward Marcin Kemnitz ruszył na front. Walczył z Niemcami we wrześniu 1939 r. w stopniu porucznika jako dowódca plutonu w Modlinie. Już w grudniu 1939 r. w Warszawie wstąpił do konspiracyjnej Organizacji Wojskowej Związek Jaszczurzy, a od 1943 r. współpracował z AK w komórce "Import" zajmującej się przejmowaniem zrzutów broni, sprzętu i cichociemnych. Jako przemysłowiec pracował też nad programem powojennej odbudowy gospodarczej Polski. Z ojcem działał też w Radzie Pomocy Żydom "Żegota". Za tę działalność wiele lat po wojnie jerozolimski Instytut Yad Vashem przyznał mu medal.

W czasie okupacji fabryka działała nadal. Produkcję ograniczyły dopiero naloty lotnicze. Jednak nie niemieckie, a radzieckie. Fabryka została znacznie uszkodzona po bombardowaniu Warszawy w 1943 r.

Gdy wybuchło Powstanie Warszawskie, Edward Marcin Kemnitz znajdował się na lewym brzegu Wisły, ale już poza miastem. Wówczas zaangażował się w pomoc uchodźcom z walczącej stolicy na terenie Żyrardowa, Pruszkowa, Milanówka, Brwinowa i Podkowy Leśnej.

Wojna nie przyniosła zupełnego zniszczenia zakładu. Po jej zakończeniu rodzina Kemnitzów przystąpiła do odbudowy. Zabezpieczono zniszczone budynki. Wznowiono produkcję. Niestety, już w 1949 r. firma została odebrana właścicielom i upaństwowiona.

Los Edwarda Marcina potoczył się bardziej dramatycznie. Po wkroczeniu Armii Czerwonej pozostał w podziemiu. Od kwietnia 1945 r. był komendantem Okręgu I Pomorskiego NSZ "Armia Polska". UB dopadła go już w lipcu. Aresztowany w Poznaniu został wtrącony za kraty. Przeszedł przez Rakowiecką, więzienia w Bydgoszczy i Wronkach. Na wolność wyszedł w lipcu 1947 r. Dwa lata później, gdy nacjonalizowano fabrykę Kemnitzów, UB ponownie go aresztowała. 27 listopada 1951 r. dostał wyrok dziesięciu lat więzienia. Opuścił je dopiero po warunkowym zwolnieniu w 1956 r., a w 1964 r. znalazł się na emigracji w Kanadzie.

W zabudowaniach fabryki aż do końca PRL trwała produkcja. W latach 90. XX w. mieściła się tu m.in. tkalnia spółdzielni Ład pracująca na XIX-wiecznych krosnach. Dziś można je zobaczyć w szklarni w Łazienkach Królewskich. Mają być jednak stamtąd przeniesione.

Tymczasem w miejscu zburzonego domu przy Terespolskiej wznosi się banalny blok. Szkoda. Stara hala znakomicie nadawała się zarówno do przekształcenia w loft (tak jak dzieje się to dziś w Łodzi lub Żyrardowie). Można też było zachować same elewacje, wznosząc blok mieszkalny za nimi. Inwestorom zabrakło kultury i wyobraźni, a architektom talentu.

Przeczytaj także: Nowogrodzka 40. Luksus belle epoque





Podziel się

  • Daniłłowiczowskiej czy Daniłowiczowskiej? dorsai68 27.06.09, 10:26

    Nie wydaje mi się, by przed wojną nazwa ulicy była pisana przez dwa "ł".Przecież ulica wzięła swą nazwę od tego, że była drogą dojazdową do dworu Jana Mikołaja Daniłowicza (przez jedno "ł").»

Najnowsze wiadomości z Warszawy