Przypomnij sobie jak Jackson zawładnął stolicą

red.
26.06.2009 aktualizacja: 2009-06-26 09:42
A A A Drukuj
Koncert Jacksona na bemowskim lotnisku w 1996 r. Fot. Andrzej Iwańczuk / AG
  • Koncert Jacksona na bemowskim lotnisku w 1996 r.
  • Koncert Jacksona na bemowskim lotnisku w 1996 r.
Kapsuła pojazdu kosmicznego zjechała z góry. Ludzi ogarnęła histeria - kilkadziesiąt tysięcy gardeł krzyknęło: Michael!. Kosmita wyszedł z kapsuły i znowu tłum krzyknął: Michael - tak wyglądał pierwszy koncert Króla Popu w Warszawie.
Pamiętasz występ Króla Popu w stolicy? Napisz do nas! Podziel się swoimi wspomnieniami!

Rok 1996, pierwszy koncert Jacksona w Polsce, lotnisko na Bemowie

Już od godz. 10 rano w stronę lotniska na Bemowie, gdzie za 11 godzin miał wystąpić Michael Jackson, ciągnęły grupki fanów. Wzdłuż ulicy Powstańców Śląskich wędrowały nastolatki z dużymi plecakami, pytając: - Gdzie to jest?

Fani już od rana okupowali hotel Marriott, gdzie podczas pobytu w Warszawie mieszkał "król". Przez kilka godzin czekali na mistrza. Nie wyszedł. Przed 13. pojechali na Bemowo. Ale żeby dostać się na lotnisko, musieli spędzić półtorej godziny w przepełnionych autobusach, które na dodatek grzęzły w gigantycznych korkach.

Od 14.30, kiedy ochroniarze zaczęli wpuszczać ludzi na lotnisko, aż do zmierzchu odbywało się to sprawnie. Droga od pierwszej bramki do sektora położonego najbliżej sceny zajmowała 15 min.

Zator zrobił się ok. godz. 20. Ludzi było tak dużo, że wiele dziewczyn zemdlało w tłumie. Kilkanaście osób zabrały karetki pogotowia.

Tłum z tyłu ruszył ku scenie, wszyscy chcieli lepiej widzieć bohatera wieczoru. Sama scena przypominała szary bunkier ozdobiony z prawej strony portretem Jacksona.

W okolicznych wieżowcach od strony Aeroklubu ludzie zrobili sobie na balkonach stanowiska obserwacyjne - oglądali lotnisko przez lunety i lornetki. Od drugiej strony tłumy ustawiały się wzdłuż parkanu oddalonego o 600 metrów od sceny. Patrole policyjne z psami i wojskowi pilnowali, by nie przedarły się na lotnisko.

Nie pomogło. Już podczas koncertu tłum przerwał w kilku miejscach siatkę między pierwszą i drugą bramką. Przez 30-metrową dziurę weszło ok. 1000 osób. Po półgodzinie dziury "zatkał" kordon policji.

- Piękny jest! - krzyknęła egzaltowana nastolatka. - Piękny - przecież pomalowany - skomentował jej chłopak.

Patrole medyczne rozdawały za darmo aspirynę, witaminę C i wodę. Zaś za mały kubeczek kawy trzeba było zapłacić 2,5 zł.

Na koniec sztuczne ognie

O godz. 22.40 zawyły syreny, a na niebie pojawiły się światła z olbrzymich halogenów. Na sam koniec - pokaz sztucznych ogni.

Koncert zakończył się o 23.15. Kilka minut później fani zaczęli się rozchodzić do domów. Ci spoza Warszawy zakończyli wieczór na Starówce i na Dworcu Centralnym.

Ulica Powstańców Śląskich była prawie nieprzejezdna. Policjanci próbowali jakoś kierować sznurem samochodów, ale bezskutecznie. Bemowo przypominało wielki deptak - ludzie szli po chodnikach, trawnikach, ulicy, byle dotrzeć do domu.

Przeczytaj także: Warszawscy fani pożegnają Króla Popu



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy