Jackson na Bemowie: Pracowałem przy koncercie

Rozmawiał Grzegorz Miecznikowski
26.06.2009 aktualizacja: 2009-06-26 13:13
A A A Drukuj
Koncert Jacksona na bemowskim lotnisku w 1996 r. Fot. Andrzej Iwańczuk / AG
- Był dziki tłum ludzi, masa efektów specjalnych i dużo energii ze strony Michaela. Do dziś nie pracowałem przy tak dużym i trudnym koncercie - opowiada Eugeniusz Kaczmarek, jedna z osób odpowiedzialnych za zabezpieczenie techniczne koncertu Króla Popu na w 1996 r.
GALERIA ZDJĘĆ
Grzegorz Miecznikowski: Pracował pan nad oprawą techniczną koncertu Michaela w Warszawie. Było ciężko?

Eugeniusz Kaczmarek, jeden z pięciu głównych techników z Polski pracujących nad koncertem na Lotnisku Bemowo w 1996 r.: Od początku trasy. Koncert w Pradze odbył się bez zakłóceń, tak jak w Polsce. Nikt nie chciał jednak ubezpieczyć 36 tirów ze sprzętem, które miały jechać z Pragi do Moskwy i z Moskwy do Warszawy. Przyleciały więc samolotami. Razem pięćdziesięcioma innymi pracownikami technicznymi musieliśmy rozładować sprzęt, załadować je znów na tiry, które przewiozły go na Bemowo. Z montażem na scenie zajęło nam to trzy dni.

Przy innych koncertach było równie trudno?

Kiedy pracowałem przy równie dużym koncercie Eltona Johna było zupełnie inaczej. Realizacja była dziesięć razy łatwiejsza. Po koncercie na Bemowie każdy mówił, że nie chce już pracować przy tak dużym przedsięwzięciu. Ale widzę plusy. Dużo się nauczyliśmy, bo wiele technicznych rzeczy było dla nas nowych. Ale w tym był cały urok. Mieliśmy też dwa agregaty prądotwórcze. Mimo to, w okolicy na chwilę siadło zasilanie, bo energia szła na oświetlenie i efekty specjalne. Wątpię czy coś takiego widziałem wcześniej. Może przy oprawie koncertu U2 i Rolling Stones. Teraz jedynie Madonna ma szansę pobić to wielkie wydarzenia.

Widział pan Króla Popu z bliska? Może udało wam się porozmawiać?

Nie miałem okazji się nawet przywitać. Dookoła było pełno ochrony. Ale stałem bardzo blisko. Ok. 2 m. Mimo to, mam jak najlepsze wspomnienia z koncertu. Michael bardzo fajnie i przyjaźnie reagował na całe zaplecze techniczne i na to co robimy. Był otwarty i uśmiechnięty. Nie było czuć gwiazdorstwa. Montowałem jego garderobę. Miała dwa metry na dwa metry. Klitka. Ale jemu to nie przeszkadzało. Przebierał się szybko kilkukrotnie w czasie całego występu. Było to niesamowite. Zresztą jak cały koncert.

Zrobił na panu wrażenie?

Byłem na scenie praktycznie cały czas. Jako jeden z pięciu głównych techników miałem do tego prawo. Odpowiadałem za zabezpieczenie techniczne imprezy. To był artystyczne i techniczne show. Pamiętam jak Jackson śpiewał Thrillera. Było dokładnie jak w teledysku: ta sama choreografia, wyskakiwały kościotrupy i truposze. Ludzie, którzy tam byli, pamiętają to do dziś. Nie ważne jak potoczyła się dalsza kariera Michaela i co zrobił. Trzeba mu wybaczyć i patrzeć przez pryzmat twórczości. Ja mu wybaczam.

Udało się zdobyć autograf albo cyknąć pamiątkową fotkę?

Mam coś lepszego. Dostałem koszulkę z autografem Michaela i menadżera trasy. Chowam ją dla wnuków.



Przeczytaj także: Warszawiacy wspominają legendę muzyki pop



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy