Pole Mokotowskie to warszawski Central Park

Rozmawiał: Dariusz Bartoszewicz
29.06.2009 aktualizacja: 2009-06-28 23:16
A A A Drukuj
Pole Mokotowskie Fot. Wojciech Surdziel / AG
- To ma być warszawski Central Park, nagle ktoś próbował to podważyć w imię swoich interesów. Dlatego deweloperzy natrafili na wielki opór - mówią dr Krzysztof Domaradzki i Marek Sawicki, autorzy planu zagospodarowania Pola Mokotowskiego
SERWISY
Dariusz Bartoszewicz: Po dramatycznej walce z deweloperami plan zagospodarowania Pola Mokotowskiego panów autorstwa radni Warszawy w końcu uchwalili. Wszyscy odetchnęli z ulgą - park nie dość, że uratowany, to jeszcze ma być powiększony. Ile terenów zielonych przybędzie?

Marek Sawicki, współautor planu: - Teraz zieleń zajmuje 67 ha. Jej obszar powiększy się o 18 ha.

Co zniknie, żeby zrobić miejsce pod nowe trawniki i drzewa?

Dr Krzysztof Domaradzki, główny autor planu: - Elementy zagospodarowania, które nie są związane z funkcją parkową, np. baza MPO na tyłach Biblioteki Narodowej i różne budynki tymczasowe.

Nie pozwolić na projekty spadochronowe

W obronie Pola Mokotowskiego jednym głosem mówili: urbaniści, władze ratusza, radni, Zieloni, frakcja Gamoni i Krasnoludków pod wodzą Waldemara "Majora" Fydrycha, świeżo upieczeni maturzyści, emeryci itd. "Gazeta Stołeczna" zebrała ponad 16 tys. podpisów w obronie parku przed zabudową. Skąd taka jednomyślność, i takie poparcie dla planu zagospodarowania?

K.D.: - Ludzie uznali, że trzeba się trzymać pewnych reguł. Miasto, jego rozwój i planowanie muszą być przewidywalne. Jeśli teren ma być zielony, a Pole Mokotowskie to park, to nie można dopuścić do tzw. projektów spadochronowych, które nagle tam spadają, wszystko zmieniają i wywracają do góry nogami.

M.S.: - Rzadko się zdarza, by sprawa była tak oczywista. Pole Mokotowskie ma być warszawskim Central Parkiem, nagle ktoś próbuje to podważyć w imię swoich interesów. Dlatego deweloperzy natrafili na taki opór.

Dlaczego mieszkańcy Warszawy nie zapałali miłością do deweloperów, którzy chcą realizować swoje plany na Polu Mokotowskim? Mimo ostrego lobbingu, przekonywania, że dzięki inwestycjom park się powiększy, badań opinii publicznej, konferencji prasowych?

M.S.: - Deweloperów można podzielić na dwie główne grupy. Pierwsza to taka, która lubi jasne reguły gry. Cenią sobie plany zagospodarowania przestrzennego, bo wiedzą, co, jak i gdzie można zbudować. Lokują pieniądze w inwestycjach, które dają mniejsze zyski, ale są pewne. Druga grupa inwestorów szuka wyłącznie okazji, miejsc, gdzie reguły gry nie są tak jasno określone, gdzie nie ma planów. To głównie spekulanci, którzy chcą tanio kupić i drogo sprzedać.

K.D.: Nie jesteśmy wrogami inwestorów, bo to oni w końcu budują miasto, ale nie może być tak, że deweloper kupuje tereny parkowe, a potem chce wymusić zmianę planu, by budować w nim domy mieszkalne. Albo przejmuje tereny sportowe w celu zrobienia na nich Manhattanu.

O całkowaniu gruntów sportowych

Działacze ze Skry i firma Global Partners Investment Fund byli przeciwnikami planu. Powtarzali, że po jego uchwaleniu niczego już nie będzie można zbudować wokół stadionu. To prawda?

K.D.: - Nieprawda! Na Skrze wciąż można wiele zrobić, ale po uchwaleniu planu znacznie mniej można zarobić. Po prostu to ma być park, a nie teren deweloperski. Nie powinno być tak, że ktoś kupuje trawnik na Polu Mokotowskim, a potem załatwia dokumenty pozwalające na budowę np. biurowca. Dzięki takiej operacji można potem opływać w dostatki do końca życia. A większość traci, bo nam wszystkim zostaje mniejszy park.

Dzierżawa terenu Skry wygasa w 2014 r., dlatego o ten plan toczyła się tak ostra walka. Bo tak naprawdę to była walka o wielkie pieniądze.

Deweloperzy w różnych miejscach miasta próbują najpierw przejąć teren, a potem znacznie zwiększyć jego wartość. Jak? Poprzez uzyskanie zgody na zabudowę, której wcześniej nie przewidywano, albo na większą intensywność zabudowy niż w projekcie planu, jeżeli nie został uchwalony. Bo wartość gruntu w dużym stopniu zależy od tego, ile można na nim zbudować.

Dlaczego plan Pola jest tak nietypowy?

K.D.: - Bo to "plan dezurbanizujący". Zwykle plany miejscowe sporządza się po to, by szukać możliwości inwestowania i zarabiania oraz wyznaczyć regulacje dla nowej zabudowy. W tym przypadku było inaczej, a główny cel był taki: Pole Mokotowskie Centralnym Parkiem Warszawy. Dla pewnych cennych przestrzeni, jak tereny zielone, rekreacyjne, sportowe, sprawy ekonomiczne nie mogą być najważniejsze, bo te tereny podnoszą standard całego miasta i jakość życia w nim.

Co da się zbudować na terenach klubu sportowego Skra? Proszę o konkrety, by obalić argumenty, że nic się nie da.

M.S.: - Powierzchnia całkowita obiektów sportowych w naszym planie to ok. 84 tys. m kw. (z czego stadion - ok. 30-35 tys. m kw.), towarzyszące powierzchnie komercyjne - ok. 49 tys. m kw. Jest jeden warunek. Obiekty komercyjne mają wspierać funkcje sportowe.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy