Nielegalnie uczą się w Warszawie

Wojciech Karpieszuk
30.06.2009 aktualizacja: 2009-06-29 22:58
A A A Drukuj
Białoruscy studenci, świeżo po kursie języka polskiego, piszą odwołania od przydziału na polskie uczelnie. Studentów ze zlikwidowanej przez Łukaszenkę uczelni przyjęły m.in. Uniwersytety Jagielloński i Warszawski. Fot. Jerzy Gumowski / AG
Do Warszawy przyjechało 80 białoruskich licealistów z podziemnego liceum w Mińsku. To jedyna szkoła na Białorusi, w której młodzi uczą się z nieocenzurowanych książek, po białorusku, a nie rosyjsku
Gdzieś pod Mińskiem na Białorusi działa nielegalne Liceum Humanistyczne im. Jakuba Kołasa. Ani uczniowie, ani nauczyciele dla bezpieczeństwa nie mówią dokładnie gdzie. Wynajmują mieszkania, w których odbywają się potajemne komplety. I tak od 2003 roku, kiedy władze białoruskie zamknęły szkołę za to, że nauczano w niej w ojczystym języku, a nie po rosyjsku. Uczniowie nie mają legitymacji, ich świadectw nikt nie uznaje, oficjalnie nigdzie się nie uczą i dlatego rok w rok muszą zdawać eksternistycznie nawet po kilkanaście egzaminów państwowych. Ale chętnych do szkoły jest bardzo dużo.

- W starym budynku liceum władze urządziły sąd. Niektórzy uczniowie byli sądzeni w swoich starych klasach za udział w demonstracjach - opowiada Marek Kielanowski z Klubu Inteligencji Katolickiej, który już piąty raz zorganizował przyjazd Białorusinów do Polski.

W Warszawie spędzą miesiąc. W sierpniu pojadą do Gdańska. Wczoraj powitalny apel odbył się w świetlicy. Na ścianie wisiała biało-czerwono-biała flaga zakazana na Białorusi.

- Na Białorusi nie ma swobody pisania, muzyki. Nie do pomyślenia jest, by grać i śpiewać po białorusku. W normalnej szkole wszystkie przedmioty są po rosyjsku - tłumaczy uczeń Aleks Warabioł.

Szkoła utrzymuje się głównie ze składek rodziców. Nie ma w niej pomocy naukowych, map, komputerów. W Warszawie lekcje będą mieli w prawdziwych klasach i pracowniach.

- W liceum poziom jest wysoki. Musimy tak przygotować uczniów, żeby zdali egzaminy państwowe. I zdają je bardzo dobrze - mówi Lawon Barszczeuski, nauczyciel literatury i języków obcych w podziemnej szkole, na Białorusi oficjalnie bezrobotny. Jak większość nauczycieli tej szkoły.

Aleks po maturze chce wyjechać na studia do Europy Zachodniej, może do Polski. - A po studiach wrócę na Białoruś, żeby zmieniać kraj.

Na pobyt uczniów w Warszawie 90 tys. zł dał ratusz. Wczoraj wiceprezydent miasta Włodzimierz Paszyński opowiedział Białorusinom historię kawiarni Niespodzianka z placu Konstytucji. W kawiarni w 1989 roku działał sztab wyborczy kandydatów "Solidarności" do parlamentu. - Życzę wam takiej niespodzianki, jaką my przeżyliśmy w Polsce 20 lat temu - mówił do uczniów.

- Co roku, kiedy przyjeżdżają Białorusini, mamy nadzieję, że za rok ich liceum będzie już legalne - skwitował Marek Kielanowski. Dziennikarzom, którzy dziwili się, że ani uczniowie, ani nauczyciele z nielegalnego ogólniaka nie boją się pozować do zdjęć, odpowiedział: - Białoruskiego reżimu nie można porównywać do tego, który panował w Polsce np. w latach 80. Ale to też reżim. Trzeba im pomóc. Umożliwić im naukę w normalnych warunkach.

Dziś uczniowie spotkają się z arcybiskupem Nyczem. W planach oprócz nauki jest także zwiedzanie Warszawy i spotkania m.in. z Andrzejem Wajdą i Krzysztofem Zanussim.

Przeczytaj także: Szkoła na szczudłach



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy