Jak uratować Godzinę W

Dominika Olszewska
03.07.2009 aktualizacja: 2009-07-02 21:59
A A A Drukuj
Ak-owcy na obchodach w Godzinę W Fot. Michal Grocholski / AG
Aby upamiętnić Godzinę W, miały zawyć wszystkie syreny, ale podczas ostatniej rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego w wielu dzielnicach panowała cisza. - W tym roku alarm będzie słychać w całym mieście - obiecuje wojewoda Jacek Kozłowski (PO).
W Godzinę W mają wyć wszystkie syreny w mieście, ale podczas ostatniej rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego w wielu dzielnicach panowała cisza. - Te obchody Powstania Warszawskiego były trochę smutne. Dzwonili do nas rozżaleni kombatanci. Było im przykro, że nie słyszeli alarmu. Bez głośnego wycia syren nie uczcimy godnie Godziny W - mówi Jan Ołdakowski, szef Muzeum Powstania Warszawskiego.

Wczoraj napisaliśmy, że połowa miejskich syren tworzących system obrony cywilnej nie działa. W stolicy jest 412 punktów alarmowych. Uruchamia się je w sytuacjach wyjątkowego zagrożenia, jak powódź czy skażenie radioaktywne. Warszawską tradycją stało się włączanie ich również 1 sierpnia o godz. 17, dla upamiętnienia Godziny W.

- To sygnał dla warszawiaków, że to właśnie moment wybuchu powstania. Nie oszukujmy się: bez takiego mocnego dźwięku nie stanie ruch na ulicy. Ludzie przecież nie czekają na tę chwilę z zegarkiem w ręku - podkreśla Jan Ołdakowski.

System obrony cywilnej powstał w latach 50. i dzisiaj działają zaledwie 223 syreny. Dlatego w ub.r. w wielu miejscach miasta nie było ich słychać. Syreny nie zadziałały wtedy na Bemowie, Woli, Mokotowie, Ursynowie i Tarchominie. Do "Gazety" dzwonili rozczarowani czytelnicy.

- W ubiegłym roku popełniono błąd. Syreny nie wydawały dźwięku ciągłego, tylko rosnąco-gasnący. I zanim weszły na wysokie obroty, już zaczynały cichnąć - tłumaczył wczoraj na łamach "Gazety" Marek Kujawa, wiceszef miejskiego biura bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego.

Nad problemem pochylili się już pracownicy wojewody, do którego formalnie należą syreny. - Bardzo źle się stało, że nie były słyszane w całym mieście. W tym roku będzie inaczej. Rozwiążemy ten problem - zapewnia Jacek Kozłowski.

Urzędnicy opracowali już mapę syren w całym mieście. Okazało się, że sygnał części z nich nachodzi na siebie. Aby było je słychać w całej Warszawie, wystarczy naprawić niektóre punkty alarmowe. - To dla nas absolutny priorytet. Nie zdążymy na czas naprawić wszystkich syren. Namierzyliśmy więc miejsca, do których nie dochodzi dźwięk żadnej z nich. I tam nasze ekipy będą je naprawiać w pierwszej kolejności - zapowiada Paweł Witkowski, wiceszef wojewódzkiego biura bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego. I dodaje: - Tam gdzie syreny nie będą działać, dowieziemy mobilne.

W połowie lipca obędzie się test urządzeń. - To będzie tzw. suche sprawdzenie. Włączymy wszystkie syreny, ale na najcichsze obroty. Musimy mieć pewność, że wszystko będzie działało, jak trzeba - mówi Paweł Witkowski.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy