Prawdziwe studiowanie tylko w Argentynie

Wojciech Karpieszuk
03.07.2009 aktualizacja: 2009-07-02 22:09
A A A Drukuj
Marysia i Paweł w Peru
Free moverzy - dla nich wyjazd na zwykłą wymianę studencką do Barcelony, Berlina czy Paryża to za mało. Jadą studiować na drugi koniec świata. Dwoje warszawskich studentów opowiada o swojej przygodzie w Buenos Aires
SERWISY
- To była przygoda życia. Mamy nadzieję, że tam wrócimy - mówią Marysia Wijas (iberystyka na Uniwersytecie Warszawskim) i Paweł Zerka (stosunki międzynarodowe w Szkole Głównej Handlowej). Niedawno wrócili z Argentyny. Przez semestr studiowali w Buenos Aires. A przy okazji zwiedzieli Boliwię, Peru, Ekwador, Kolumbię.

Marysia i Paweł są właśnie free moverami. Wszystko załatwili sami: od wyboru miasta i uczelni, po znalezienie tam mieszkania. Sami musieli też się utrzymać, bo nie dostawali stypendium, które przysługuje tylko na wymianie w krajach europejskich, czyli Erasmusie. - Ale w Europie wszystko jest podane na tacy. Ameryka Południowa jest o wiele ciekawsza - mówi Paweł.

Wyprawę przygotowywali dwa lata. W specjalnym zeszycie zapisywali, co trzeba zorganizować. Tłumaczyli dokumenty potrzebne do załatwienia formalności. A latem zeszłego roku zarabiali na wyjazd w restauracji w Hiszpanii - potrzebowali pieniędzy na bilety lotnicze i czesne za studia. Na macierzystych uczelniach nikt nie robił im problemów. Paweł dogadał się z promotorem, że pracę magisterską napisze w Argentynie. Egzaminy zdał wcześniej.

Wynajęli pokój w mieszkaniu studenckim. - A tam międzynarodowe towarzystwo: Meksykanka, Hiszpan, Węgierka, Szwed, Niemka - wyliczają. Za duży pokój płacili po 600 pesos. - Czyli po ok. 600 zł. Tyle samo, co w Warszawie - mówi Marysia.

A uniwersytet? Zapewniają, że w niczym nie przypomina polskich. - W Argentynie każdy student jest zaangażowany politycznie. Na uniwersytecie wiszą portrety Lenina, Mao i Che Guevary. Audytoria wyglądają jak hale fabryczne, na ścianach graffiti z hasłami o wolności i równości - wspomina Marysia.

Wybory do samorządu studenckiego przypominają walkę o prezydencki fotel w Polsce. A kilkutygodniowe strajki z barykadami na uniwersytetach to normalka. - Studenci walczą tak o lepsze warunki do studiowania, a wykładowcy o podwyżkę - tłumaczy Paweł.

- Ale elitarne, drogie prywatne uniwersytety są prawicowe - podkreśla Marysia.

I przywołują jeszcze jedną różnicę między studiami w Polsce i Argentynie. - Tam w semestrze są dwa, trzy przedmioty. Naprawdę je zgłębiasz. W Argentynie dopiero poczułem, co to studiowanie. Na wykładach toczą się zacięte dyskusje - twierdzi Paweł.

- Trzeba się uczyć na bieżąco, bo są egzaminy połówkowe. Dużo czytać. Nie ma mowy o zasadzie "zakuj, zdaj, zapomnij" - mówi Marysia. - A zajęcia zaczynają się po południu i trwają często do 23. Bo prawie każdy student pracuje.

Kiedy u nas była zima, tam lato. Wakacje w styczniu i lutym spędzili na podróży po Ameryce Południowej. Marysi w pamięci utkwiła rajska, prawie bezludna plaża w Kolumbii. Byli w Bogocie, na Machu Picchu. Chcą wrócić, bo wiele zostało jeszcze do zobaczenia.

Teraz radzą swoim znajomym, jak wyjechać. Marysia już udostępniła kolegom dokumenty, które przetłumaczyła dla siebie. - Ale najważniejsze to pokonać psychologiczną barierę strachu i odważyć się - twierdzą.

Przeczytaj także: Blog Marysi i Pawła z podróży



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy