Praski dworek czeka na ratunek

Tomasz Urzykowski
08.07.2009 aktualizacja: 2009-07-07 22:52
A A A Drukuj
Janusz Sujecki przed niszczejącym dworkiem Fot. Bartosz Bobkowski / AG
Przedwojenny dworek przy Wileńskiej 2/4 w zastraszającym tempie zamienia się w ruinę. Do takiego stanu doprowadził go właściciel - Polskie Koleje Państwowe. Remontu nie planuje. Obrońcy zabytków biją na alarm.
SERWISY
Parterowy dom z kolumnowym portykiem stoi na tyłach gmachu dyrekcji kolei na Pradze. Utrzymany jest w popularnym w latach 20. XX w. stylu dworkowym. Choć adres ma od ul. Wileńskiej, boczną elewacją przylega do ruchliwej al. "Solidarności". Żółte tabliczki ostrzegają: "Uwaga, budynek stanowi zagrożenie bezpieczeństwa ludzi i mienia". Z nieszczelnych obróbek blacharskich po ścianach leje się woda. Płatami odpada tynk, gniją ceglane mury, grzyb jest wszechobecny. Przez otwarte okna ze środka bije stęchlizną.

- Jeszcze niedawno ten dom wyglądał na zadbany. W ciągu zaledwie kilku miesięcy jego stan dramatycznie się pogorszył. Trzeba natychmiast działać, bo dworek się zawali - mówi Janusz Sujecki z Muzeum Warszawskiej Pragi.

Według niego dom należy do najciekawszych zabytków dawnej Pragi. Ma ciekawą architekturę, ale też niezwykłą historię. Powstał w latach 1920-21 na zlecenie Warszawskiej Dyrekcji Kolejowej i jest jednym z pierwszych obiektów w Warszawie wzniesionych w stylu dworkowym. Zajął miejsce dawnego skrzydła Dworca Petersburskiego spalonego w 1915 r. przez wycofujących się z miasta Rosjan. Do budowy wykorzystano cegły i kamień z dworca. Projektantem i pierwszym mieszkańcem domu był inż. Wacław Szuszkiewicz, który zaprojektował również prowizoryczny Dworzec Wileński. Architekt spodziewał się, że dyrekcja kolei zamówi u niego projekt swojej siedziby. Zlecenie otrzymał jednak prof. Marian Lalewicz. Inżynier Szuszkiewicz do końca życia czuł się pokrzywdzony. Zmarł po wojnie w Kanadzie.

W latach 50. dworek omal nie został zburzony pod budowę przedłużenia ul. Inżynierskiej do dzisiejszej al. "Solidarności". Potem ulokowano tu laboratorium, aptekę, przychodnię dla zwierząt.

- Próbujemy ten dom sprzedać. Cena wywoławcza to 2,4 mln zł. Dwa przetargi się nie udały, bo nie było chętnych. Trzeci rozstrzygamy 29 lipca - informuje Damian Wyrkowski, naczelnik Wydziału Marketingu i Obrotu Nieruchomościami w Oddziale Gospodarowania Nieruchomościami PKP w Warszawie.

Przyznaje, że stan budynku jest zły. - Przez lata nie mogliśmy przeprowadzić remontu, bo dom zajmował najemca. Nie dość, że zalegał z czynszem, to jeszcze nie chciał się wyprowadzić. Dopiero w marcu odbyła się eksmisja - tłumaczy Damian Wyrkowski.

Dlaczego potem PKP nawet nie zabezpieczyły dworku przed dewastacją? - Nie mamy na to pieniędzy. Zresztą nieuzasadnione byłoby wydawanie środków finansowych na remont obiektu, który chcemy sprzedać - odpowiada naczelnik Wyrkowski.

Dworek nie figuruje w rejestrze zabytków. Jeśli się nie zawali, grozi mu rozbiórka. Wniosek o wpis do rejestru jeszcze w tym tygodniu skierują do konserwatora Muzeum Warszawskiej Pragi i Zespół Opiekunów Kulturowego Dziedzictwa Warszawy "ZOK".

Przeczytaj także: Inwestycja-widmo straszy koło kościoła



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy