Kryzys dotknął nawet najlepszą uczelnię

Wojciech Karpieszuk
13.07.2009 aktualizacja: 2009-07-13 11:48
A A A Drukuj
Szkoła Główna Handlowa w Warszawie Fot. Albert Zawada / AG
Kryzys dotknął najlepszą ekonomiczną uczelnię w Polsce. - Sytuacja jest trudna, ale stabilna - zapewniają władze Szkoły Głównej Handlowej
O problemach finansowych SGH zaczęto mówić, kiedy kanclerz dr Piotr Wachowiak wydał w maju zarządzenie o oszczędnościach. To wtedy poprosił studentów i pracowników, by oszczędzali wodę, prąd, a tych, którzy mieszkają w akademikach, o maksymalne wykorzystanie przestrzeni w lodówkach.

- Wtedy wśród studentów poszła fama, że źle się dzieje z finansami uczelni - mówi Adam, student SGH.

Krótko po tym kanclerz (nadzoruje prace kwestury - uczelnianej księgowości), podał się do dymisji.

W czerwcu tuż przed odejściem, kanclerz udzielił wywiadu "Gazecie SGH". O kłopotach finansowych było już wtedy głośno na całej uczelni. Na pytanie: Jaka jest kondycja finansowa Szkoły, dr Wachowiak odpowiedział: Trudna. Dlaczego? Głównie dlatego, że ministerialna dotacja na dydaktykę pokrywa nasze potrzeby w 50 proc., dlatego że w efekcie niżu spada liczba kandydatów na studia niestacjonarne i - w konsekwencji - spadają, znacznie, przychody związane z ich prowadzeniem. Dotyczy to także wielu innych uczelni, nie tylko SGH. Dodatkowo, w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego spadły o ok. 10 proc. przychody z tytułu studiów podyplomowych".

Tomasz Rusek, rzecznik uczelni, precyzuje: - Nasze roczne koszty to około 160 mln zł. Ministerialna dotacja pokrywa mniej więcej połowę. Reszta pochodzi z opłat za studia i badania naukowe, staramy się o granty zewnętrzne i pieniądze od partnerów i sponsorów.

Na pytanie, czy w związku z kryzysem jest mniej pieniędzy od partnerów i sponsorów, odpowiada: - Dogłębnie analizujemy z nimi każdy wydatek. Trudno jednoznacznie powiedzieć, że to kryzys na to wpłynął.

A co ze studiami podyplomowymi? SGH oferuje ponad 150 studiów podyplomowych. Średnia cena za nie to ok. 7 tys. zł. Do tej pory to przeważnie firmy płaciły za swoich pracowników na tych studiach. - Teraz coraz częściej płacą sami studiujący - mówi Tomasz Rusek.

Uczelnia wprowadziła program oszczędnościowy. Ochronę i sprzątanie już przejęły firmy zewnętrzne. Od nowego roku akademickiego tak samo będzie z szatniami. - Dzięki temu oszczędzamy m. in. przez to, że nie musimy odprowadzać 8 proc. na fundusz socjalny, kolejnych 8,5 proc. na trzynastkę i 1 proc. na fundusz nagród! Bardzo obciążało nas także i to, że ci pracownicy często przebywali na zwolnieniach lekarskich i musieliśmy organizować zastępstwa. A zastępstwa bardzo drogo kosztują - tłumaczył kanclerz Wachowiak "Gazecie SGH".

Wprowadzono także limity na rozmowy z telefonów służbowych. Okolicznościowe spotkania są mniej okazałe. Pracownicy i studenci mają oszczędzać także i papier. - Wkrótce przeprowadzimy audyt energetyczny, żeby sprawdzić, gdzie zużycie energii, ciepła i wody jest największe, i jak je obniżyć - mówi Tomasz Rusek.

Na uczelni głośno jest także o kredycie na oddany w 2006 roku budynek C u zbiegu al. Niepodległości i ul. Madalińskiego. SGH na jego budowę pożyczyła od banku 27 mln zł. Do spłaty zostało 16 mln zł. Studenci mówią, że to jest właściwy powód szukania nagłych oszczędności. - Sytuacja finansowa uczelni nie jest łatwa, ale kredyt spłacany jest regularnie. Spłata nie jest w żaden sposób zagrożona - zapewnia rzecznik.

- Jest w tym wszystkim odrobina paradoksu. Bo kryzys finansowy dotknął ekonomiczną uczelnię. Ale trochę praktyki, jak z nim walczyć, zawsze się przyda - mówi Adam.

Przeczytaj także: Sttudenci rozlepiają plakaty za zaliczenie



Podziel się

  • Nie przesadzajmy... dewes 14.07.09, 11:17

    ... z tą "najlepszą uczelnią". Miałem wątpliwą przyjemność spędzić tam niecałe 3 lata zanim finansowe problemy nie wymusiły zmiany uczelni i muszę przyznać, że takiego chamstwa w dziekanacie»

Najnowsze wiadomości z Warszawy