Wyprowadzajcie się z domu, i to już!

Wojciech Karpieszuk
16.07.2009 aktualizacja: 2009-07-16 09:36
A A A Drukuj
Państwo Aleksandra i Zygmunt Powalowscy pogodzili się już wyprowadzką. Są jednak rozżaleni sposobem jakim do niej doszło. Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta
Małżeństwo 80-latków z Mokotowa z dnia na dzień ma opuścić mieszkanie, do którego wprowadziło się ponad 40 lat temu. - Jesteśmy sfrustrowani. Postawiono nas przed faktem dokonanym - skarżą się. O wyprowadzce dowiedzieli się przez przypadek
SERWISY
- Tyle lat tu mieszkamy i teraz coś takiego. Wiem tyle, że dzielnica na miejscu naszego domu chce postawić basen. Ale dlaczego do nas nikt nie przyszedł, nic nie powiedział? Było tyle czasu - żali się pani Aleksandra Powałowska.

Razem z mężem mieszka od 1967 roku w małym, parterowym domku przy ulicy Niegocińskiej na Mokotowie. To mieszkanie służbowe przy podstawówce, której dyrektorem przez 20 lat był Zygmunt Powałowski. - Kiedy przyjąłem posadę, stały tylko fundamenty szkoły. Zbierałem nauczycieli, nadzorowałem budowę. A trzeba było szybko budować, bo osiedle się rozrastało - wspomina. Na emeryturę przeszedł w 1987 roku. Ale w podstawówce pracował na pół etatu jeszcze przez sześć lat. - Zapewniano nas, że będziemy mogli tutaj zostać - mówi.

Ich domek stoi tuż za salą gimnastyczną, obok szkolnego boiska. Przed domem mały ogródek - dużo kwiatów, równo przycięte krzewy. - To dzieło mojej żony - mówi Zygmunt Powałowski.

W styczniu pani Aleksandra przez przypadek w osiedlowej gazetce natknęła się na wywiad z burmistrzem Mokotowa.

- Chwalił się kompleksem sportowym, który ma powstać obok naszej podstawówki. Zdębieliśmy, bo przecież tu mieszkamy, a nic o tym nie wiemy - mówi. Na własną rękę zaczęli dopytywać o te plany w dzielnicy. Chodzili od urzędu do urzędu.

Poszli m.in. do wydziału zasobów lokalowych. Tam niczego konkretnego się nie dowiedzieli. Urzędnicy przekonywali ich tylko, żeby się nie martwili, że do budowy jeszcze długa droga, bo jest kryzys.

Państwo Powałowscy poszli też na spotkanie z burmistrzem Janem Rasińskim. - Obiecał, że sprawę wyjaśni. I nastała cisza - mówi Zygmunt Powałowski.

Konkrety pojawiły się dopiero na początku lipca. - Urzędnicy z wydziału zasobów lokalowych powiedzieli dziadkom, że trzeba szybko oglądać mieszkania zastępcze. Nikt nie tłumaczył, skąd ten pośpiech - mówi Magda Biejat, wnuczka państwa Powałowskich, która zaalarmowała "Gazetę".

Mieszkania oglądali dzień po dniu. Urzędnicy zapewniali, że nie ma mowy o przeprowadzce do lokalu o gorszym standardzie. Ale państwo Powałowscy twierdzą, że żadne z czterech pokazanych im mieszkań nie było w tak dobrym stanie jak ich obecne. Zaproponowano im na przykład lokal na trzecim piętrze bez windy, a oboje mają już trudności z chodzeniem.

- Kiedy obejrzeliśmy czwarte mieszkanie, usłyszeliśmy, że to wszystko i musimy się na coś zdecydować. Inaczej mamy sobie radzić sami. W nerwach podpisaliśmy oświadczenie, że jeżeli żadne z mieszkań, które pokażą nam do końca lipca, nie będzie nam odpowiadać, to bierzemy to przy Modzelewskiego - mówi pan Zygmunt. I zastrzega, że zgodzili się na to, bo czuli, że nie mają innego wyjścia.

Twierdzą, że tuż po złożeniu podpisów urzędnicy przyznali, że dzielnica nie ma lokali i szanse na zaproponowanie czegoś nowego są nikłe.

W ratuszu Mokotowa informują, że budowa przy Niegocińskiej zacznie się wiosną 2010 r. i jest częścią rewitalizacji Służewca. Ma tam powstać basen, nowa sala gimnastyczna, bieżnie i plac zabaw.

- Nie bardzo rozumiem, w czym jest problem - mówi Grzegorz Okoński, wiceburmistrz dzielnicy. - Tym państwu przedstawiono cztery lokale. Jeden został przez nich zaakceptowany. Teraz trwają konsultacje w sprawie jego wykończenia - dodaje. Zaprzecza, że wszystko dzieje się na ostatnią chwilę, bo według niego o inwestycji było wiadomo od lat. - Rozumiem, że jest sentyment do starego miejsca, ale staramy się zabezpieczyć dla nich godziwe mieszkanie - zapewnia.

- To są starsi ludzie. Ta sytuacja bardzo odbiła się na ich zdrowiu. Dlaczego, skoro urzędnicy twierdzą, że o inwestycji wiadomo było od lat, nie porozmawiano z nimi? - kwituje wnuczka państwa Powałowskich.

Zygmunt Powałowski: - Ja jakoś dam radę. Ale żona bardzo to przeżywa.

Przeczytaj także: Ratusz obiecuje pomoc ubogim lokatorom



Podziel się

  • Wyprowadzajcie się z domu, i to już! slavko.matejovic 16.07.09, 11:20

    Bezczelność, chamstwo i draństwo. Biurestwo urzędnicze. Ten pan pół życia poświęcił, żeby zorganizować szkołę, a teraz ta sama szkoła wyrzuca go z mieszkania. Jakim trzeba być nieludzkim »

Najnowsze wiadomości z Warszawy