KDT - koniec epoki

Grzegorz Lisicki, Jan Fusiecki, Iwona Szpala, miecz
20.07.2009 aktualizacja: 2009-07-21 18:01
A A A Drukuj
Już o 7.30 przed halą KDT zebrał się tłum. Kupcy czekali na komornika. Nie zamierzali opuszczać hali. Śpiewali pieśni religijne. Fot. PETER ANDREWS REUTERS
  • Zdjęcia z zamieszek pod KDT w Warszawie publikowały światowe agencje. Taka m.in. fotografia pojawiła się w serwisie Reutera
  • Kilka godzin trwały starcia policji i ochroniarzy z kupcami, którzy mimo wyroku sądu nie chcieli opuścić hali Kupieckich Domów Towarowych
  • Protest kobiet z KDT. - To kobieta kobietom zgotowała ten los! - krzyczały do prezydent Warszawy
  • Protest kupców pod Sejmem. Przynieśli trumnę symbolizującą śmierć Kupieckich Domów Towarowych
Na Placu Defilad zakończyła się epoka. Heroldem nie był królewski posłaniec z pozłacaną trąbą, lecz komornik sądowy z eskortą policji i strażników. Kupcy nie oddali hali dobrowolnie - doszło do gwałtownych starć z ochroną i policją, wiele osób zostało rannych.
SONDAŻ
Co sądzisz o zamknięciu i wyburzeniu Kupieckich Domów Towarowych?

Świetnie! Nie mogłem się doczekać decyzji Ratusza. Ten blaszak szpeci centrum
Nie zgadzam się! Tym ludziom należy się praca i szacunek. Zostali oszukani przez miasto!
Lepiej późno niż wcale. Kupcy przeniosą się w inne miejsce. Nie stracą stałych klientów, nie rozumiem ich protestów.
Nie mam zdania na ten temat

Już przed godz. 8 rano kupcy zapowiedzieli: - Komornika nie wpuścimy. Kobiety z KDT kordonem otoczyły główne wejście do hali. Wzięte za ręce śpiewały Rotę zamieniając słowa "Królewski szczep piastowy" na "Kupiecki Dom Towarowy". - Obiecuje, nie dotrzymuje! My nie chcemy do Irlandii! Dzisiaj MY, jutro WY! - skandowały.

Czytaj relację na żywo spod hali KDT





Komornik nie wszedł do hali. Praktycznie od razu poleciał gaz i kamienie. Kupcy zabarykadowali się w hali. Drzwi zastawili resztką sprzedawanych przez siebie towarów, skrzyniami, stołami. Przez kilka godzin bronili dostępu do hali.



Sytuacja diametralnie zmieniła się po przybyciu na miejsce policji z ciężkim sprzętem. Mimo próśb kupcy nie wpuścili mundurowych. Doszło do przełamywania barykad. Ok. godz. 13.30 policja wtargnęła do środka. Do godz. 15 trwało wyprowadzenie kupców z hali. Część ukryła się w biurze zarządu, część krzyczała z dachu: - Warszawo pomóż!



Policji nie udało się opanować sytuacji. Po wyprowadzeniu kupców z hali zamieszki przeniosły się na stołeczne ulice. Ruch został sparaliżowany w całym centrum. Doszło do starć z policją.

Bilans dnia nie jest wesoły: 37 osób zostało rannych, w tym sześciu policjantów i strażniczka miejska, która jako pierwsza dostała w głowę kamieniami ciskanymi przez kupców. Wciąż pojawiała się niepotwierdzona dotychczas informacja o ofierze śmiertelnej.

Nie przeraża to jednak władz stolicy. - Likwidacja hali Kupieckich Domów Towarowych umożliwi rozwój Warszawy. Z protestującymi kupcami rozmawiać już nie będę, bo straciłam do nich zaufanie - oświadczyła podczas briefingu prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz (PO).

Prezydent przypomniała, że rozbiórka hali była konieczna, bo w jej miejscy miasto zbuduje łącznik między pierwszą i drugą linią metra. - Działamy zgodnie z prawem. Mieliśmy prawomocny wyrok eksmisji, kupcy zajmowali halę nielegalnie od stycznia tego roku - mówiła prezydent Warszawy.

Odrzuciła też oskarżenia polityków PiS, którzy podkreślali, że prezydent Warszawy ucieka się do użycia siły w rozwiązaniu problemy, który można była załatwić przy pomocy mediacji.

- Z kupcami rozmawiałam przez dwa i pół roku. Proponowaliśmy im budowę hali w innym miejscu pl. Defilad, chcieliśmy wynająć im miejskie lokale użytkowe poza przetargiem, dawaliśmy do wyboru inne lokalizacje. Wszystkie te propozycje odrzucili - mówiła Hanna Gronkiewicz-Waltz.

I zapowiedziała, że przeciwko kupcom, którzy jej zdaniem łamali prawo skieruje wnioski do prokuratury.

- Z dachu były zrzucane płyty betonowe. Ranna została strażniczka miejska. Skierujemy sprawę do prokuratury, nie będziemy tolerowali łamania prawa - mówiła Hanna Gronkiewicz-Waltz. Jej zdaniem opróżnioną halę KDT można sprzedać..

Tu pracowało 2 tys. osób

Hala KDT to był swoisty mikrokosmos: ponad 600 boksów handlowych, 2 tys. pracowników. Można było spędzić tam dzień, nie wychodząc na zewnątrz: były ubrania, poprawki krawieckie, zapiekanki, kebab, gofry, fryzjer, solarium, kantor. W hali pracowało około 2 tys. osób. Według opinii wielu warszawiaków była to jednorodna, rozkrzyczana i roszczeniowa masa. Kiedy rozmawiało się z poszczególnymi kupcami, wrażenie się zmieniało. Wielu nie wyliczało żadnych żądań. Często mówili z rezygnacją: jesteśmy przedsiębiorcami, którzy mają pecha.



- Najlepiej schodzą rolki do kas fiskalnych i reklamacji - mówił z przekorą pan Ryszard, właściciel dwóch boksów - saloniku prasowego i z zabawkami. Wesoły, szpakowaty i energiczny mężczyzna pod pięćdziesiątkę. Wyższe wykształcenie. Na swoim jest od 1983 r., gdy założył firmę projektującą instalacje elektryczne. W 1990 r. trafiła się możliwość wystawienia własnej szczęki pod Pałacem Kultury, na wielkim bazarze w centrum. Skorzystał z okazji.

Szczęki, składane budy z blachy, tworzące chaotyczne targowisko stały się symbolem kapitalizmu wczesnych lat 90. Słaby samorząd nie potrafił tego handlu okiełznać. W 1991 r. władze obecnego Śródmieścia ogłosiły konkurs na budowę dwóch tymczasowych hal targowych. Konkurs wygrał Universal i MarcPol. Miały ucywilizować okoliczny handel. Nie udało się - pod PKiN nadal rozlewało się morze blaszanych bud, wiszących kabli, splątanych alejek i wylewającego się zewsząd towaru.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy