Atrakcje nad Wisłą: piasek, leżaki, tańce i kino

Magdalena Dubrowska
20.07.2009 aktualizacja: 2009-07-19 22:34
A A A Drukuj
Jakby ktoś wyciął fragment plaży w Mielnie i wkleił pomiędzy ul. Solec i Wisłę Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
  • Pani Barbara nie wyobraża sobie życia bez tańcowania
  • Przycinała Warszawska Kapela Zdzisława Patera z Chmielnej
  • Przycinała Warszawska Kapela Zdzisława Patera z Chmielnej
  • Kino Most
Jak przetrwać godnie lato w mieście, w którym poziom duchoty przekraczał ostatnio granice przyzwoitości?
Od sobotniego spaceru po rozżarzonej Warszawie bardziej atrakcyjne wydawało się już nawet zatrzasnąć się w mikrofalówce. Na szczęście fundacja Ja Wisła z Przemkiem Paskiem na czele nie ustaje w szlachetnej misji przyciągania nas, przegrzanych mieszczuchów, w nadwiślańskie zarośla. W ramach cyklu "Lato nad Wisłą" w piątkowy wieczór zorganizowała w Porcie Czerniakowskim Dechy, czyli tańce z muzyką na żywo. Na zbitej z desek scenie przycinała Warszawska Kapela Zdzisława Patera z Chmielnej, a spośród kilkunastu par nóg najgłośniej tupały nogi pani Barbary, weteranki warszawskich Dech. Pani Barbara jest na emeryturze, dorabia jako statystka w filmach (ostatnio w serialu "Czas honoru") i nie wyobraża sobie życia bez tańcowania.

Z dalszych atrakcji: pod mostem Łazienkowskim znów działa Kino Most, a na barce "Herbatnik" występują wieczorami dziwne zespoły. W sobotę np. katowicka grupa Beltaine zagrała koncert muzyki celtyckiej w wersji trans. Ponadto warsztaty bębniarskie, pływanie po Wiśle "Krypą Basonia" itd.

Ale największym odkryciem tego lata jest plaża Desantu (naprzeciwko pomnika Sapera). Na sporej hałdzie piachu, tuż przy przystanku tramwaju wodnego kilkadziesiąt leżaków w paski, jeden przy drugim. Ja Wisła wypożycza je za darmo codziennie w godz. 11-20. Wygląda tu trochę tak, jakby ktoś wyciął fragment plaży w Kołobrzegu i wkleił pomiędzy ul. Solec i Wisłę.

- Tu naprawdę jest piasek! - entuzjazmuje się nowo przybyła plażowiczka. Są i wszystkie obowiązkowe rytuały: manewrowanie leżakiem w poszukiwaniu najlepszego nasłonecznienia, wzajemne nacieranie olejkami do opalania oraz atrybuty: jajka na twardo, babki z piasku, krzyżówki.

Powoływanie się na "Rejs" jest okropnie démodé, ale do czego porównać taką oto scenę? Starsze małżeństwo: on w kapeluszu i z lornetką, ona ze słuchawkami odtwarzacza MP3 w uszach i liściem na nosie.

Ona: I co ty tam widzisz?

On: Łabędzia.

Ona: Co? Nie słyszę, bo mam słuchawki.

Mężczyzna z tatuażem Legii popija piwko i śle romantyczne spojrzenia w kierunku grupki nastolatek w bikini. Jedna opowiada właśnie, że jej chłopak włożył kiedyś do ust żarówkę, a potem nie mógł wyjąć i jechali z tą żarówką "taksą" do szpitala.

Dzieci beztrosko chlapią się w Wiśle i rzucają piaskiem w kaczki, emo-młodzieniec opala się w obcisłych, czarnych dżinsach. Hipiska przysypia nad biografią Zbigniewa Religi, a chłopak w okularach nad podręcznikiem informatycznym. Sielsko i leniwie płynie czas na plaży, w tym, jak mawiała Agnieszka Osiecka, największym łóżku świata. Tyle że pogoda jakby się popsuła.

Przeczytaj także: Nielegalna łódka pływająca po Wiśle aresztowana



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy