Złoto odpada z niedawno odremontowanej bramy

Jerzy S. Majewski
21.07.2009 aktualizacja: 2009-07-20 22:52
A A A Drukuj
Złocona brama w pałacu Potockich Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
"Zbuduję pomnik trwalszy niż ze spiżu! Pomnik ze złota!" - marzył przed pięciu laty ówczesny eseldowski minister kultury Waldemar Dąbrowski. Kazał pozłocić bramę pałacu Potockich mieszczącego Ministerstwo Kultury przy Krakowskim Przedmieściu.
Promienie słońca odbijające się w pozłacanych elementach wywierały niezapomniane wrażenie. Złote refleksy muskały okna sąsiedniego pałacu prezydenckiego, w którym rezydował Aleksander Kwaśniewski.

Los jest przewrotny. Mimo królewskiego splendoru pomnik ministra Dąbrowskiego okazał się nietrwały. Wprawdzie refleksy złota nadal muskają okna pałacu prezydenckiego, dziś zajmowanego przez innego rezydenta. Jednak już nie tak intensywnie. Płatki szlachetnego kruszcu odpadają, spod nich wyziera rdza! Sypią się też całe fragmenty gzymsu jednego z murowanych słupków bramy. Mimo że remontowano je zaledwie przed pięciu laty.

"To nie blichtr, ale wydobycie urody z zabytkowej bramy - jednego z najpiękniejszych dzieł kowalskich w Warszawie. Taki jest kanon sztuki! Marzy mi się Warszawa na miarę Paryża" - tłumaczył nam pięć lat temu minister Dąbrowski. Wtedy remont siedziby ministerstwa pochłonął blisko 2 miliony zł. Odnowiono elewacje i dwie neobarokowe bramy wjazdowe ujmujące kordegardę pośrodku dziedzińca.

Gdy okazało się, że część pieniędzy przeznaczonych na renowacje nie została wykorzystana, Waldemar Dąbrowski zdecydował o wprowadzeniu innowacji. Postanowi pokryć złotem płatkowym fragmenty krat bramy o misternym rysunku. Zabytek rozbłysnął wówczas szlachetnym metalem, niczym bramy pałaców Ludwika XVI w Wersalu czy Fryderyka II w Poczdamie.

Minister Dąbrowski miał szczodrą wyobraźnię. Trochę chciał być jak włoscy mecenasi epoki odrodzenia, trochę jak król Ludwik Słońce, a trochę jak nasz rodzimy Józef Potocki, który w 1886 r. kupił pałac przy Krakowskim Przedmieściu.

To ten ostatni w 1896 r. kazał zbudować nowe neobarokowe bramy oddzielające od ulicy dziedziniec pałacowy. Są znakomite architektonicznie, świetnie zharmonizowane z XVIII-wieczną kordegardą pałacową. Minister Dąbrowski zapewne poczuł się kontynuatorem Józefa Potockiego. Złotem wyeksponował widniejącą na bramie Pilawę - herb Potockich. Po remoncie elewacje pałacu i brama wyglądały naprawdę pięknie. Tak bardzo, że zaraz pojawili się zawistnicy. Politycy protestowali, a prasa wytykała ministrowi, że wydał na bramę pieniądze, które można było przeznaczyć na remont innych zabytków. Wydawało się, że nie mają racji. Brama puszczająca w słońcu złote zajączki zdobiła ulicę, wtedy jeszcze pełną dziur, przewrotnie nazywaną dziadowskim przedmieściem.

Jednak zawistnicy rację mieli. Konserwatorzy remontujący bramę spartaczyli robotę. Dziś jeden ze słupków bramy rozpada się w oczach. Złoto odpada. A na wyremontowanym Krakowskim Przedmieściu brama wygląda jak spróchniały ząb w uśmiechu modelki.

Przeczytaj także: Wspaniały świat, okropne Krakowskie



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy