Zobacz warszawską bitwę o handel z 1991 r.
24.07.2009
aktualizacja: 2009-07-24 00:05
Ta bitwa trwa wiecznie. Znaleźliśmy tekst i zdjęcia z 1991 r. 3 lutego burmistrz Śródmieścia Jan Rutkiewicz zarządził usunięcie wszystkich straganów, tzw. szczęk, z ul. Marszałkowskiej.
ZOBACZ TAKŻE
- Przyjazne Państwo proponuje: Utrata towaru i areszt dla nielegalnych handlarzy ulicznych (31-07-09, 08:37)
- Klapa targowisk jednego dnia (03-10-09, 09:00)
- Koniec handlu z budek w Śródmieściu (01-10-09, 09:00)
- Trwa miejska wojna o uliczny handel (19-08-09, 09:00)
- Dawna remiza na Pradze będzie zabytkiem (29-07-09, 09:00)
- "Gronkiewicz-Waltz zachowała się jak mężczyzna" (25-07-09, 12:00)
- Tajemniczy boss w różowym krawacie (24-07-09, 10:00)
- Chaos i upał: "Kadeci" odbierają towar z hali (24-07-09, 09:00)
Operacja była nie mniej brutalna niż w ostatni wtorek, a w dodatku przeprowadzono ją nocą. Nie mniej zdeterminowani byli też obrońcy handlu ulicznego - jak pisali: "najmłodszego dziecka polskiej demokracji".
Pracownicy Wojewódzkiej Dyrekcji Dróg Miejskich w Warszawie w sobotę po godz. 20 zaczęli pod ochroną policji usuwać stragany z ul. Marszałkowskiej, pod Domami Centrum. Walki uliczne trwały do 2 w nocy. Podczas starć z policją jedna osoba złamała rękę. Było też kilku poturbowanych. Mimo oporu kupców wywieziono wszystkie budki.
Zadyma rozpętała się już przy pierwszym blaszaku pod Sezamem. Aby umożliwić ludziom z Dyrekcji Dróg zabranie straganu, policjanci musieli wyciągnąć ze środka jego właścicieli i oddzielić miejsce zajścia kordonem od napierającego tłumu. Kupcy przerwali kordon. Uczepili się podnoszonej przez dźwig budki. Jej właściciel zawisł na jednej ze stalowych lin i wraz z budką spadł na ziemię. Do leżącego nieruchomo człowieka wezwano pogotowie. Zanim sanitariusze zanieśli go do karetki, uciekł z noszy.
Do godz. 16. handlowano normalnie. Wiszące na straganach plakaty nawoływały mieszkańców Śródmieścia do podpisywania deklaracji żądających utrzymania handlu ulicznego i dymisji burmistrza Rutkiewicza. Inne informowały, że likwidacja handlu na Marszałkowskiej to zabójstwo "najmłodszego dziecka polskiej demokracji". Straganiarce zrzeszeni w Stowarzyszeniu Kupców Ulicznych czekali na siły porządkowe z przypiętymi do kurtek identyfikatorami z imieniem, nazwiskiem i numerem zaświadczenia o prowadzeniu działalności gospodarczej.
Starcia kupców z policją towarzyszyły wywózce każdego straganu. Dla handlarzy była to walka o wszystko, gdyż obecny na Marszałkowskiej burmistrz Rutkiewicz zapowiedział, że nawet jeśli pozwoli na ponowne wprowadzenie handlu ulicznego w Śródmieściu, nie da zezwoleń tym, którzy nie usunęli stoisk w wyznaczonym przez miasto terminie. Burmistrz potwierdził też, że to on był inspiratorem likwidacji handlu na Marszałkowskiej, od sześciu miesięcy nalegając, by wojewoda warszawski doprowadził do przestrzegania prawa drogowego w centrum miasta.
Na składowisko przy ul. Powązkowskiej wywieziono ok. stu blaszaków. Pozostałe kupcy schowali na pasaż za DT Centrum lub wywieźli sami, widząc, że nie dadzą rady przeciwstawić się policji. Rano w niedzielę 3 marca na Marszałkowskiej od ul. Królewskiej do Al. Jerozolimskich nie było już ani jednej budki. Porządkowanie ulicy w kierunku pl. Unii Lubelskiej ma być kontynuowane w poniedziałek, o ile kupcy sami nie usuną straganów.
Dokonana w sobotę operacja stanowi z prawnego punktu widzenia zabór mienia - powiedział "Gazecie" Paweł Domarecki, rzecznik Stowarzyszenia Kupców Handlu Ulicznego - ponieważ osoby, którym zabrano kioski, nie otrzymały od władz administracyjnych żadnego pokwitowania, kto na jakiej podstawie i dokąd wywozi kioski. Dyskwalifikuje to - zdaniem rzecznika - służby miejskie i urzędników, którzy te działania firmowali i przeprowadzali.
Pracownicy Wojewódzkiej Dyrekcji Dróg Miejskich w Warszawie w sobotę po godz. 20 zaczęli pod ochroną policji usuwać stragany z ul. Marszałkowskiej, pod Domami Centrum. Walki uliczne trwały do 2 w nocy. Podczas starć z policją jedna osoba złamała rękę. Było też kilku poturbowanych. Mimo oporu kupców wywieziono wszystkie budki.
Zadyma rozpętała się już przy pierwszym blaszaku pod Sezamem. Aby umożliwić ludziom z Dyrekcji Dróg zabranie straganu, policjanci musieli wyciągnąć ze środka jego właścicieli i oddzielić miejsce zajścia kordonem od napierającego tłumu. Kupcy przerwali kordon. Uczepili się podnoszonej przez dźwig budki. Jej właściciel zawisł na jednej ze stalowych lin i wraz z budką spadł na ziemię. Do leżącego nieruchomo człowieka wezwano pogotowie. Zanim sanitariusze zanieśli go do karetki, uciekł z noszy.
Do godz. 16. handlowano normalnie. Wiszące na straganach plakaty nawoływały mieszkańców Śródmieścia do podpisywania deklaracji żądających utrzymania handlu ulicznego i dymisji burmistrza Rutkiewicza. Inne informowały, że likwidacja handlu na Marszałkowskiej to zabójstwo "najmłodszego dziecka polskiej demokracji". Straganiarce zrzeszeni w Stowarzyszeniu Kupców Ulicznych czekali na siły porządkowe z przypiętymi do kurtek identyfikatorami z imieniem, nazwiskiem i numerem zaświadczenia o prowadzeniu działalności gospodarczej.
Starcia kupców z policją towarzyszyły wywózce każdego straganu. Dla handlarzy była to walka o wszystko, gdyż obecny na Marszałkowskiej burmistrz Rutkiewicz zapowiedział, że nawet jeśli pozwoli na ponowne wprowadzenie handlu ulicznego w Śródmieściu, nie da zezwoleń tym, którzy nie usunęli stoisk w wyznaczonym przez miasto terminie. Burmistrz potwierdził też, że to on był inspiratorem likwidacji handlu na Marszałkowskiej, od sześciu miesięcy nalegając, by wojewoda warszawski doprowadził do przestrzegania prawa drogowego w centrum miasta.
Na składowisko przy ul. Powązkowskiej wywieziono ok. stu blaszaków. Pozostałe kupcy schowali na pasaż za DT Centrum lub wywieźli sami, widząc, że nie dadzą rady przeciwstawić się policji. Rano w niedzielę 3 marca na Marszałkowskiej od ul. Królewskiej do Al. Jerozolimskich nie było już ani jednej budki. Porządkowanie ulicy w kierunku pl. Unii Lubelskiej ma być kontynuowane w poniedziałek, o ile kupcy sami nie usuną straganów.
Dokonana w sobotę operacja stanowi z prawnego punktu widzenia zabór mienia - powiedział "Gazecie" Paweł Domarecki, rzecznik Stowarzyszenia Kupców Handlu Ulicznego - ponieważ osoby, którym zabrano kioski, nie otrzymały od władz administracyjnych żadnego pokwitowania, kto na jakiej podstawie i dokąd wywozi kioski. Dyskwalifikuje to - zdaniem rzecznika - służby miejskie i urzędników, którzy te działania firmowali i przeprowadzali.
Przeczytaj także: Posłanka broni kupców. Co ukryła i kogo oskarża
-
Zanim sanitariusze zanieśli go do karetki, uciekł
ronin-teraz-zarejestrowany
24.07.09, 10:25
z noszy. hahahahaha. To twardziel, a teraz płaczą że im słońce świeci.»
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Jak jeździć w czasie Euro? Szczegóły zmian w ruchu
- Auto za ponad milion rozbite w kolizji na Mokotowie
- Zamkną oddział ginekologiczny. Co zrobi 500 pacjentek?
- Zalegasz z czynszem? Trzy miesiące i pozew o eksmisję
- Czwartek na ulicach Warszawy [NA ŻYWO]
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]







