Przywracają świetność kościołowi na Piwnej

Tomasz Urzykowski
25.07.2009 aktualizacja: 2009-07-24 22:35
A A A Drukuj
Roman Stańczak formuje glinę na modle figury św. Augustyna Fot. GraNyna Jaworska / AG
Przy kościele św. Marcina na Starym Mieście pracują rzeźbiarze. Z prętów i gliny odtwarzają zniszczone podczas wojny figury z fasady. To największa od pół wieku rekonstrukcja rzeźb w warszawskich świątyniach.
Niedawno pisaliśmy o remoncie fasady kościoła Wizytek przy Krakowskim Przedmieściu. Nazwaliśmy go: "najważniejszym przedsięwzięciem konserwatorskim w Warszawie". Po ukazaniu się artykułu zadzwonił do nas Konrad Grabowski, szef firmy Renova, specjalizującej się w renowacji zabytkowych budynków. - A o kościele św. Marcina przy Piwnej to zapomnieliście? - spytał z wyrzutem.

Renova już trzeci rok restauruje elewacje świątyni i przylegającego do niej dawnego klasztoru Augustianów należącego do sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża. Kościół św. Marcina należy do najstarszych w stolicy. Ufundowany w połowie XIV w. przez księcia Ziemowita Mazowieckiego z początku był budowlą gotycką. Po pożarach i przebudowach w XVII i XVIII w. uzyskał formę późnobarokową. Podczas ostatniej wojny kościół i klasztor uległy niemal całkowitemu zniszczeniu. Odbudowano je w latach 50., nie odtwarzając jednak wystroju wnętrza i fasady świątyni. - Zrezygnowano z posągów świętych w niszach fasady i herbu zakonu augustianów nad głównym wejściem do kościoła - mówi Konrad Grabowski.

Obecny remont jest okazją, aby to nadrobić. Od 2007 r. konserwatorzy odrestaurowali większość elewacji klasztoru i kościoła. W tej chwili pracują przy fasadzie i północnej ścianie świątyni. Poszarzałe do niedawna budynki nabrały intensywnej ciemnożółtej barwy. Kolor nowych tynków wzorowany jest barwie starych zapraw odkrytych na jednej z kolumn fasady. - Uznaliśmy, że trzeba jeszcze zrekonstruować rzeźby z fasady kościoła. W tej chwili pozbawiona jest tego całego teatru, który wnosiły posągi świętych. Bez rzeźb tej fasady dziś się "nie czyta" - twierdzi Konrad Grabowski.

Konserwatorzy odnaleźli rzeźby na kilku archiwalnych zdjęciach. Były to mierzące ponad 2 metry posągi świętych bliskich zakonowi augustianów. W dolnych niszach fasady stały figury św. Augustyna i św. Stanisława Biskupa ze wskrzeszonym Piotrowinem u stóp. W latach 60. XVIII w. wyszły spod dłuta mistrza barokowej rzeźby Jana Jerzego Plerscha. Górne nisze zajmowały zapewne wizerunki św. Augustyna z Novello i Izajasza Bonera.

Rekonstrukcja posągów zaczęła się od wykonania w komputerze ich wirtualnych modeli na podstawie przedwojennych zdjęć. Podjął się tego Klaudiusz Wesołowski, student ostatniego roku konserwacji warszawskiej ASP. Potem do pracy przystąpili rzeźbiarze. W zaaranżowanej na tyłach klasztoru tymczasowej pracowni tworzą z prętów i gliny modele realne w stali 1:1. Trzech odtwarza posągi, czwarty płaskorzeźbę z herbem Augustianów (płonące serce przebite strzałą na tle chmur i promieni słonecznych), która wróci nad wejście do kościoła.

- Trudne zadanie. Te rzeźby są niezwykle dynamiczne, w teatralnych pozach - mówi Roman Stańczak, który rekonstruuje św. Augustyna.

Rzeźby odlane zostaną ze sztucznego kamienia. Mają być gotowe do 30 listopada, kiedy zakończy się remont elewacji, wspierany finansowo przez miasto. Z tym, że na odtworzenie posągów i herbu siostry franciszkanki same zdobyły pieniądze.

Konserwatorzy remontujący kościół już myślą o następnych rekonstrukcjach. Chcieliby odtworzyć zniszczone podczas wojny barokowe elementy z wnętrza świątyni. Jednak propozycja ta może wywołać kontrowersje. Powojenna aranżacja wnętrza - zaprojektowana przez siostrę Almę Skrzydlewską - jest podręcznikowym dziełem nowoczesnej sztuki sakralnej w zabytkowym obiekcie. - To znakomity wystrój - ocenia stołeczna konserwator zabytków Ewa Nekanda-Trepka, z rezerwą odnosząc się do pomysłu zmian.

Przeczytaj także: Pomnik to za mało. Chcą też krzyży i kaplicy



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy