"Gronkiewicz-Waltz zachowała się jak mężczyzna"
25.07.2009
aktualizacja: 2009-07-24 22:33
- Likwidowanie tymczasowego handlu wymaga odwagi i konsekwencji. Nikt w stołecznym samorządzie przez lata nie potrafił się tymi cechami wykazać, jak mężczyzna zachowała się dopiero Hanna Gronkiewicz-Waltz - mówi Jan Rutkiewicz, były burmistrz Śródmieścia, który doprowadził do usunięcia nielegalnych straganów z ul. Marszałkowskiej w 1991 r.
ZOBACZ TAKŻE
- KDT - trzeba było to zrobić (23-07-09, 09:00)
- Dokąd pójdą ludzie z KDT? Mają dużo ofert (25-07-09, 09:00)
- Zobacz warszawską bitwę o handel z 1991 r. (24-07-09, 10:00)
- Komornicy o KDT: Policję prosiliśmy o pomoc, nie asystę. Było pismo (22-07-09, 08:23)
- Kupcy z KDT zaczynają odbierać swoje towary (23-07-09, 08:33)
Michał Wojtczuk: - W piątkowej "Gazecie" zdjęcia sprzed 18 lat z likwidacji straganów przy Marszałkowskiej. Akcja żywo przypominała niedawne zamykanie hali KDT na pl. Defilad. Skąd się w ogóle wzięły te tzw. szczęki w centrum miasta?
Jan Rutkiewicz, burmistrz gminy Warszawa Śródmieście w latach 1990-94: Drobny handel eksplodował zaraz po przełomie 1989 r. Szczęki najpierw pojawiły się wzdłuż ul. Marszałkowskiej na odcinku od pl. Konstytucji do Królewskiej. Więcej było ich pod Domami Towarowymi Centrum niż na placu Defilad, bo handlarze ustawiali je tam, gdzie chodziło więcej ludzi. To był handel dużo bardziej dziki. Pamiętam, jak kroczyłem z moim zastępcą między kupcami, oni zastępowali nam drogę i wygrażali, co też nam zrobią. Mówiliśmy, że nie pomogą krzyki, a decyzja o eksmisji jest nieodwołalna. Ale i tak były wściekłe awantury. Gdy w lutym 1991 r. szczęki były wywożone, próbowali się ich czepiać, były oskarżenia, że zginęły towary. Przychodzili potem na sesje, musiałem wzywać policję.
A jak to było z likwidowaniem targowiska na pl. Defilad?
- Muszę się przyznać, że trochę zawiniłem i dopuściłem, by pojawiły się tam blaszane hale targowe, w tym ta MarcPolu. A to było: bazar na pl. Defilad się rozrastał. W szczytowym okresie stało tam nawet dwa tysiące budek. Jeden z radnych skarżył się, że kiedy przechodził pomiędzy straganami, ktoś zachęcał go do kupna kałasznikowa. Policja narzekała, że nie może opanować tłumu, który się tam kręci. Na dodatek handlarze nie płacili za stoiska. Kiedy inkasent przychodził po kilkumiesięczne zaległości, okazywało się, że w tym miejscu handluje już ktoś inny. Chciałem to targowisko zmniejszyć, zawarłem porozumienie z ówczesnym prezydentem miasta Stanisławem Wyganowskim i wojewodą Bohdanem Jastrzębskim, ale w ostatniej chwili wycofali się.
Dlaczego?
- Przestraszyli się, że będzie wielka awantura. Aby usunąć część handlarzy, rozpisałem konkurs na prowizoryczne hale targowe. Nie miałem innego wyboru, bo tylko planowana inwestycja mogła ich przegonić. Teraz też jako argumentu używa się planowanej budowy łącznika między liniami metra i Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Hale miały stanąć w trzy miesiące, wynieść się po trzech latach. Było już po międzynarodowym konkursie architektonicznym na pl. Defilad. Myśleliśmy, że trzy lata wystarczą, by przygotować zabudowę. Potem ja odszedłem z urzędu, a hale zostały.
Czy podczas usuwania szczęk pod halą też były protesty?
- Nie tak gwałtowne jak teraz. Pamiętam, że Stefan Kisielewski oskarżył mnie wtedy, że wyganiając handlarzy, niszczę zaczątki polskiego kapitalizmu. Było mi przykro, ale wybierając między rozwojem kapitalizmu a bezpieczeństwem, trzeba zdecydować się na to drugie.
Jak ocenia pan akcję zamknięcia hali KDT?
- Znam ją tylko z relacji telewizyjnych, więc nie potrafię stwierdzić, czy była przygotowana dobrze. Ale pochwalam, że blaszak zniknie. Nie głosowałem na Hannę Gronkiewicz-Waltz, ale ona jedna spośród wszystkich prezydentów Warszawy zachowała się jak mężczyzna. Im dłużej kupcy tkwili w tym miejscu, tym bardziej byli przekonani, że mają tę działkę na własność. Ceną za istnienie tej hali jest to, że do dziś nie mamy w tym miejscu centrum, plac nie został włączony do miasta i od lat jest dzikim jarmarcznym przedmieściem.
Co powinno się teraz stać na pl. Defilad?
- Nie podoba mi się obecny plan zagospodarowania. Uważam, że ma skalę prowincjonalnego miasteczka. To miejsce na gęstą wysoką zabudowę. Samorząd powinien zbudować wielkie podziemne miasto - zbiorcze kanały na kable elektryczne, telekomunikacyjne, wodociągi, kanalizację, parkingi, a potem pobierać opłaty od inwestorów, którzy do tej infrastruktury by się podłączali. Zaś jedynym podziemnym parkingiem, jaki zaplanowano, jest ten pod placem, który ma powstać w miejscu zajmowanym częściowo przez KDT.
Ratusz zapowiedział, że będzie budowany w trybie partnerstwa publiczno-prywatnego. Ale nie wybrał nawet doradców, którzy skonstruują ramy prawne przedsięwzięcia.
- Zaczynam się martwić, że nie dożyję powstania nowego centrum miasta na placu Defilad.
Jan Rutkiewicz, burmistrz gminy Warszawa Śródmieście w latach 1990-94: Drobny handel eksplodował zaraz po przełomie 1989 r. Szczęki najpierw pojawiły się wzdłuż ul. Marszałkowskiej na odcinku od pl. Konstytucji do Królewskiej. Więcej było ich pod Domami Towarowymi Centrum niż na placu Defilad, bo handlarze ustawiali je tam, gdzie chodziło więcej ludzi. To był handel dużo bardziej dziki. Pamiętam, jak kroczyłem z moim zastępcą między kupcami, oni zastępowali nam drogę i wygrażali, co też nam zrobią. Mówiliśmy, że nie pomogą krzyki, a decyzja o eksmisji jest nieodwołalna. Ale i tak były wściekłe awantury. Gdy w lutym 1991 r. szczęki były wywożone, próbowali się ich czepiać, były oskarżenia, że zginęły towary. Przychodzili potem na sesje, musiałem wzywać policję.
A jak to było z likwidowaniem targowiska na pl. Defilad?
- Muszę się przyznać, że trochę zawiniłem i dopuściłem, by pojawiły się tam blaszane hale targowe, w tym ta MarcPolu. A to było: bazar na pl. Defilad się rozrastał. W szczytowym okresie stało tam nawet dwa tysiące budek. Jeden z radnych skarżył się, że kiedy przechodził pomiędzy straganami, ktoś zachęcał go do kupna kałasznikowa. Policja narzekała, że nie może opanować tłumu, który się tam kręci. Na dodatek handlarze nie płacili za stoiska. Kiedy inkasent przychodził po kilkumiesięczne zaległości, okazywało się, że w tym miejscu handluje już ktoś inny. Chciałem to targowisko zmniejszyć, zawarłem porozumienie z ówczesnym prezydentem miasta Stanisławem Wyganowskim i wojewodą Bohdanem Jastrzębskim, ale w ostatniej chwili wycofali się.
Dlaczego?
- Przestraszyli się, że będzie wielka awantura. Aby usunąć część handlarzy, rozpisałem konkurs na prowizoryczne hale targowe. Nie miałem innego wyboru, bo tylko planowana inwestycja mogła ich przegonić. Teraz też jako argumentu używa się planowanej budowy łącznika między liniami metra i Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Hale miały stanąć w trzy miesiące, wynieść się po trzech latach. Było już po międzynarodowym konkursie architektonicznym na pl. Defilad. Myśleliśmy, że trzy lata wystarczą, by przygotować zabudowę. Potem ja odszedłem z urzędu, a hale zostały.
Czy podczas usuwania szczęk pod halą też były protesty?
- Nie tak gwałtowne jak teraz. Pamiętam, że Stefan Kisielewski oskarżył mnie wtedy, że wyganiając handlarzy, niszczę zaczątki polskiego kapitalizmu. Było mi przykro, ale wybierając między rozwojem kapitalizmu a bezpieczeństwem, trzeba zdecydować się na to drugie.
Jak ocenia pan akcję zamknięcia hali KDT?
- Znam ją tylko z relacji telewizyjnych, więc nie potrafię stwierdzić, czy była przygotowana dobrze. Ale pochwalam, że blaszak zniknie. Nie głosowałem na Hannę Gronkiewicz-Waltz, ale ona jedna spośród wszystkich prezydentów Warszawy zachowała się jak mężczyzna. Im dłużej kupcy tkwili w tym miejscu, tym bardziej byli przekonani, że mają tę działkę na własność. Ceną za istnienie tej hali jest to, że do dziś nie mamy w tym miejscu centrum, plac nie został włączony do miasta i od lat jest dzikim jarmarcznym przedmieściem.
Co powinno się teraz stać na pl. Defilad?
- Nie podoba mi się obecny plan zagospodarowania. Uważam, że ma skalę prowincjonalnego miasteczka. To miejsce na gęstą wysoką zabudowę. Samorząd powinien zbudować wielkie podziemne miasto - zbiorcze kanały na kable elektryczne, telekomunikacyjne, wodociągi, kanalizację, parkingi, a potem pobierać opłaty od inwestorów, którzy do tej infrastruktury by się podłączali. Zaś jedynym podziemnym parkingiem, jaki zaplanowano, jest ten pod placem, który ma powstać w miejscu zajmowanym częściowo przez KDT.
Ratusz zapowiedział, że będzie budowany w trybie partnerstwa publiczno-prywatnego. Ale nie wybrał nawet doradców, którzy skonstruują ramy prawne przedsięwzięcia.
- Zaczynam się martwić, że nie dożyję powstania nowego centrum miasta na placu Defilad.
Przeczytaj także: KDT - trzeba było to zrobić
-
really jak drwal wyrabujacy park Swietokrzyski
borow4
25.07.09, 12:39
do tego trzeba sily. do pomocy ma znanego ptaka KOssa»
-
"Gronkiewicz-Waltz zachowała się jak mężczyzna"
bomamcoco
25.07.09, 15:24
Należy niezwłocznie upamiętnić dzień usunięcia handlarzy z KDT,np,poprzez nazwaniem go dniem imienia papieża Jana PawłaII-tak jak Mostu Północnego.Należy też,jak najszybciej przywołac do »
-
Re: "Gronkiewicz-Waltz zachowała się jak mężczyzn
ogabignac
26.07.09, 08:44
niech żyje Prezydent Warszawy Pani Hanna Gronkiewicz-Waltz!Dzięki pani konsekwencji znikł ten wrzód na ciele miasta.»
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Słynna praska ruina do rozbiórki. Będą apartamenty
- Warszawa 40 lat temu. Niby taka sama, ale... [zdjęcia]
- Ile kosztują przenosiny NFZ? Tajne. "Bo będzie afera"
- Dzień na Żywo - poniedziałek [13.02.2012]
- Ktoś morduje koty na Bemowie. Dlaczego?
- Most skurczył się na mrozie. Pociągi jeżdżą wolniej
- Stadion Legii nie ma nazwy? Teraz będzie się nazywał...
- "Tu kupisz papierosy, które szkodzą zdrowiu"
- Drewniane perły architektury - zobacz je, zanim spłoną
- Ryanair o lotnisku Chopina: "Shocking!" Wszystko źle
- Nowe tanie loty z Modlina. Osiem kierunków od 99 zł
- Deweloper: "oaza luksusu". Mieszkańcy idą do sądu
- Warszawa 40 lat temu. Niby taka sama, ale... [zdjęcia]
- Walentynki w Warszawie: Jak spędzić Dzień Zakochanych?





