Warszawa zagospodarowana dopiero ok. 2050 r.?

Michał Wojtczuk
29.07.2009 aktualizacja: 2009-07-28 17:49
A A A Drukuj
Pikieta na Radzie Warszawy popierająca plan zagospodarowania Pola Mokotowskiego Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Przy obecnym tempie sporządzania planów zagospodarowania Warszawa zostanie nimi pokryta w całości ok. 2050 r. Powstają tak powoli, że zamiast je uchwalać, trzeba wszystko wyrzucić do kosza i zacząć planowanie od początku.
Warszawa nie do zaplanowania



Plany zagospodarowania powstają tak powoli, że gdy w końcu przychodzi do ich uchwalania, są nieaktualne. Przy obecnym tempie Warszawa będzie nimi pokryta w całości ok. 2050 r.

Określają, co, gdzie i jak wysoko można zbudować. Ustalają jasne reguły gry dla deweloperów. Mieszkańcom dają gwarancję, że któregoś poranka nie zaskoczy ich np. płot stawiany w środku parku, tak jak wiosną stało się na Polu Mokotowskim.

- Jeśli plan nie istnieje, deweloperzy chcą zabudowywać każdy skrawek ziemi. Żeby mieć kontrolę nad tym, co powstaje w naszej dzielnicy, potrzebujemy pilnie jak najwięcej planów - mówi Bernadetta Włoch-Nagórny, rzeczniczka Białołęki.

Dzielnica bez szkoły

"Planami jest pokryte jedynie 13 proc. powierzchni stolicy. Tam, gdzie rządzą ludzie Platformy - we Wrocławiu czy w Gdańsku - ten odsetek sięga 30-40 proc. Jeżeli zostanę prezydentem Warszawy, wyrównam te opóźnienia" - obiecywała trzy lata temu Hanna Gronkiewicz-Waltz podczas samorządowej kampanii wyborczej.

Nie wygląda na to, żeby udało się jej dotrzymać słowa. Dziś w Warszawie mamy ok. 150 planów zagospodarowania, które pokrywają nieco ponad 20 proc. obszaru miasta. W trakcie opracowywania są plany dla kolejnych 30 proc. W 2008 r. objęto nimi nieco ponad 2 proc. powierzchni. W tym tempie cała Warszawa zostanie pokryta planami za 40 lat! Słabą pociechą jest, że za rządów PiS plany powstawały jeszcze wolniej.

Mimo deklaracji pani prezydent planowanie przestrzenne nie stało się priorytetem jej administracji. Gotowy projekt planu zagospodarowania Pola Mokotowskiego przeleżał w szufladzie prawie rok. Z administracyjnego czyśćca wyjęto go dopiero wtedy, gdy biznesmen Marek Czeredys próbował ogrodzić należący do niego czterohektarowy fragment parku. To zbulwersowało warszawiaków. Plan przegłosowany w końcu w czerwcu pod olbrzymim naciskiem opinii publicznej zniweczył projekty irlandzkiej firmy Global Partners, która u zbiegu ul. Wawelskiej z al. Żwirki i Wigury chciała budować biurowce i apartamentowce.

Żadnych parków nie ma, niestety, na Żoliborzu Przemysłowym. Płoty, które postawili tam deweloperzy, nikogo nie oburzają. Dlatego ratusz nie widzi powodu, żeby przyspieszyć prace nad planem zagospodarowania tego terenu, które toczą się od 2004 r. Dziesięć miesięcy temu zmarł autor projektu prof. Andrzej Kiciński, ale urzędnicy wciąż nie rozwiązali kontraktu z jego spadkobiercami, nie powierzyli też planowania innej pracowni. Tym samym miasto wyrzeka się możliwości utworzenia na 66-hektarowym terenie funkcjonalnej tkanki miejskiej i ceduje planowanie przestrzenne na deweloperów. Na szczęście mamy kryzys i firmy nie spieszą się z budowaniem dzielnicy dla ponad 20 tys. mieszkańców bez ani jednej szkoły czy przedszkola - bo tak będzie wyglądać ten rejon bez planu zagospodarowania.

Boją się wykupów

Jedną z głównych przyczyn oporu przed uchwalaniem planów jest to, że nakładają na miasto obowiązek ponoszenia konkretnych nakładów. Według szacunków Marka Mikosa, dyrektora miejskiego biura architektury, do 2019 r. trzeba będzie wydać 4-5 mld zł na wykup gruntów przeznaczonych na cele publiczne (np. ulice) w planach, które zostaną uchwalone w ciągu najbliższych trzech-czterech lat. Co najmniej drugie tyle powinno się zainwestować m.in. w kanalizację czy budowę placówek oświatowych.

Ratusz uchyla się od tych obowiązków, jak tylko może. Miesiącami i latami toczy jałowe rozmowy z właścicielami gruntów potrzebnych pod budowę ulic na Polach Wilanowskich. Firma JW Construction, która zażądała odkupienia gruntu potrzebnego pod miejską ul. Meriana Coopera na Bemowie, usłyszała od wiceprezydenta Andrzeja Jakubiaka: - Warszawa ma wiele potrzeb i mało pieniędzy. Dlaczego mamy je wkładać akurat w tę ulicę? - pytał niedawno na łamach "Gazety".

Projekt za projektem

Rządy prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz nie ukróciły też schizofrenii panującej w miejskim biurze planowania. Ci sami urzędnicy, którzy pilotują prace nad planem zagospodarowania rejonu ul. Nowoursynowskiej (przewiduje przedłużenie ul. Ciszewskiego), wydają pozwolenia na budowę domów w pasie potrzebnym na jej jezdnię.

W zeszłym roku ratusz wydał pozwolenie na budowę dwóch stumetrowych wieżowców na działce firmy Impexmetal przy ul. Prostej na Woli. To decyzja sprzeczna z projektem planu zagospodarowania tego rejonu, który powstaje od dziesięciu lat, a od czterech jest gotowy. Jego wejście w życie sparaliżowały skargi rozpatrywane przez sąd administracyjny. W tym czasie w okolicy powstało już tyle budynków, że dziś już tego planu raczej nie da się uchwalić. Dyrektor Mikos przyznaje, że prawdopodobnie trzeba będzie zacząć opracowywać nowy.

To nie wyjątek. Trwają właśnie korekty ponad 20 opracowań obejmujących łącznie 2 proc. powierzchni miasta. Najbardziej znanym przykładem jest plan pl. Defilad. To także najbardziej wymowny przykład na to, że brak ciągłości w polityce przestrzennej miasta owocuje ciągnącą się w nieskończoność prowizorką.

Przeczytaj także: Centralny - najpierw lifting, potem nowy dworzec



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy