Stanisław Podemski wspomina Powstanie
29.07.2009
aktualizacja: 2009-07-28 20:14
Wracał po rozdaniu wszystkich listów - im bliżej domu, tym wolniej. Minęło kilka godzin, czy jest do czego wracać. Znany publicysta sądowy Stanisław Podemski wspomina swoją służbę listonosza harcerskiej poczty w Powstaniu Warszawskim
ZOBACZ TAKŻE
- "To był skuteczny i energiczny prezydent miasta" (31-07-09, 10:20)
- Zbiorą dane zamordowanych podczas II wojny (31-07-09, 05:00)
- Ciechanowski: Powstanie nie powinno było wybuchnąć (31-07-09, 12:00)
- Kiedy życie się liczy na dni (31-07-09, 08:27)
- Żoliborz wydaje książkę na rocznicę Powstania (30-07-09, 07:00)
- Rocznica Powstania będzie świętem państwowym? (29-07-09, 15:02)
- Książka sprzedawana z powstańczą opaską (27-07-09, 04:00)
- Kościoły i syreny gotowe na powstańczą rocznicę (25-07-09, 10:00)
- "Powstanie Warszawskie było klęską i błędem" (23-07-09, 17:22)
SERWISY
Rano stawiam się w siedzibie poczty polowej na Wilczej. W drużynie Leszka Białego jest nas kilkunastu. Na komendę stajemy na baczność i odliczamy. Odbieramy listy przypadające na nasz okręg. Listów jest dużo. Są w kopertach, na pocztówkach, ale nie brak i zwiniętych kartek z nabazgranym adresem. Są poplamione, pogięte. Jeden ma rudą plamę krwi. Wychodzimy na ulicę. Nie mamy mundurów, tylko biało-czerwone opaski i niekiedy furażerkę z orłem wskazujące, że jesteśmy w służbie powstańczej. Mamy do doręczenia każdy po kilkanaście przesyłek pod różnym adresem. Ja od Hożej do Koszykowej. Poruszamy się, wykorzystując ochronę barykad przecinających ulice Warszawy. Korzystać muszę także z podkopów - ciasnych, niskich, w których co jakiś czas obijam sobie głowę o rury. Obsypujący się piasek spada mi na głowę i - co gorsza - na oczy. Przeciskam się także przez zapchane ludźmi i dobytkiem piwnice, ten podziemny szlak miasta. Tu obezwładnia mnie zapach niemytych ciał, pichconych posiłków, skrwawionych bandaży. Po kwadransie tej wędrówki wpadam na zalane słońcem podwórze. Dyżurny, który mnie wypuszcza z domu stanowiącego koniec mojej ochrony, ostrzega, że następne podwórza są pod stałym obstrzałem z granatnika. Jego niewielkie pociski w kształcie bombki ze skrzydełkami rozrywają się na niezliczone, rażące boleśnie odłamki. Sadzę więc jak zając przez odkrytą przestrzeń i i szukam ochrony w metalowym pojemniku na śmieci. Przeczekuję tu najgorsze chwile i słyszę tylko dzwonienie odłamków po jego solidnych ścianach. Po paru minutach jestem w sąsiednim domu cały i bezpieczny. Pachnę tylko gorzej niż warszawskie piwnice. Schronienie zawierało brudne bandaże, obierzyny i kuchenne zlewki. Mój trud zostaje już wkrótce nagrodzony. Adresatka otwiera złożone karteczki, ręka jej drży, ale po chwili jest już promienna, odmieniona, radosna. - Mój syn żyje, walczy, zapowiada nasze zwycięstwo - mówi i ociera łzy. Dlaczego? Wtedy tego nie rozumiem. Wciska mi paczkę herbatników. Przyjmuję. Jestem ciągle głodny, choć zjadam nieraz po trzy obiady: w domu, w kuchni wojskowej na Hożej i w Ymce na Kruczej.
Po moim dzwonku do drzwi staje w nich kobieta w kąpielowym płaszczu, na głowie turban z ręcznika, na twarzy nieroztarty krem. Z mieszkania bije smakowity zapach. Co to może być? Kobieta wyrywa mi list z ręki, otwiera go, prawie przedziera. Blednie, słania się, siada na brzegu stojącej w korytarzu kanapy. Jedną ręką zasłania oczy, drugą odprawia mnie i zamyka drzwi. Rozumiem ją. Przyniosłem pewnie wiadomości o śmierci najbliższej osoby. To nie pierwsze moje doświadczenie. Krzyk albo wybuch płaczu, radość albo wesele, nierzadko poczęstunek dla listonosza. Siadanie przy nakrytym pospiesznie stole, opowieść o tym najbliższym, który żyje, pisze, wróci, wróci, kiedy skończy się to wszystko. Za trzecimi drzwiami szaleje zamknięty pies. Drapie, wyje, skomli. Jak długo czeka na swego pana i czy doczeka się?
Listy skończyły się, zaczął powrót do domu, pełen niebezpieczeństw i zaskoczeń. Teraz biegnę jeszcze szybciej, mijam barykady, znikam w podkopach i piwnicach, przeczekuję w bezpiecznych bramach nowe niebezpieczeństwa, ale im bliżej mego domu na Żurawiej, tym bardziej zwalniam. Czy ta nasza stara, krucha kamienica jeszcze stoi? Czy mama jeszcze żyje? Od mego wyjścia z domu minęły godziny. Czy mam do czego wracać? Widzę nareszcie, że przez czas mego biegania nic się tu nie zmieniło, choć bombardowania i ostrzeliwanie artyleryjskie ciągle trwają. Mam szczęście. Kolega po powrocie do domu ze służby nie zastał ani domu, ani rodziców. jego mieszkanie na piątym piętrze było przecięte jak nożem, wnętrze kuchni i łazienki widoczne jak na dłoni. Biurko, przy którym odrabiał lekcje, było nietknięte, zawieszone w powietrzu na resztkach podłogi.
Po moim dzwonku do drzwi staje w nich kobieta w kąpielowym płaszczu, na głowie turban z ręcznika, na twarzy nieroztarty krem. Z mieszkania bije smakowity zapach. Co to może być? Kobieta wyrywa mi list z ręki, otwiera go, prawie przedziera. Blednie, słania się, siada na brzegu stojącej w korytarzu kanapy. Jedną ręką zasłania oczy, drugą odprawia mnie i zamyka drzwi. Rozumiem ją. Przyniosłem pewnie wiadomości o śmierci najbliższej osoby. To nie pierwsze moje doświadczenie. Krzyk albo wybuch płaczu, radość albo wesele, nierzadko poczęstunek dla listonosza. Siadanie przy nakrytym pospiesznie stole, opowieść o tym najbliższym, który żyje, pisze, wróci, wróci, kiedy skończy się to wszystko. Za trzecimi drzwiami szaleje zamknięty pies. Drapie, wyje, skomli. Jak długo czeka na swego pana i czy doczeka się?
Listy skończyły się, zaczął powrót do domu, pełen niebezpieczeństw i zaskoczeń. Teraz biegnę jeszcze szybciej, mijam barykady, znikam w podkopach i piwnicach, przeczekuję w bezpiecznych bramach nowe niebezpieczeństwa, ale im bliżej mego domu na Żurawiej, tym bardziej zwalniam. Czy ta nasza stara, krucha kamienica jeszcze stoi? Czy mama jeszcze żyje? Od mego wyjścia z domu minęły godziny. Czy mam do czego wracać? Widzę nareszcie, że przez czas mego biegania nic się tu nie zmieniło, choć bombardowania i ostrzeliwanie artyleryjskie ciągle trwają. Mam szczęście. Kolega po powrocie do domu ze służby nie zastał ani domu, ani rodziców. jego mieszkanie na piątym piętrze było przecięte jak nożem, wnętrze kuchni i łazienki widoczne jak na dłoni. Biurko, przy którym odrabiał lekcje, było nietknięte, zawieszone w powietrzu na resztkach podłogi.
Przeczytaj także: 65. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Warsaw Music Week. Wieczór z hip hopem od Prosto
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]




