W poszukiwaniu zaginionych syren

Dominika Olszewska
30.07.2009 aktualizacja: 2009-07-29 18:58
A A A Drukuj
Konserwator Marcin Rulski sprawdza syrenę na dachu kamienicy przy Mokotowskiej 71 w Warszawie Fot. Jacek Lagowski / AG
- Jesteśmy gotowi na Godzinę W. Naprawiliśmy syreny, tym razem będzie je słychać w całym mieście - zapewniał nas podczas wczorajszego obchodu Paweł Witkowski, wiceszef wojewódzkiego biura bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego
SERWISY
Od kilku tygodni każdego dnia łącznościowiec i energetyk sprawdzają system miejskich syren. Jedna z nich mieści się na dachu kamienicy przy ul. Mokotowskiej 71, nieopodal pl. Trzech Krzyży. Razem z ekipą konserwatorów wjeżdżamy na ostatnie piętro budynku. Chcemy wejść na dach, ale na kracie okna wisi kłódka. Piotr Kaniuka, szef ekipy, nie poddaje się: - Musimy się do niej dostać!

Dozorczyni ma wątpliwości: - A czy to koniecznie? Tam jest strasznie wysoko. Ja tam nie wejdę. Mogę tylko otworzyć.

Po chwili pojawia się z kluczem i otwiera kłódkę. Wdrapujemy się na dach. Na najwyższym punkcie stoi czarna syrena, obok antena, która odbiera sygnał z centrali. - Oto nasze cacko! - pokazuje z dumą syrenę Marcin Rulski, konserwator.

Podchodzi do niej, dłubie śrubokrętem, porusza wirnikiem, dzięki któremu syrena wydaje dźwięki. - Wszystko działa. Będzie ją słychać nawet w promieniu pięciu kilometrów - kwituje.

Schodzimy na dół. I zaczynają się problemy. Szukamy dwóch skrzynek: urządzenia sterującego, które odbiera sygnał radiowy z centrali, oraz włączającego - w odpowiednim momencie uruchamia alarm. Pierwsze znajdujemy od razu. - Napięcie jest - wydaje werdykt Marcin Rulski.

Rozglądamy się za urządzeniem włączającym, ale po nim ani śladu. Jedziemy z powrotem na górę. Tutaj też go nie ma. Schodzimy do piwnicy. Na próżno. Fachowcy zaczynają się denerwować. Dozorczyni otwiera zsyp, pomieszczenie ciepłownicze, pralnie. Znowu nic. W końcu na parterze namierzamy włącznik alarmu. Konserwator uruchamia syrenę: - Pięknie wyje! Tej na szczęście nie trzeba naprawiać.

Syrena z ul. Mokotowskiej jest jednym z 412 alarmów, które należą do stołecznego systemu obrony cywilnej. Jeszcze miesiąc temu nie działała połowa z nich. Tradycyjnie uruchamiane są 1 sierpnia o godz. 17, w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Jednak rok temu w wielu miejscach miasta nie było ich słychać. Urzędnicy wojewody zrobili tzw. mapę ryzyka. Okazało się, że sygnał części syren nachodzi na siebie. I wystarczy naprawić niektóre z alarmów, by było je słychać w całym mieście. Teraz działa 238 syren.

- Naprawiliśmy wystarczającą liczbę alarmów. Tym razem system zadziała - zapewnia Paweł Witkowski, wiceszef wojewódzkiego biura bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego. A tam, gdzie sygnał nie dochodzi, umieścimy przenośne syreny. Dwie samochodowe pojawią się przy Cmentarzu Wojskowym na Powązkach, gdzie pod pomnikiem Gloria Victis odbędą się główne uroczystości.

Na dodatek w ubiegłym tygodniu po raz pierwszy w historii metropolita warszawskich abp Kazimierz Nycz zaapelował do warszawskich proboszczów, by w Godzinę W w całym mieście rozdzwoniły się kościelne dzwony.

Syreny miejskie uruchamiane są w wojewódzkim Centrum Zarządzania Kryzysowego przy pl. Bankowym. Tutaj znajduje się główna radiowa centrala alarmowa. To niewielkie metalowe pudełko, które wysyła sygnał do centralek w dzielnicach. Dopiero stamtąd płynie impuls do poszczególnych syren. Operacja ich włączenia w całej Warszawie trwa kilkanaście sekund. - W Godzinę W uruchomimy stąd wszystkie działające alarmy w mieście. Na prośbę kombatantów będą wyły przez minutę - zapewnia Jan Pryciak, szef wojewódzkiego oddziału obrony cywilnej.

Przeczytaj także: Kościoły i syreny gotowe na powstańczą rocznicę



Podziel się

  • W poszukiwaniu zaginionych syren skala72 30.07.09, 11:12

    Mam nadzieję, że tak będzie w tym roku, że syreny będą wyły również wśródmieściu oraz będzie bił dzwon w kościele św. Aleksandra.»

Najnowsze wiadomości z Warszawy