Nasz harcerski bieg po historii

Julia Majewska, 12 lat
03.08.2009 aktualizacja: 2009-08-03 09:12
A A A Drukuj
Julia Majewska
1 sierpnia uczestniczyliśmy w grze miejskiej - szykowaliśmy się tak, jakby Powstanie miało wybuchnąć teraz! Uczestniczyliśmy w grze miejskiej - szykowaliśmy się do wybuchu Powstania!
- Jest rok 1944. Stolica znajduje się pod okupacją, a wy w tajemnicy przed Niemcami musicie przygotować się do ataku - mówiła nam komendantka. W grze brali udział nie tylko harcerze, lecz także całe rodziny. Zabawę zorganizowały moje Stowarzyszenie Harcerskie i Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej.

Ruszyliśmy spod szkoły na Niecałej. Ja ze swoim patrolem (same koleżanki), inni ze swymi. Każdy patrol miał zdobyć jak najwięcej sprawności wojskowych - im więcej, tym większa ranga oddziału. Punkty były rozproszone po całej Warszawie. Już na początku dostaliśmy karty rozpoznawcze (kopie okupacyjnych kennkart) i przez godzinę przysięgaliśmy dokładnie tak, jak przysięgali mali powstańcy 65 lat temu. Na każdym punkcie trzeba było zdobyć pieczątkę. Czyhali na nas gestapowcy gotowi w każdej chwili sprawdzić nam kennkarty. A że powypisywaliśmy w nich dane, które sami zmyśliliśmy, potem nikt ich nie pamiętał i było z tym dużo śmiechu.

W pierwszym punkcie miałyśmy zameldować się hasłem po niemiecku. Po chwili dostałyśmy odzew. Brama starej kamienicy otworzyła się i wkroczyłyśmy na mroczne podwórko. W pokoju siedziały panie, które dały nam wskazówkę po niemiecku, abyśmy udały się na górę. Na piętrze czekała nas niespodzianka. Nie siedział tam Niemiec, tylko Polak. Puścił nam w przedwojennym radiu wiadomość po niemiecku, którą miałyśmy rozszyfrować.

W następnych punktach uruchamiałyśmy radio za pomocą pedałów roweru, próbowałyśmy trafić do celu granatami (ale udało się to tylko jednej z nas), szukałyśmy w piwnicach wiadomości do odczytania, szyłyśmy flagę... Punktów było tak dużo, że żaden patrol nie zdążył na każdy - maksymalnie na sześć, siedem. Jednak byli i tacy, którzy zaliczyli tylko jeden. - Czekaliśmy w zaprzysiężeniu chyba z półtorej godziny. Potem, kiedy już dotarliśmy na punkt, okazało się, że jest bardzo rozproszony i jego zaliczenie zajęło nam kolejne trzy godziny. W ten sposób dostaliśmy tylko jedną pieczątkę - żalił mi się jeden z kolegów uczestniczących w grze.

I tak zleciał nam czas do Godziny W, kiedy wszyscy harcerze mieli stawić się na skrzyżowaniu Nowego Światu i Al. Jerozolimskich lub Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej. O tej pamiętnej godzinie zawyły syreny, ruch zatrzymał się, a piesi stanęli na baczność. Niektórzy dołączali się do kręgu, który utworzyliśmy na środku ulicy. I staliśmy tak minutę w ciszy i skupieniu, przypominając sobie Warszawę sprzed 65 lat, walczących za wolność małych harcerzy. Na niektórych twarzach pojawił się lekki uśmiech. Inni powstrzymywali niefortunnie lecące łzy wzruszenia.

Przeczytaj także: Matka Boska Powstańcza na żoliborskim podwórku



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy