Godzinę "W" było słychać w całej Warszawie

Grzegorz Lisicki, Dominika Olszewska, Aneta Sewastynowicz, ewe, osa, wiz
02.08.2009 aktualizacja: 2009-08-03 12:24
A A A Drukuj
Godzina W na rondzie de Gaulle'a w 2009 r. Fot. Alina Gajdamowicz / AG
Najpierw cisza, jakby miasto na chwilę zamarło, potem dźwięk syren, dzwonów i klaksonów. W całej Warszawie w tym roku było słychać, że 1 sierpnia wybiła Godzina W. Ktoś w ostatniej chwili próbował jednak unieruchomić system alarmowy.


- To niewiarygodne, ale jakiś haker drogą radiową zagłuszyć wycie naszych syren - mówił wczoraj "Gazecie" Paweł Witkowski, wiceszef wojewódzkiego biura bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego. Wszystko skończyło się dobrze tylko dzięki temu, że służby wojewody uruchomiły alarm 45 sekund przed czasem. Powodem było zbyt wczesne włączenie samochodowej syreny, która stała w pobliżu Cmentarza Wojskowego. Tu, przy pomniku Gloria Victis, odbywały się główne obchody rocznicowe. - Uznaliśmy, że nie ma na co czekać. Jeśli na Powązkach wyje syrena, to inne też muszą - relacjonuje Paweł Witkowski.

Niespodziewanie kilkanaście sekund później przez sygnał radiowy do centrum kryzysowego dotarł inny sygnał syren. Okazało się, że ktoś nagrał wycie podczas testu systemu w zeszłym tygodniu. - Gdyby włączył ten dźwięk przed nami, moglibyśmy mieć problemy z uruchomieniem naszego alarmu. Sprawcę trudno będzie teraz namierzyć, ale nie odpuścimy mu. Naradzimy się z policją i zastanowimy, co dalej - zapowiada Paweł Witkowski.

Od miesiąca "Gazeta" apelowała do władz, by w tym roku w Godzinę W syreny było słychać w całym mieście. W zeszłym roku cisza panowała w niektórych częściach Mokotowa, Bielan Ursynowa, skąd masowo do redakcji dzwonili ze skargami nasi czytelnicy. Wszystko dlatego, że nie działała ponad połowa alarmów obrony cywilnej. Tak było jeszcze na początku lipca, ale urzędnicy wojewody wytypowali, które z nich wystarczy naprawić, żeby ich dźwięk nachodził na siebie. I to poskutkowało. W tym roku odebraliśmy tylko jedną skargę. Pan Kochanowski uważa, że syreny były ledwo słyszalne u zbiegu Belwederskiej i Gagarina na dolnym Mokotowie. Wiemy też o problemach na Tarchominie. - Syreny było słychać słabo, ale na szczęście rozdzwoniły się kościelne dzwony - informowała nas Anita Karwowska z ul. Śreniawitów.

Aż bolały uszy

O ich włączenie na lewym brzegu proboszczów poprosił metropolita warszawski abp Kazimierz Nycz. Niemal wszystkie uruchomiono na prąd. Reporter "Gazety" towarzyszył kościelnemu z mokotowskiej parafii św. Szczepana przy ul. Narbutta. Choć kościół powstał dziesięć lat temu, dzwonnica wciąż nie jest tu wykończona - nieotynkowane ściany z cegły, pod nimi kilkadziesiąt paczek z terakotą, betonowa podłoga, a u góry dzwon umocowany na poprzecznej belce.

Na dzwonnicę wdrapujemy się kilka minut przed godz. 17. Krzysztof Porębski otwiera na oścież okna. Podziwiamy dachy Mokotowa i nasłuchujemy syren alarmowych. Czekamy, spoglądając na zegarki. - U mnie za minutę - mówię do pana Krzysztofa i naszego fotoreportera. - U nas na trzy - odpowiadają zgodnie. W końcu jest - wyje syrena. Kościelny łapie za sznur i ciągnie z wysiłkiem. Drgnęło serce dzwonu, rozległ się potężny, dźwięczny ton wzmacniany przez ściany dzwonnicy. Już nie słychać syreny. Dzwon wali przez trzy minuty, pod koniec aż trudno wytrzymać - bolą nas uszy.

Zaduma na skrzyżowaniach

W metrze syren słychać nie było, ale punktualnie o godz. 17 wagony zatrzymały się przy peronach, po jednym w każdym kierunku. Nie ruszały przez pięć minut. Na stacji Wilanowska pasażerowie wysiedli i nieruchomieli na platformie peronu. - To jest piękny gest - mówiła pani Krystyna.

Zanim wybiła godz. 17, młodzi ludzie ze ZHR i Stowarzyszenia Harcerskiego zapraszali do rodzinnej gry miejskiej. Uczestnicy musieli np. uruchomić radiostację, złożyć karabin sten czy rozminować teren pod mostem Łazienkowskim. Niektórzy przechodnie pytali harcerzy, co się dzieje. - Pomysł gry bardzo mi się podoba. Dzięki niej starsi mogą wrócić wspomnieniem do tamtych czasów, a młodzież otwiera oczy na historię, uczy się, lepiej to wszystko zapamiętuje - chwaliła Lucyna Rączkowska, gdy dowiedziała się, o co chodzi.

Na kwadrans przed godziną W drużyny harcerskie zaczęły zbierać się w pobliżu ronda de Gaulle'a, przy Rotundzie, koło skrzyżowania Marszałkowskiej ze Świętokrzyskiej oraz Świętokrzyskiej i Nowego Światu. Pod palmą pojawili się też muzycy "Czess Bandu", którzy oczekiwanie na Godzinę W umilali, grając i śpiewając takie "Pałacyk Michla" czy "Na Gnojnej". - Jesteśmy z Warszawy i przyszliśmy uczcić ten dzień, a tym, którzy się nie zatrzymają, osobiście pomożemy - oznajmił lider zespołu.

Punktualnie w Godzinie W 500 harcerzy wyszło na środek skrzyżowań. - "Zatrzymaj miasto na minutę" to pierwsza nasza akcja na taką skalę. Mamy poparcie ratusza i pomoc policji - mówił nam Bartosz Narzelski, jeden z organizatorów. - To było coś wspaniałego, stać tak na baczność przodem do ludzi. Najpierw cisza, potem te przejmujące klaksony i syrena - opowiadała chwilę potem Ida Smaga 16-letnia harcerka z Krakowa.

Kiedy przebrzmiał dźwięk syreny, na środku ronda de Gaulle'a pod palmą stanął trębacz Maurycy Idzikowski. Zagrał tak zwany "Capstrzyk", czyli melodię "Idzie noc". W oczach wielu osób pojawiły się łzy. - Miałam trzy lata, kiedy wybuchło Powstanie. Pamiętam, jak z rodzicami ukrywaliśmy się w Puszczy Kampinoskiej, a potem, jak po powrocie zobaczyłam nasz spalony dom na Mariensztacie - wspominała Kazimiera Machcewicz, która wraz z setkami innych ludzi wyszła na rondo de Gaulle'a. W ciągu kilku minut utworzył się korek do pl. Trzech Krzyży z siedmiu przegubowych autobusów, stały też tramwaje i samochody w Al. Jerozolimskich.

Wstali w ogródkach

Na pl. Zamkowym większość przechodniów miała w rękach biało-czerwone chorągiewki ze znakiem Polski Walczącej. Gdy zegar głośno wybił godz. 17 i zawyły syreny, wszyscy przystanęli w milczeniu. Uliczni muzycy przestali grać. - Chcieliśmy uczcić pamięć tych, którzy walczyli - mówili harcerze z I Ostrołęckiej Drużyny Harcerskiej "Piorun", którzy przyjechali na zlot do Warszawy.

Para Szwajcarów rozglądała się zaskoczona, nie rozumiejąc, co się dzieje. - W Szwajcarii też świętujemy 1 sierpnia. To dzień ustanowienia naszego państwa. U nas jest to święto radosne, u was tragiczny dzień - powiedziała Carola Mu:ller.

Na pełnym gwaru Nowym Świecie na dźwięk syren ucichły wszystkie rozmowy. Z krzeseł podniosła się większość gości kawiarnianych ogródków, kelnerzy stanęli w drzwiach. Podobnie sprzedawcy w kwiaciarni koło empiku, gdzie na wystawie stały biało-czerwone mieczyki i szarfa z napisem: "Pamiętamy". Między unieruchomionymi na środku jezdni przechodniami przemknął tylko jeden rowerzysta.

Przeczytaj także: 10 tys. warszawiaków śpiewało dla powstańców



Podziel się

  • Godzinę "W" było słychać w całej Warszawie liii_taam 03.08.09, 13:05

    Nic podobnego!! Wcale nie było słychać. Byłam w tym czasie na Bemowie i nicnie było słychać. W związku czym po powrocie do domu zastanawiałam się,dlaczego syreny wyły tylko w centrum!»

Najnowsze wiadomości z Warszawy