Stolica uczciła pamięć obrońców Pałacyku Michla
05.08.2009
aktualizacja: 2009-08-05 17:31
Fot. Krzysztof Miller / AG
Wartą honorową, złożeniem wieńców pod pamiątkowym kamieniem oraz koncertem piosenek powstańczych mieszkańcy stolicy i przedstawiciele władz uczcili w środę pamięć obrońców Pałacyku Michla na Woli.
ZOBACZ TAKŻE
- Pałac Branickich cały w żółci i czerwieni (05-09-09, 09:00)
- Drażni mnie powstańczy poppatriotyzm (11-08-09, 07:00)
- Siedem stolic i te same błędy przez 20 lat (08-08-09, 08:00)
- Kaczyński: Powstanie zasłużyło na swój mit (02-08-09, 10:10)
- Prezydent Stalowej Woli przegrał z Powstaniem. I tam zawyły syreny (01-08-09, 19:41)
- Prezydent: Powstanie Warszawskie - święto heroizmu i odwagi (01-08-09, 11:01)
- Prezydent Stalowej Woli: nie czcijmy powstania (01-08-09, 11:00)
SERWISY
- Jesteśmy dziś w tym miejscu, by uczcić pamięć tych, którzy walczyli i zginęli oraz tych, którzy przeżyli te walki, a po zakończeniu wojny musieli nadal nieść kaganek wolności i poczucia patriotyzmu. I za to wszystko chcemy im dzisiaj podziękować - mówił burmistrz Woli Marek Andruk.
Na uroczystość przybył też dowódca grupy szturmowej "Parasol", która broniła Pałacyku, mjr Janusz Brochwicz-Lewiński "Gryf". "Dziś mija 65 rocznica dnia, kiedy w tym miejscu grupa szturmowa z 1. Kompanii Batalionu "Parasol" toczyła walki. - Walczyliśmy z jednostkami Dirlewangera, złożonymi z kryminalistów wypuszczonych z więzień i zakładów poprawczych. W ich szeregach było wielu strzelców wyborowych, wyszkolonych na kłusownictwie, którzy mordowali ludzi bez żadnych skrupułów podczas rzezi Woli. Wspomagała ich pancerna spadochronowa dywizja Hermana Goeringa przybyła z frontu włoskiego, bardzo zaprawiona w boju, uzbrojona w pancerne "Tygrysy i Pantery" - opowiadał Brochwicz-Lewiński.
Jak relacjonował, Pałacyk Michla powstańcy zajęli 3 sierpnia podczas patrolu. - Dom okazał się doskonały na naszą siedzibę, miał grube mury, silną bramę, w zapleczu młyny parowe i fabrykę makaronów. Zrobiliśmy z niego małą fortecę. Niemcy nie mieli pojęcia, że tam stacjonujemy, dlatego 5 sierpnia podczas przeprawy przez Wolską wpadli w pułapkę. Rano do Pałacyku zbliżyła się duża grupa Niemców, którzy nie wiedząc o nas, dostali się pod bezpośredni ostrzał, także od strony leżącej naprzeciwko Fabryki Franaszka, gdzie stacjonowali nasi. Niemcy ponieśli wtedy duże straty, a my zdobyliśmy wiele broni. To zwycięstwo bardzo nas wzmocniło, także moralnie. Niemcy się wycofali, potem jednak jeszcze kilkakrotnie szturmowali Pałacyk i ten rejon Wolskiej. Po piątym, ciężkim szturmie musieliśmy niestety opuścić Pałacyk Michla - wspominał "Gryf".
Podkreślał, że to kilkakrotnie odparcie szturmów niemieckich stało się dla powstańców moralnym zwycięstwem i satysfakcją, że byli w stanie pokonać Niemców, tak dobrze uzbrojonych i przygotowanych. - To stanowiło dla nas ogromną pociechę, ponieważ nasza sytuacja była trudna, walczyliśmy bowiem osamotnieni, a Sowieci stali na drugim brzegu Wisły i nie przyszli nam z pomocą, odmawiając nawet brytyjskim samolotom możliwości lądowania, kiedy lecieli, by nas wspomóc - mówił Brochwicz-Lewiński.
- Walczyliśmy więc osamotnieni, ale uważam, że wybuch Powstania był konieczny, żeby zdobyć wolność, żeby powrócił nasz prawdziwy rząd w Londynu i żebyśmy byli gospodarzami, kiedy Sowieci będą wkraczać. Niestety to się nie udało. Ale dzisiaj po tylu latach myślę, że to się opłaciło. Mamy wolną Polskę i jesteśmy wolnym narodem - zaznaczył dowódca obrońców Pałacyku Michla.
Na zakończenie uroczystości pod kamieniem upamiętniającym powstańczych obrońców Pałacyku złożono wieńce m.in. w imieniu środowiska batalionu "Parasol" oraz władz stolicy i dzielnicy Wola. Odbył się także koncert piosenek powstańczych, w ramach którego wykonano m.in. znany utwór "Pałacyk Michla", napisany przez żołnierza batalionu "Parasol" Józefa Szczepańskiego "Ziutka" dzień przed bohaterską obroną Pałacyku.
Pałacyk Michla (właściwie Michlera - bogatego młynarza i właściciela piekarni) stanowił pierwszą linię obrony polskich oddziałów w pierwszych dniach Powstania Warszawskiego na Woli. Wkraczające 4 sierpnia 1944 roku formacje SS musiały pokonać stacjonujące tam grupy powstańcze, ponieważ obszar ów stanowił ważny łącznik pomiędzy wschodnią i zachodnią częścią lewobrzeżnej Warszawy. Powstańcy czterokrotnie odparli atak, jednak piąte natarcie - 6 sierpnia, wsparte przez niemieckie czołgi, zmusiło Polaków do odwrotu.
Mimo bohaterskiej obrony oddziałów powstańczych stacjonujących w różnych punktach Woli, dzielnica nie była w stanie obronić się przed licznymi oddziałami niemieckimi, wkraczającymi na jej terytorium z rozkazem eksterminacji ludności cywilnej, wydanym przez Hitlera tuż po wybuchu Powstania Warszawskiego.
Rzeź mieszkańców Woli trwała od 5 do 7 sierpnia. W początkowo małych, zaś później już masowych egzekucjach zginęło według różnych szacunków od 40 do 60 tys. mieszkańców dzielnicy. Ludność była rozstrzeliwana, a ciała zabitych palono. Eksterminacja na dużą skalę zakończyła się 7 sierpnia, jednak w mniejszym stopniu trwała aż do 12 sierpnia, kiedy wydano wyraźny zakaz mordowania ludności cywilnej.
Na uroczystość przybył też dowódca grupy szturmowej "Parasol", która broniła Pałacyku, mjr Janusz Brochwicz-Lewiński "Gryf". "Dziś mija 65 rocznica dnia, kiedy w tym miejscu grupa szturmowa z 1. Kompanii Batalionu "Parasol" toczyła walki. - Walczyliśmy z jednostkami Dirlewangera, złożonymi z kryminalistów wypuszczonych z więzień i zakładów poprawczych. W ich szeregach było wielu strzelców wyborowych, wyszkolonych na kłusownictwie, którzy mordowali ludzi bez żadnych skrupułów podczas rzezi Woli. Wspomagała ich pancerna spadochronowa dywizja Hermana Goeringa przybyła z frontu włoskiego, bardzo zaprawiona w boju, uzbrojona w pancerne "Tygrysy i Pantery" - opowiadał Brochwicz-Lewiński.
Jak relacjonował, Pałacyk Michla powstańcy zajęli 3 sierpnia podczas patrolu. - Dom okazał się doskonały na naszą siedzibę, miał grube mury, silną bramę, w zapleczu młyny parowe i fabrykę makaronów. Zrobiliśmy z niego małą fortecę. Niemcy nie mieli pojęcia, że tam stacjonujemy, dlatego 5 sierpnia podczas przeprawy przez Wolską wpadli w pułapkę. Rano do Pałacyku zbliżyła się duża grupa Niemców, którzy nie wiedząc o nas, dostali się pod bezpośredni ostrzał, także od strony leżącej naprzeciwko Fabryki Franaszka, gdzie stacjonowali nasi. Niemcy ponieśli wtedy duże straty, a my zdobyliśmy wiele broni. To zwycięstwo bardzo nas wzmocniło, także moralnie. Niemcy się wycofali, potem jednak jeszcze kilkakrotnie szturmowali Pałacyk i ten rejon Wolskiej. Po piątym, ciężkim szturmie musieliśmy niestety opuścić Pałacyk Michla - wspominał "Gryf".
Podkreślał, że to kilkakrotnie odparcie szturmów niemieckich stało się dla powstańców moralnym zwycięstwem i satysfakcją, że byli w stanie pokonać Niemców, tak dobrze uzbrojonych i przygotowanych. - To stanowiło dla nas ogromną pociechę, ponieważ nasza sytuacja była trudna, walczyliśmy bowiem osamotnieni, a Sowieci stali na drugim brzegu Wisły i nie przyszli nam z pomocą, odmawiając nawet brytyjskim samolotom możliwości lądowania, kiedy lecieli, by nas wspomóc - mówił Brochwicz-Lewiński.
- Walczyliśmy więc osamotnieni, ale uważam, że wybuch Powstania był konieczny, żeby zdobyć wolność, żeby powrócił nasz prawdziwy rząd w Londynu i żebyśmy byli gospodarzami, kiedy Sowieci będą wkraczać. Niestety to się nie udało. Ale dzisiaj po tylu latach myślę, że to się opłaciło. Mamy wolną Polskę i jesteśmy wolnym narodem - zaznaczył dowódca obrońców Pałacyku Michla.
Na zakończenie uroczystości pod kamieniem upamiętniającym powstańczych obrońców Pałacyku złożono wieńce m.in. w imieniu środowiska batalionu "Parasol" oraz władz stolicy i dzielnicy Wola. Odbył się także koncert piosenek powstańczych, w ramach którego wykonano m.in. znany utwór "Pałacyk Michla", napisany przez żołnierza batalionu "Parasol" Józefa Szczepańskiego "Ziutka" dzień przed bohaterską obroną Pałacyku.
Pałacyk Michla (właściwie Michlera - bogatego młynarza i właściciela piekarni) stanowił pierwszą linię obrony polskich oddziałów w pierwszych dniach Powstania Warszawskiego na Woli. Wkraczające 4 sierpnia 1944 roku formacje SS musiały pokonać stacjonujące tam grupy powstańcze, ponieważ obszar ów stanowił ważny łącznik pomiędzy wschodnią i zachodnią częścią lewobrzeżnej Warszawy. Powstańcy czterokrotnie odparli atak, jednak piąte natarcie - 6 sierpnia, wsparte przez niemieckie czołgi, zmusiło Polaków do odwrotu.
Mimo bohaterskiej obrony oddziałów powstańczych stacjonujących w różnych punktach Woli, dzielnica nie była w stanie obronić się przed licznymi oddziałami niemieckimi, wkraczającymi na jej terytorium z rozkazem eksterminacji ludności cywilnej, wydanym przez Hitlera tuż po wybuchu Powstania Warszawskiego.
Rzeź mieszkańców Woli trwała od 5 do 7 sierpnia. W początkowo małych, zaś później już masowych egzekucjach zginęło według różnych szacunków od 40 do 60 tys. mieszkańców dzielnicy. Ludność była rozstrzeliwana, a ciała zabitych palono. Eksterminacja na dużą skalę zakończyła się 7 sierpnia, jednak w mniejszym stopniu trwała aż do 12 sierpnia, kiedy wydano wyraźny zakaz mordowania ludności cywilnej.
Przeczytaj także: Warszawa uczciła powstańców
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Miał być ważny węzeł, ale zniknął. Gdzie jest Konotopa?
- Piątek na ulicach Warszawy [25.05.2012]
- Centrum tonie w reklamach. Najbrzydsze rondo w mieście?
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Cud nad Wisłą. Kładka na Wawelskiej wreszcie otwarta!
- Miasteczko oburzonych w centrum Warszawy. Zobacz gdzie
- Warszawa 40 lat temu. Niby taka sama, ale... [zdjęcia]
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


