Uliczni gitarzyści: zarabiają nawet do tysiąca

Kacper Leśniewicz
07.08.2009 07:00
A A A Drukuj
Jacek i Ela zarabiają grając i śpiewając na ulicy

Jacek i Ela zarabiają grając i śpiewając na ulicy (Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja)

Wychodzą na najbardziej ruchliwe ulice z gitarą i donośnym głosem. Dziennie zarabiają od 100 zł do nawet tysiąca. Potrafią wydać wszystko na browar, papierosy i imprezy, ale zdarza się, że i na wycieczkę do Holandii
Mówi o sobie: bezdomny mieszkający w squacie z grupą 11 przyjaciół. Na imię ma Dominik i ma 17 lat. Zarabia na życie, grając na gitarze na "patelni", czyli przy stacji metra Centrum. Dziś, podczas grania, pieniądze zbierają jego koleżanki ze Szczecina, które przyjechały na kilka dni do stolicy. Ola i Gosia mają po 16 lat i mogą się pochwalić dużą skutecznością w nagabywaniu przechodniów o drobne. To właśnie pod zarzutem nagabywania straż miejska przegania takich jak oni "gdzieś indziej". Jednak Dominik nie czuje się gorszy od tych, którzy chodzą w garniturach czy pracują "normalnie". W godzinę potrafi zarobić ok. 100 zł. Zdarza się, że w ciągu dnia zgarnie nawet 1000 zł. Choć nie zawsze jest tak różowo - są dni, że "tylko" 200 zł. Pieniądze zawsze dzieli na 12 osób, które mieszkają z nim w squacie w centrum Warszawy.

"Na co dziś wydasz zarobione pieniądze?" - pytam Dominika.

"Na zwierzaka. Prawdopodobnie będzie to szczur i spontaniczny wypad do Holandii" - odpowiada, nie kryjąc, że wybiera się tam "po dobrą trawkę". Na bilet brakuje mu jeszcze 500 zł. W Holandii zamierza spędzić dziewięć dni.

Według Dominika najwięcej można zarobić w nocy, bo ludzie wracają pijani i wtedy mają gest i przeważnie wrzucają banknoty. Chłopak nigdy nie gra za to rano - za dużo imprezuje, aby zrywać się o świcie do pracy.

Na Chmielnej spotykamy Elę, Agatę, Jacka i Kubę, który dołączył dopiero dwa dni temu. Tworzą grupę, która latem zarabia graniem. Najstarszej, 19-letniej Ewie, rodzice nie chcą już dawać pieniędzy. Uważają, że zarabia na siebie graniem i śpiewaniem. Jacek robi to z dwóch powodów: dla zabicia nudy i - rzecz jasna - dla pieniędzy. Ela ma w skarbonce 107 zł, Jacek - 35 zł, a Kuba 90 zł. "Gramy trzy godziny po południu" - mówi Jacek.

Dlaczego akurat na Chmielnej? Bo tu można najwięcej zarobić. To ulica, którą chodzi też dużo sławnych osób. Niedawno 10 zł wrzucił były premier Kazimierz Marcinkiewicz, a 20 zł - Justyna Steczkowska. Mijając grajków, zawsze coś zostawia tancerka Ewa Szabatin.

Kilka dni temu Ela zarobiła 100 zł, śpiewając na życzenie przechodnia "Wehikuł czasu". Jacek za wykonanie "Ostatniego buntu" zespołu Honor dostał 20 zł od mężczyzny, który twierdził, że znał prawdziwego wykonawcę. Najczęściej wykonywane przez nich utwory to "Dziewczyna o perłowych włosach" i "Zegarmistrz światła".

- Dzięki graniu możemy poznać dużo ciekawych życiowych historii - mówi Ela. - Zdarza się, że ktoś przychodzi, zamawia jakąś piosenkę i gada nam o swoim życiu - dodaje Jacek. - Czasami można usłyszeć: "Spieprzaj, ale tak już musi być" - uśmiecha się Kuba, który chodzi z kapeluszem i zaczepia przechodniów.

Jak mówią sami grajkowie, to co zarabiają, to nie kokosy, ale na piwo i inne wydatki wystarcza. Ela chce dorobić na wyjazd na festiwal reggae w Ostródzie, który się odbędzie w połowie sierpnia, a Jacek i Kuba na wielką imprezę, której nazwy wprawdzie nie pamiętają, ale wiedzą, że odbędzie się w San Francisco.

Przeczytaj więcej o muzyce w stolicy



  • Uliczni gitarzyści: zarabiają nawet do tysiąca dorsai68 08.08.09, 12:15

    "Na imię ma Dominik i ma 17 lat""Ola i Gosia mają po 16 lat"Hmmm... czepiam się, ale to są IMO nieletni i powinni trafić do izby dziecka. Dziś "stołek" opisuje jak to zarabają, a jutro »