Praga też walczyła w Powstaniu Warszawskim

Jerzy S. Majewski
07.08.2009 aktualizacja: 2009-08-06 22:16
A A A Drukuj
Powstanie Warszawskie na Pradze trwało tylko kilka dni. W mieszkaniu Janiny Englert "Klimy" przy Floriańskiej mieścił się punkt pomocy żołnierzom AK
1 sierpnia "Jadwiga" szła na zbiórkę. Godzina 17, Floriańska 12, ostatnie piętro. Nic więcej nie wiedziała.

A kule świstały

- Myślałam, że to kolejne spotkanie. Wyszłam w letniej sukience i leciuteńkich pantofelkach z tekturką w środku. Potem, jak któregoś dnia spadł deszcz, to pantofelki dosłownie rozpływały mi się na nogach - opowiada Jadwiga z Waliszewskich Sobol. Miała dotrzeć do punktu sanitarnego na Floriańską. - Czy to było mieszkanie "Klimy"? Nie potrafię tego potwierdzić. Ze względu na zasady konspiracji nie znałyśmy nazwisk - mówi.

W 1944 r. "Jadwiga" miała 21 lat. Należała do czterech podziemnych organizacji: Armii Krajowej, harcerstwa, sodalicji mariańskiej i "ósemki" kierowanej przez Marię Okońską i ks. Stefana Wyszyńskiego, późniejszego prymasa Polski. W AK została przeszkolona jako sanitariuszka.

- Dochodziłam już prawie do Floriańskiej, gdy jeszcze przed Godziną W padły pierwsze strzały. Wpadłam do jakiejś bramy i tam spędziłam całą noc - przypomina sobie. Wybiegła przed świtem 2 sierpnia. Przed nią przebiegał przez ulicę młody człowiek w oficerkach. - To chyba jego buty zwróciły uwagę Niemców siedzących na dachach. Strzelili. Chłopak wywrócił się. Błyskawicznie przebiegła mi myśl, że jak pochylę się nad nim, to i mnie zastrzelą. Zwolniłam. Przeszłam powoli, nawet na niego nie spoglądając. Niemiecki karabin milczał - opowiada. Dotarła do celu.

Biblioteka pod ostrzałemi

Kamienica przy Floriańskiej 12 powstała przed 1914 r. Wyrosła tuż obok wspaniałego neogotyckiego kościoła św. Floriana, który stał po drugiej stronie ulicy noszącej przed 1916 r. nazwę Konstantynowskiej. Dom nie wyróżniał się piękną architekturą. Był raczej nijaką, kilkupiętrową czynszówką ustępującą dekoracyjnością sąsiednim budynkom przy Aleksandrowskiej (potem Zygmuntowskiej, dziś al. "Solidarności") czy Petersburskiej (dziś Jagiellońskiej).

Na przełomie lat 20. i 30. XX w. kamienica należała do niejakiej Łupińskiej. W 1939 r. w budynku na ostatnim piętrze zamieszkała Janina Englert. Na Pradze była znaną postacią. Urodzona w 1903 r. w rodzinie ziemiańskiej w Lublinie, wychowana na Wołyniu studiowała historię w Warszawie i Poznaniu. W 1926 r. zaczęła pracować w bibliotece publicznej przy Piekarskiej. W 1935 r. zakładała czytelnię naukową przy Wileńskiej 13.

Podczas okupacji ukrywała setki książek w mieszkaniach swoich czytelników, w piwnicach domów, wreszcie u siebie w mieszkaniu. Gdy zaś w 1942 r. Niemcy nakazali zamknięcie bibliotek i zapieczętowanie książek w skrzyniach, nie zrobiła tego - nadal w tajemnicy przed okupantem wypożyczała książki. Gdy wybuchło Powstanie Warszawskie, użyczyła swoje mieszkanie na punkt pomocy żołnierzom. Sama jednak w trakcie walk na Pradze przebywała w bibliotece przy Wileńskiej, pilnując książek. Ponownie otworzyła ją w listopadzie 1944 r., dwa miesiące po zajęciu Pragi przez kościuszkowców i Armię Czerwoną.

Cywile w kościele

Wróćmy jednak do pierwszych dnia sierpnia 1944 r. Z mieszkania "Klimy" wyruszyły z meldunkami dwie łączniczki. W okolicy skrzyżowania Szerokiej (teraz to ul. ks. Kłopotowskiego) i Sierakowskiego wypatrzył je niemiecki snajper. 19-letnia Zenia Olejnik zginęła na miejscu. 23-letnia Zofia Brzostowska została ciężko ranna. Udało się wyciągnąć ją spod ostrzału. Przeżyła, ale straciła nogę. Dziś to wydarzenie upamiętnia tablica umieszczona na bramie budynku.

Pani Jadwiga Sobol do kamienicy dotarła 2 sierpnia nad ranem. Dostała biały fartuch i opaskę AK. - Myślałam, że nasze fartuchy staną się łatwym celem dla Niemców, którzy strzelali do nas z dachów budynków. Myliłam się. Bo w podobnych fartuchach biegały sanitariuszki niemieckie. Zbierały rannych i przenosiły ich do frontowej części Szpitala Przemienienia Pańskiego.

Frontowy gmach zajmowali Niemcy. Pawilony na tyłach - Polacy. - Zbierałyśmy swoich rannych i odnosiłyśmy ich na noszach do szpitala - wspomina. "Na pierwszą pomoc nie było ani czasu, ani możliwości udzielenia jej pod gradem kul. Przenoszenie odbywało się krótkimi odcinkami między jedną a druga salwą puszczaną gównie z dachów okolicznych domów" - czytamy w maszynopisie ze wspomnieniem Jadwigi Sobol. Jedną z akcji podejmowanych przez sanitariuszki było donoszenie chleba dla cywilów zamkniętych w kościele św. Floriana. "Był to potężny tłum zgromadzony 1 sierpnia na wieczornym nabożeństwie, który nie mógł już opuścić świątyni, bo strzelano do każdego, kto odważył się wyjść. Tłum w środku zachowywał się spokojnie. Ludzie rozlokowali się, gdzie kto mógł - na podłodze, na stopniach ołtarzy, w konfesjonałach. Jedni modlili się głośno, inni po cichu narzekali i jęczeli. Pomoc nasza była dla nich jedynym ratunkiem" - czytamy.

"Jadwiga wspomina też: - W kamienicy na Floriańskiej gotowała nam Żydówka, która ukrywała się na Pradze. Pytała nas: "Dziewczęta, jak możecie biegać pod kulami? Ja bym ze strachu umarła".

Na Pradze ciężko

Sytuacja Powstania na Pradze była od samego początku niemal beznadziejna. Floriańska z kościołem znajdowała się w pobliżu silnie bronionego przez Niemców mostu Kierbedzia. "Praga stanowiła zaplecze, miejsce postoju silnych niemieckich oddziałów piechoty, broni pancernej, artylerii, oddziałów zaprawionych do walk frontowych. Trudno było liczyć na sprzyjające warunki umożliwiające wykonanie zadań powierzonych pięciu rejonom Obwodu" - oceniał po wojnie komendant Obwodu Praga ppłk Antoni W. Żurowski "Bober" (m.in. w książce "W walce z dwoma wrogami").

Okolice kościoła św. Floriana stanowiły fragment Rejonu V - Praga Centralna. Tu 1 sierpnia zgrupowanie porucznika Bolka zajęło gmach dyrekcji kolei przy Targowej. Do zdobycia mostów wyznaczono żołnierzy Zgrupowania AK "Olszyny". Okazało się to jednak niemożliwe. Żołnierzom udało się za to zdobyć rzeźnię przy ul. Sierakowskiego, a pluton Bolesława Ostrowskiego "Elektryka" przy tej samej ulicy opanował bunkier. Po sześciu dniach walk w różnych punktach dzielnicy ppłk Żurowski wydał rozkaz przerwania walk i przejścia do konspiracji.

W oko ze śmiercią

- 7 sierpnia łączniczka kazała mi iść ze sobą i zaprowadziła na Targówek. Tam spotkałam mój oddział sanitariuszek, z którym ćwiczyłam przed Powstaniem. Wraz z komendantką była nas ósemka - opowiada "Jadwiga". Zamelinowały się w opuszczonej fabryce przy Radzymińskiej koło torów kolejowych. Pielęgnowały rannych rozlokowanych po upadku Powstania na Pradze w prywatnych mieszkaniach.

Nie trwało to długo. W obawie przed dekonspiracją przeniosły się do majątku w Marcelinie (nie opodal Żerania). Tam jednak spędziły tylko jedną noc. O świcie pod budynek zajechały dwie platformy wypełnione niemieckimi żołnierzami. Niemców było tak wielu, ponieważ obawiali się odbicia sanitariuszek przez partyzantów działających w pobliskich lasach.

- Postawili nas pod ścianą. Powiedzieli, że zostaniemy rozstrzelane, gdyby w majątku została odnaleziona broń, ale natknęli się tylko na stare szable na ścianie, jak to w szlacheckim dworku. Jakiś esesman w pewnym momencie chwycił szablę i chciał ją złamać. Wywinęła mu się z ręki i uderzyła go w twarz. Zamarłyśmy, ale w duchu pękałyśmy ze śmiechu - relacjonuje.

Z Marcelina trafiły do zajmowanych przez SS koszar przy ul. 11 Listopada. Tam były przesłuchiwane i bite. Rozstrzelano starszą od nich komendantkę "Mirę". One same postawione przed plutonem egzekucyjnym w ostatniej chwili uniknęły śmierci. Egzekucję odwołał przesłuchujący "Jadwigę" oficer SS. Potem przez obóz na Targowej i gmach Schichta na Nowym Zjeździe 1 (gdzie wykorzystywane były przez Niemców do sprzątania) trafiły do obozu przejściowego w Pruszkowie.

Kamienica przy Floriańskiej 12 przetrwała wojnę, choć musiała zostać uszkodzona nie tylko w trakcie strzelaniny, ale przede wszystkim w chwili wysadzenia kościoła św. Floriana. Stało się to 13 wrzenia 1944 r. Kościół nie runął od razu. Po eksplozji niemieccy saperzy musieli podminować go raz jeszcze i zawalił się dopiero po kolejnym wybuchu.

- Wysadzaniem mostów, a pewnie i kościoła zajmowali się żołnierze z 654. batalionu pionierów Wehrmachtu pod dowództwem kapitana "Trennera" - dowiaduję się od powstańca Jerzego Sienkiewicza "Rudego". To byli ci sami żołnierze, którzy zajmowali dom Schichta przy Nowym Zjeździe 1, gdzie przetrzymywali panią Jadwigę Sobol.

Janina Englert wróciła do swego mieszkania na Floriańskiej już w 1944 r. Gościła w nim rzesze bezdomnych warszawiaków. Zajęła się też odbudową praskich bibliotek. W 2003 r. wciąż w tym samym domu obchodziła stulecie urodzin. Pisaliśmy o tym na łamach "Gazety". Zmarła przed dwoma laty. Sama kamienica dziś nie przypomina zbytnio tej przedwojennej. Wprawdzie układ okien jest identyczny, ale fasada uległa gruntownej przebudowie w latach 60.

Przeczytaj także: Powstanie było klęską i błędem?



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy