Janek Mela z ekipą zdobyli Elbrus

Aneta Sewastynowicz
10.08.2009 aktualizacja: 2009-08-09 21:30
A A A Drukuj
Niewidomy Piotrek Żelechowski Fot. Jacek Lagowski / Agencja G
  • Janek Mela
Wrócili z nosami spalonymi słońcem, zmęczeni i niewyspani, ale szczęśliwi. Po zdobyciu Elbrusu (5643 m n.p.m.) uczestnicy wyprawy Janka Meli w sobotę w Warszawie opowiadali o swoich przeżyciach.
SERWISY
- Zdobywając Elbrus, chcieliśmy udowodnić osobom niepełnosprawnym takim jak my, że nie są gorsze i tak samo jak pełnosprawni mogą spełniać marzenia - mówi Janek Mela, założyciel fundacji Poza Horyzonty, która zorganizowała wyprawę. - Ekspedycja kosztowała około 60 tys. zł, na które zrzuciło się na 11 sponsorów. Jeden dał skarpetki, drugi kijki i udało się.

W siedmioosobowej ekipie atakującej najwyższy szczyt Kaukazu oprócz pozbawionego ręki i nogi Janka był też niewidomy od urodzenia Łukasz Żelechowski oraz walczący z nowotworem Piotr Pogon. - Wielu ludzi chwytało się za głowę, widząc nas, mnie z protezą nogi, a Łukasza z nasuniętym na oczy kapturem, tak jakby był jakimś widmem - opowiada Mela.

Szczyt większość ekipy zdobyła 30 lipca, Jaśkowi i Łukaszowi udało się to przy drugim podejściu.

- Przy pierwszej próbie płakaliśmy z bezsilności, ale musieliśmy podjąć męską decyzję o odwrocie, by nie narażać siebie i innych. Ja miałem nogę obtartą o protezę i każdy krok sprawiał mi niesamowity ból. Łukaszowi plątały się liny, a w wyjącym wietrze w ogóle nas nie słyszał - opisuje Janek.

Na szczęście po dwóch dniach wiatr ustał, podniosła się temperatura. I udało się. "12.30, 1 sierpnia - właśnie zdobyliśmy Elbrus, pokazaliśmy swój twardy charakter" - nagrał swoją wypowiedź Łukasz. Zdobył najwyższy szczyt kaukazu jako pierwszy w historii niewidomy.

- W 2008 r. dzięki wsparciu Fundacji Anny Dymnej weszliśmy z Jasiem na Kilimandżaro. Ale tam było inaczej, były schroniska, lepsza pogoda. Na Elbrusie musieliśmy walczyć z siłami natury i z własnymi słabościami - mówi.

W ekspedycji w nagrodę za swoją działalność wzięła też udział Ewa Nowak, na co dzień zajmująca się dziećmi upośledzonymi umysłowo w ośrodku Fundacji Brata Alberta w Radwanowicach pod Krakowem. - Oczekiwanie na wyprawę było piękne, od lutego zachowywałam się jak zakochana. A szczyt? Dopiero jak schodziłam, dotarło do mnie, czego tak naprawdę dokonałam - opowiada Nowak.

Niepełnosprawnym pomagał goprowiec Bogdan Bednarz oraz Paweł Ząbek i Marcin Dudek, członkowie Klubu Wysokogórskiego w Bielsku-Białej. - Łukasz jest pierwszym niewidomym, którego wprowadziłem na tak wysoki szczyt. To duża satysfakcja- mówi Ząbek, który wraz z Żelechowskim odliczał ostatnie 60 kroków do szczytu. Moment wejścia zarejestrował operator Marek Żuber. - Po prostu telenowela - podsumował fragmenty ze swoim udziałem Janek.

W 2010 r. fundacja Poza Horyzonty planuje wyprawę na południowoamerykańską Aconcaguę (6962 m n.p.m.). - To tylko plany. Nie chodzi nam o kolekcjonowanie szczytów, mamy przecież działalność statutową. Szukamy pieniędzy na protezy i na rehabilitację, a potrzebujących nie musimy szukać, sami się zgłaszają. To na pomocy im skupimy nasz wysiłek - mówi Janek.

Założyciel fundacji w 2002 r., gdy miał 14 lat, po porażeniu prądem stracił rękę i nogę. Dwa lata później, poruszając się już na protezie nogi, zdobył wraz z Markiem Kamińskim oba bieguny polarne. Dokonał tego jako najmłodszy polarnik na świecie i jako pierwsza osoba niepełnosprawna.

Przeczytaj także: Afryka, Hiszpania, Maroko - wszystko w stolicy



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy