Żużel w Warszawie? A po co?
12.08.2009
aktualizacja: 2009-08-11 20:47
Fot. Andrzej Monczak / AG
Ze zdumieniem przeczytałem na tych łamach w środę 5 sierpnia, że jest gotowy plan budowy stadionu żużlowego w Warszawie. Miłośnicy tego sportu widzieliby go przy ul. Wybrzeże Gdyńskie. I że w stolicy działa Warszawskie Towarzystwo Speedway'a.
Niech działa, jeśli chce ten sport popularyzować w jakiś sposób, lecz reaktywować go w Warszawie to mrzonka. Zwłaszcza budować stadion na 7-8 tys. ludzi za 30-40 mln zł. I liczyć, że tyle da miasto.
Entuzjastą żużla jestem od 1948 r. - od pamiętnego pierwszego po wojnie międzypaństwowego meczu w Warszawie z Czechosłowacją niespodziewanie wygranego przez Polaków 75:73. Byłem nim przez prawie 40 lat jako dziennikarz sportowy i jestem nadal, ale zawsze byłem przeciwny próbom jego reaktywacji w Warszawie i jestem nadal, bo wszystkie podejmowane próby były nieudane. I takie będą kolejne.
Nie wiem, ile lat mają entuzjaści z WTS, może nie pamiętają, kiedy w stolicy istniał i kiedy skończył się żużel. Od 1949 do 1960 r. działały tu dwa kluby Budowlani (miał dwóch indywidualnych wicemistrzów Polski) i CWKS. Ten ostatni w pierwszych drużynowym mistrzostwach Polski został w 1952 r. wicemistrzem, a w 1957 r. Marian Kaiser mistrzem indywidualnym. To ostatni sukces warszawskiego żużla. Malała frekwencja, więc najpierw rozwiązano klub Budowlani, a potem CWKS został przeniesiony do Gdańska i występował jako Legia LPŻ Gdańsk. Krótko, bo później powstało Wybrzeże Gdańsk.
Ponad 10 lat temu Stołeczny Klub Motorowy Warszawa (wyścigi motocyklowe i szkolenie kierowców) zapragnął stworzyć sekcję i były poważne próby zbudowania toru na Stadionie Dziesięciolecia. Odbywały się jazdy próbne na bieżni, robiono pomiar głośności, jak na Saskiej Kępie słychać ryk silników. Byłem jednym z oponentów wskrzeszania żużla i pisałem o tym na łamach "Sztandaru Młodych". Bo żużel kontynuowany jest tylko w tych miejscach, w których ma tradycje, uprawiany jest nieprzerwanie przez lata, a widzami jest już kolejne pokolenie, np. w Lesznie, we Wrocławiu, w Gorzowie Wlkp.
Nie tylko w Polsce przestał on być sportem metropolii. W Londynie, kolebce speedway'a, od dawna nie ma żadnego klubu, a działało kilka. W Danii nie ma go w Kopenhadze, a w Szwecji w Sztokholmie, nie ma w Berlinie w Sydney, na Węgrzech w Budapeszcie, w Austrii w Wiedniu itp.
Wprawdzie powstał tor na stadionie warszawskiej Gwardii - czemu też byłem przeciwny ze względu na niewiarę we frekwencję z wyżej wymienionych powodów. Zasługa to pasjonata Janusza Wodniaka. Odbyło się kilka imprez, lecz frekwencja tragiczna - 300-5000 widzów. Na finał indywidualnych mistrzostw Polski przyszła "rekordowa" liczba ok.1500 osób. Na inne stadiony w Lesznie, Toruniu, Bydgoszczy przyszłoby kilkanaście tysięcy. Powstanie drugoligowej sekcji, którą stworzył Władysław Gollob, ojciec Tomasza, to niewypał. Bo kto zechce oglądać mecze zespołów, których od ekstraligi dzieli odległość kosmiczna? A zaczynać trzeba właśnie od najniższego szczebla rozgrywek. Sprzęt, wynagrodzenie zawodników, konserwacja toru, trener, transport, bo w klubie nie było nikogo z Warszawy - to niemałe wydatki, a przychodów brak. Miała być szkółka żużlowa dla młodzieży, ale nic z tego nie wyszło,bo nie stało kasy.
Działaczom WTS radzę pójść po radę do "papy" Golloba i porozmawiać jak mężczyzna z mężczyzną, czy warto snuć nierealne plany, bo nie ma żadnych logicznych przesłanek, że kolejna próba się uda. Gdyby nawet doszło do sfinansowania przez miasto budowy stadionu - w co nie wierzę - byłyby to pieniądze wyrzucone w żużel.
Entuzjastą żużla jestem od 1948 r. - od pamiętnego pierwszego po wojnie międzypaństwowego meczu w Warszawie z Czechosłowacją niespodziewanie wygranego przez Polaków 75:73. Byłem nim przez prawie 40 lat jako dziennikarz sportowy i jestem nadal, ale zawsze byłem przeciwny próbom jego reaktywacji w Warszawie i jestem nadal, bo wszystkie podejmowane próby były nieudane. I takie będą kolejne.
Nie wiem, ile lat mają entuzjaści z WTS, może nie pamiętają, kiedy w stolicy istniał i kiedy skończył się żużel. Od 1949 do 1960 r. działały tu dwa kluby Budowlani (miał dwóch indywidualnych wicemistrzów Polski) i CWKS. Ten ostatni w pierwszych drużynowym mistrzostwach Polski został w 1952 r. wicemistrzem, a w 1957 r. Marian Kaiser mistrzem indywidualnym. To ostatni sukces warszawskiego żużla. Malała frekwencja, więc najpierw rozwiązano klub Budowlani, a potem CWKS został przeniesiony do Gdańska i występował jako Legia LPŻ Gdańsk. Krótko, bo później powstało Wybrzeże Gdańsk.
Ponad 10 lat temu Stołeczny Klub Motorowy Warszawa (wyścigi motocyklowe i szkolenie kierowców) zapragnął stworzyć sekcję i były poważne próby zbudowania toru na Stadionie Dziesięciolecia. Odbywały się jazdy próbne na bieżni, robiono pomiar głośności, jak na Saskiej Kępie słychać ryk silników. Byłem jednym z oponentów wskrzeszania żużla i pisałem o tym na łamach "Sztandaru Młodych". Bo żużel kontynuowany jest tylko w tych miejscach, w których ma tradycje, uprawiany jest nieprzerwanie przez lata, a widzami jest już kolejne pokolenie, np. w Lesznie, we Wrocławiu, w Gorzowie Wlkp.
Nie tylko w Polsce przestał on być sportem metropolii. W Londynie, kolebce speedway'a, od dawna nie ma żadnego klubu, a działało kilka. W Danii nie ma go w Kopenhadze, a w Szwecji w Sztokholmie, nie ma w Berlinie w Sydney, na Węgrzech w Budapeszcie, w Austrii w Wiedniu itp.
Wprawdzie powstał tor na stadionie warszawskiej Gwardii - czemu też byłem przeciwny ze względu na niewiarę we frekwencję z wyżej wymienionych powodów. Zasługa to pasjonata Janusza Wodniaka. Odbyło się kilka imprez, lecz frekwencja tragiczna - 300-5000 widzów. Na finał indywidualnych mistrzostw Polski przyszła "rekordowa" liczba ok.1500 osób. Na inne stadiony w Lesznie, Toruniu, Bydgoszczy przyszłoby kilkanaście tysięcy. Powstanie drugoligowej sekcji, którą stworzył Władysław Gollob, ojciec Tomasza, to niewypał. Bo kto zechce oglądać mecze zespołów, których od ekstraligi dzieli odległość kosmiczna? A zaczynać trzeba właśnie od najniższego szczebla rozgrywek. Sprzęt, wynagrodzenie zawodników, konserwacja toru, trener, transport, bo w klubie nie było nikogo z Warszawy - to niemałe wydatki, a przychodów brak. Miała być szkółka żużlowa dla młodzieży, ale nic z tego nie wyszło,bo nie stało kasy.
Działaczom WTS radzę pójść po radę do "papy" Golloba i porozmawiać jak mężczyzna z mężczyzną, czy warto snuć nierealne plany, bo nie ma żadnych logicznych przesłanek, że kolejna próba się uda. Gdyby nawet doszło do sfinansowania przez miasto budowy stadionu - w co nie wierzę - byłyby to pieniądze wyrzucone w żużel.
Przeczytaj także: Żużel w stolicy? Na razie mglista reaktywacja
-
Żużel w Warszawie? A po co?
samozwaniec1
12.08.09, 11:31
Blagam pania Hanie,naszego kochanego prezydenta,aby nigdy,przenigdy nie zgodzila sie na stadion zuzlowy i zuzel w stolicy.To dyscyplina setki cwaniakow,ktorzy wspomagani setka »
-
Re: Żużel w Warszawie? A po co?
robert_wwa
12.08.09, 18:37
A ja nie bardzo wiem w czym problem. Są pasjonaci którzy chcą spróbować to w czym rzecz? Medialnie prasa powinna ich wspierać, oczywiście miasta nie stać na budowę bo w kolejce czekają m.in.»
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Miał być ważny węzeł, ale zniknął. Gdzie jest Konotopa?
- Piątek na ulicach Warszawy [25.05.2012]
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Centrum tonie w reklamach. Najbrzydsze rondo w mieście?
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


