Mariensztat zabytkiem

Tomasz Urzykowski
13.08.2009 aktualizacja: 2009-08-13 20:05
A A A Drukuj
Fot. Alina Gajdamowicz / AG
Pierwsze powojenne osiedle mieszkaniowe Warszawy znalazło się pod ochroną. Wojewódzka konserwator zabytków Barbara Jezierska wpisała w środę do rejestru układ urbanistyczny Mariensztatu.
SERWISY
W rejestrze zabytków znalazł się obszar wyznaczony od północy ul. Nowy Zjazd, od wschodu ul. Dobrą, od południa - podwórkami wzdłuż ul. Bednarskiej, zaś od zachodu - linią dawnych murów miejskich. Stoi tu pierwsza wzniesiona po wojnie kolonia mieszkaniowa Warszawy, oddana do użytku 22 lipca 1949 r. równocześnie z Trasą W-Z. Projektanci Mariensztatu - Zygmunt Stępiński i Józef Sigalin - stworzyli współczesne osiedle inspirowane małymi miasteczkami doby renesansu i baroku. W miejscu rozebranej starej zabudowy, z której zachowano tylko nieliczne domy, wyrosły nowe budynki z podcieniami i wysokimi dachami krytymi czerwoną dachówką. Mariensztat budowano w zawrotnym tempie. Prace rozpoczęto 1 kwietnia 1948 r., a już w końcu września oddano do użytku pierwsze mieszkania. Nic dziwnego, to tutaj pokazy "szybkościowej murarki" dawał Michał Krajewski, pierwowzór Mateusza Birkuta z filmu Andrzeja Wajdy "Człowiek z marmuru".

Choć mieszkania były bardzo małe, marzyły o nich tysiące młodych ludzi. Kto nie dostał przydziału, mógł przynajmniej przyjść na organizowane na Rynku Mariensztackim potańcówki. Na przełomie lat 40. i 50. Mariensztat był salonem odradzającej się Warszawy - bohaterem piosenek, filmów i anegdot. Dziś jest sennym osiedlem na zapleczu Starego Miasta i Traktu Królewskiego, zamieszkanym głównie przez osoby starsze.

- Wpis do rejestru zabytków pozwoli zachować charakter Mariensztatu, jego jednorodną architekturę i urbanistykę. Uchroni osiedle przed niekontrolowanymi przebudowami i nadbudowami - tłumaczy wojewódzka konserwator Barbara Jezierska.

Skutki braku takiej ochrony widać doskonale. Kilka lat temu nad dachami kolonii wyrosła szpetna nadbudowa domu przy ul. Mariensztat 8. Kryta blachodachówką ciężka bryła z plastikowymi oknami psuje wygląd osiedla. Mimo to część mieszkańców sprzeciwia się planom wpisu Mariensztatu do rejestru zabytków.

- Ludzie boją się, że na każdy remont będą musieli mieć zgodę konserwatora, a to zawsze długo trwa. Obawiają się wysokich kosztów takich remontów i piętrzących się procedur - mówi Maria Bartenbach-Tomczak, przewodnicząca Stowarzyszenia Mieszkańców Mariensztatu. Sama jednak uważa, że wpis do rejestru przyniesie więcej korzyści niż kłopotów. - Żadne dzikie zabudowy już się tu nie zdarzą. A zresztą Mariensztat częściowo już jest zabytkowy. W rejestrze figuruje indywidualnie 14 naszych budynków - zaznacza.

- Wpis do rejestru daje możliwość ubiegania się o dotacje na remonty. Pomocy finansowej udzielają: miasto, marszałek województwa, Ministerstwo Kultury i Unia Europejska - wymienia konserwator Barbara Jezierska. - A Mariensztat wymaga nakładów. Poza Rynkiem nic nie było remontowane od czasów budowy.

Umieszczenie Mariensztatu w rejestrze określa jako "wpis obszarowy". Takich wpisów dokonała już kilka. W tym roku na liście zabytków znalazły się m.in. układy urbanistyczne ulic Brzeskiej i Targowej oraz Kolonii Profesorskiej. W kolejce czekają: Nowe Miasto, Aleje Jerozolimskie, Stara Ochota i inne rejony Warszawy. W przyszłości w rejestrze ma się znaleźć również otoczenie Mariensztatu, aż do Wisły.

- Gdy nie ma planów miejscowych, "wpis obszarowy" jest jedynym sposobem ochrony najcenniejszych fragmentów miasta - wyjaśnia Jezierska.

Przeczytaj także: Miliony zamrożone w miejskich działkach



Podziel się

  • Kolejna część Śródmieścia została zabytkiem mr_kagan 13.08.09, 16:46

    Bardzo slusznie. To jest naprawde udane osiedle, doskonale nawiazujace do pobliskiego Starego i Nowego Miasta. Szkoda, ze sie dzis tak nie buduje...A swoja droga, to sie nazywa ono iscie po»

Najnowsze wiadomości z Warszawy