Jak drogowcy chcą wychować pasażerów metra

Jarosław Osowski
19.08.2009 aktualizacja: 2009-08-19 08:49
A A A Drukuj
Budowa chodnika przy stacji Metra Słodowiec Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Fatalnie położona stacja metra Słodowiec będzie mieć jeszcze bardziej niewygodne dojście do najbliższego przystanku autobusowego. Kosztem 50 tys. zł drogowcy układają chodnik z dala od ścieżki, którą przez ponad rok wydeptali sobie pasażerowie
SERWISY
Rozpoczęta właśnie inwestycja budzi powszechną wesołość wśród mieszkańców Bielan, którzy czekają na autobus przy ul. Żeromskiego. - Ale mamy gamoni w urzędach, co oni tu wymyślili! Mam iść 60 m dalej, żeby dojść do szerokiego chodnika? Przecież mogli zrobić węższy, ale tam, gdzie jest najkrótsza droga przez trawnik - pokazuje Krzysztof S. z ul. Kasprowicza. - I tak ludzie zostaną na starej ścieżce. Zawsze nią chodzę - przewiduje Sebastian Skowroński z ul. Aspekt.

Urzędnicy brną w kolejne absurdy, odkąd niefortunnie wyznaczyli lokalizację stacji Słodowiec - z dala od ruchliwego skrzyżowania ul. Żeromskiego z Marymoncką, gdzie zatrzymują się tramwaje i autobusy. Wyjścia z metra znajdują się u zbiegu Kasprowicza i Duracza.

Natychmiast po otwarciu stacji, w kwietniu zeszłego roku, ludzie wydeptali sobie dwie ścieżki do przystanków przez świeżo zasiane trawniki. Kłopoty zaczęły się jesienią i zimą, kiedy musieli brodzić po kostki w błocie. Zarząd Transportu Miejskiego uznał, że "wszystko jest zgodne z projektem". Tylko Zarząd Dróg Miejskich obiecał chodnik, "jak tylko pozwoli pogoda". - Wczoraj delegacja drogowców udała się na miejsce prac, po czym stwierdziła, że wszystko jest tak, jak należy. - Nasz projekt zakłada połączenie chodnikiem dwóch przystanków autobusowych - tego przy Marymonckiej z tym przy Żeromskiego. Między nimi też istniała wydeptana ścieżka - klaruje pani rzecznik.

- Ale większość pasażerów wolałaby chodnik bezpośrednio ze stacji metra - zauważam.

Okazuje się, że tam, gdzie istnieje najkrótsza ścieżka na przystanek, musiałyby powstać schody z pochylnią i poręczą dla niepełnosprawnych. A to już wydatek 100 tys. zł. - Poczekajmy, jak skończą się prace. Mieszkańcy Bielan na pewno będą korzystać z naszego chodnika - nie ustępuje Urszula Nelken.

- Jak ma być tak, to mogli już nie robić wcale - mówi na to wiceburmistrz Bielan Kacper Pietrusiński. Wczoraj sprawdził, że nikt nie zgłaszał budowy feralnych chodników w dzielnicowym wydziale architektury. - Nie wiemy, dlaczego powstają w ten sposób. Logiczne wydaje się kładzenie chodnika w miejscu, gdzie wcześniej ludzie przedeptali już sobie drogę.

Przeczytaj także: Druga linia metra coraz bliżej



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy