Dworcowa impotencja w stołecznym ratuszu

Jarosław Osowski
19.08.2009 aktualizacja: 2009-08-19 11:53
A A A Drukuj
Tymczasowe stoiska kupców z Jarmarku Europa przy dworcu PKS Stadion Fot. Wojciech Surdziel / AG
Dziwną niemoc w sprawie wszystkich najważniejszych dworców w Warszawie przejawiają kolejni gospodarze ratusza. Zachowują się tak, jakby były w mieście wyłącznie ciałem obcym, czyjąś własnością, a nie wizytówką stolicy, pierwszym i, niestety, fatalnym wrażeniem w oczach przyjezdnych.
SERWISY

Przeczytaj blog o komunikacji autora tego artykułu



Dziwną niemoc w sprawie najważniejszych dworców w Warszawie okazują kolejni gospodarze ratusza. Zachowują się tak, jakby były wyłącznie problemem ich właścicieli, a nie wizytówką stolicy sprawiającą fatalne wrażenie w oczach przyjezdnych.

Wczoraj pisaliśmy o fiasku prowadzonych od miesięcy negocjacji ratusza z Pocztą Polską. Chodziło o kupno działki w sąsiedztwie Dworca Wschodniego, gdzie miałaby się przenieść jedna z tzw. wiecznych prowizorek, czyli Dworzec PKS Stadion z lat 60. ubiegłego wieku. Grunt przy planowanej Trasie Tysiąclecia Poczta zdecydowała wystawić na przetarg, a miasto odmówiło ścigania się na ceny z bogatymi inwestorami. Dla dworca autobusowego, który obsługuje jedną trzecią Polski od Przemyśla po Suwałki, szykuje teraz miejsce z gorszym dojazdem dla kilkuset pekaesów dziennie przez ul. Lubelską.

Można się cieszyć - dobre i to, bo obecny dworzec to obraz nędzy i rozpaczy. Kilka ciasnych stanowisk wchłoniętych przez dziki bazar, bez parkingu dla autobusów, z poczekalnią kątem u kolejarzy, gdzie fruwają gołębie. Z przykrością słucham opowieści kierowcy z Łukowa, który twierdzi, że w stolicy - w przeciwieństwie do rodzimej bazy - nie ma nawet pokoju socjalnego, gdzie mógłby odpocząć przed powrotną jazdą. Za potrzebą musi zaś biegać w pobliskie krzaki.

Ten wstydliwy przybytek pewnie działałby kolejne 40 lat, gdyby nie budowa Stadionu Narodowego na Euro 2012. Dopiero to zdopingowało naszych urzędników do działania. Szkoda, że przy okazji przeprowadzki dworca PKS zmarnują szansę na zbudowanie wygodnego centrum przesiadkowego z autobusów do kolei i komunikacji miejskiej przy Dworcu Wschodnim. Tracimy też okazję na rewitalizację kwartału ruder od strony ul. Lubelskiej na Kamionku, gdzie mógłby powstać nowy miejski plac, a trzeba wcisnąć pekaesy, bo nie udało się dogadać z Pocztą. Niby w negocjacjach uczestniczył też wojewoda i PKP, a wszystko na nic. A może właśnie dlatego? Taki zestaw negocjatorów nie może wróżyć nic dobrego.

Dworce, z których korzystają przecież nie tylko przyjezdni, ale też warszawiacy, miasto najwyraźniej odpuściło. Nie wtrąca się do dyskusji o losach Centralnego, w który kolej zamierza przed Euro 2012 włożyć 22 mln zł, a potem zburzyć. Wprawdzie podpisano umowę z PKP na przebudowę Gdańskiego, ale kolejarze i tak nie zamierzają się z niej wywiązać, bo zamiast czterech peronów oddadzą tylko dwa. Dworce Wschodni i Zachodni - to rejony od lat dziewicze dla wszelkich inwestycji. Odnowioną stację Ochota nadal oblepiają bazarowe budy, bo urzędnicy, zamiast wyrzucić handlarzy, kłócą się, czyj to teren. I tak właśnie wygląda nasza warszawska jazda z dworcami.

Przeczytaj także blog autora tego artykułu



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy