Psi Los: Tu godnie spoczywa 6 tys. zwierząt
22.08.2009
aktualizacja: 2009-08-21 17:46
- Kochanie, odeszłaś za szybko, pogrążając nas w rozpaczy i łzach - głosi nagrobna inskrypcja. Na płycie bukiecik kwiatów. I jeszcze zdjęcie kota imieniem Skunks.
ZOBACZ TAKŻE
- Koliber na Krakowskim Przedmieściu? (07-09-09, 00:00)
- Dowiedz się jak zwierzęta widzą świat (04-09-09, 02:00)
- Ochota: Dogiem zastraszył całą okolicę (24-08-09, 06:00)
- Warszawiaku, przygarnij zwierzaka! (09-07-09, 14:09)
- Graffiti: Pomóż potrąconym zwierzętom (04-07-09, 03:00)
- Powstanie klinika dla ubogich zwierząt (17-06-09, 17:38)
- U doktora Dolittle i zwierzydeł (13-05-09, 23:12)
GALERIA ZDJĘĆ
- W Koniku jest cmentarz dla psów (25-08-09, 15:00)
SERWISY
Dużo tu zniczy. Czerwonych, różowych, niebieskich. Niektóre jeszcze się palą. Dużo kwiatów, głównie sztucznych. I wiatraczki. Mnóstwo kolorowych wiatraczków kręcących się na wietrze nad granitowymi nagrobkami. Są też zabawki: gumowe kości, piłki, pluszowe poduszki. To cmentarz dla zwierząt Psi Los.
Aby tu trafić, trzeba dojechać do Nowego Konika. To za Starą Miłosną, 21 kilometrów od Warszawy. Dojeżdża to autobus 704, ale wybieram samochód. Tuż za stacją benzynową skręt w prawo. Uliczka zamienia się w piaszczystą ścieżkę. Na drzewie wisi drewniany kierunkowskaz - psia buda i pies z przechyloną w prawo głową. Jestem na miejscu.
- Nie mogę rozmawiać, za dużo dziś przeszłam - łka pani w ciemnych okularach.
Jej mąż osusza łzy chusteczką. Uśpili dzisiaj drugiego psa. Pierwszego pochowali tu jakiś czas temu.
Pracownik cmentarza kopie metrowy grób. Obok dopiero co uśpionego czarnego wilczura, musi się jeszcze w przyszłości znaleźć miejsce dla kota, który też ma już swoje lata. - Razem się chowały, niech i po śmierci będą obok siebie - tłumaczy grabarzowi kobieta.
Na cmentarzu wyrasta kolejna górka. Teraz pozostaje wybrać nagrobek. Może pojawi się na nim pośmiertna dedykacja?
"Najdzielniejszy, najweselszy, najbardziej kochany przyjaciel" - czytam na jednym z pomników. Na czarno-białej fotografii widnieje bokser. Siedzi dostojnie, spojrzenie ma poważne. Żył sześć lat. Idę dalej. Na tablicach powtarzają się słowa: "wyjątkowy", "ukochany", "niezapomniany". Obok imion Oskar, Vega, Gałgan czy Rzepa wygrawerowano daty śmierci lub długość życia. Po bokach widać fotografie, inne stoją na płytach w ramkach. Moją uwagę przykuwa jedna z inskrypcji: "Kochanie, odeszłaś za szybko, pogrążając nas w rozpaczy i łzach". W tym grobie leży kot Skunks.
Z oddali widzę czarny kształt. To duża odlana głowa buldoga francuskiego. Jaki srogi wyraz pyska! Kawałek dalej jest kolorowo: grób otacza jasny płotek, wewnątrz rozrzucono biały żwir. Na środku stoi wazon z ciętymi kwiatami, a dookoła osiem sztucznych bukietów. Między nimi pięć średniej wielkości zniczy i szósty, ogromny. O tablicę oparto zdjęcie kota, do złotej ramki przyklejono czerwone serduszka. Nad tym wszystkim góruje sztuczny kwiat z doczepioną do niego biedronką.
Cmentarz działa od 1991 r. - Przeczytałem w gazecie list pewnej pani, która straciła psa. Chciała się z nim godnie pożegnać - opowiada Emil Wojda, właściciel nekropolii. - Prosiła panów wywożących odpady, by go gdzieś zakopali, zapłaciła im, a oni wrzucili go na górę śmieciarki. Serce mało jej nie pękło. Pomyślałem wtedy, że warto stworzyć miejsce, gdzie można by godnie pochować zwierzęta. Pomysł chwycił.
Na Psim Losie w ciągu 18 lat pochowano ok. 6 tys. zwierząt. Leży tu trochę kanarków, papug, szczurków, fretek i żółwi. Przeważają jednak koty i psy. Ale i grób konia można znaleźć - ktoś przywiózł tu jego prochy.
W każdą niedzielę przed bramą stoi stragan z kwiatami, świeczkami i wiatraczkami. Ludzie przyjeżdżają, wspominają, rozmawiają. Znają się, jeden drugiemu pomoże, gdy brakuje czasu, by przyjechać na grób i zapalić znicz. - To są inni ludzie, wrażliwsi - uważa pan Emil. - Ktoś, kto odwiedza grób swojego zwierzaka, musi być dobry. Ludzie obchodzą nawet psie zaduszki. Co roku w pierwszą niedzielę października zjeżdżają się tu tłumy, samochodu nie ma gdzie postawić. Kwiatki zostawią, świeczkę zapalą. Niektórzy przyprowadzają ze sobą nowe psy.
Na Psim Losie, tak jak na innych cmentarzach, zdarzają się kradzieże. Dorocie Ziemskiej, która pochowała tu 14-letniego Atosa - mieszańca doga niemieckiego i wilka - skradziono małą choinkę i cyprysa. Pani Dorota mieszka teraz w Łowiczu, na cmentarz przyjeżdża cztery razy w roku. Choć ma trzy nowe psy, a Atos nie żyje od sześciu lat, głos jej drży, gdy ze mną rozmawia.
Łez nie może też powstrzymać Grażyna Żłobecka. - Dzisiaj jest pierwsza rocznica śmierci naszego kota Dio. Zapaliliśmy świeczkę, zmieniamy wystrój grobu - mówi. I kładzie na płycie bukiecik fioletowych róż przetykanych białymi kwiatkami. Obok stoi choinka z dwoma serduszkami, też fioletowymi - po jednym na zwierzaka, bo przy kocie leży Pirat, owczarek podhalański.
Koszty pochówku zależą od wielkości zwierzęcia. Jeśli waży do 20 kg - 250 zł. Jeśli więcej, cena rośnie o 100 zł. Za pogrzebanie kolejnego ulubieńca w tym samym grobie trzeba zapłacić 150 zł. Coroczna opłata pielęgnacyjna wynosi 50 zł. Mimo to Psi Los cieszy się popularnością, zaczyna już brakować miejsc na kolejne groby. Pan Emil się jednak nie martwi: - Mam działkę po drugiej strony trasy na Terespol. Założę tam drugi cmentarz.
Aby tu trafić, trzeba dojechać do Nowego Konika. To za Starą Miłosną, 21 kilometrów od Warszawy. Dojeżdża to autobus 704, ale wybieram samochód. Tuż za stacją benzynową skręt w prawo. Uliczka zamienia się w piaszczystą ścieżkę. Na drzewie wisi drewniany kierunkowskaz - psia buda i pies z przechyloną w prawo głową. Jestem na miejscu.
- Nie mogę rozmawiać, za dużo dziś przeszłam - łka pani w ciemnych okularach.
Jej mąż osusza łzy chusteczką. Uśpili dzisiaj drugiego psa. Pierwszego pochowali tu jakiś czas temu.
Pracownik cmentarza kopie metrowy grób. Obok dopiero co uśpionego czarnego wilczura, musi się jeszcze w przyszłości znaleźć miejsce dla kota, który też ma już swoje lata. - Razem się chowały, niech i po śmierci będą obok siebie - tłumaczy grabarzowi kobieta.
Na cmentarzu wyrasta kolejna górka. Teraz pozostaje wybrać nagrobek. Może pojawi się na nim pośmiertna dedykacja?
"Najdzielniejszy, najweselszy, najbardziej kochany przyjaciel" - czytam na jednym z pomników. Na czarno-białej fotografii widnieje bokser. Siedzi dostojnie, spojrzenie ma poważne. Żył sześć lat. Idę dalej. Na tablicach powtarzają się słowa: "wyjątkowy", "ukochany", "niezapomniany". Obok imion Oskar, Vega, Gałgan czy Rzepa wygrawerowano daty śmierci lub długość życia. Po bokach widać fotografie, inne stoją na płytach w ramkach. Moją uwagę przykuwa jedna z inskrypcji: "Kochanie, odeszłaś za szybko, pogrążając nas w rozpaczy i łzach". W tym grobie leży kot Skunks.
Z oddali widzę czarny kształt. To duża odlana głowa buldoga francuskiego. Jaki srogi wyraz pyska! Kawałek dalej jest kolorowo: grób otacza jasny płotek, wewnątrz rozrzucono biały żwir. Na środku stoi wazon z ciętymi kwiatami, a dookoła osiem sztucznych bukietów. Między nimi pięć średniej wielkości zniczy i szósty, ogromny. O tablicę oparto zdjęcie kota, do złotej ramki przyklejono czerwone serduszka. Nad tym wszystkim góruje sztuczny kwiat z doczepioną do niego biedronką.
Cmentarz działa od 1991 r. - Przeczytałem w gazecie list pewnej pani, która straciła psa. Chciała się z nim godnie pożegnać - opowiada Emil Wojda, właściciel nekropolii. - Prosiła panów wywożących odpady, by go gdzieś zakopali, zapłaciła im, a oni wrzucili go na górę śmieciarki. Serce mało jej nie pękło. Pomyślałem wtedy, że warto stworzyć miejsce, gdzie można by godnie pochować zwierzęta. Pomysł chwycił.
Na Psim Losie w ciągu 18 lat pochowano ok. 6 tys. zwierząt. Leży tu trochę kanarków, papug, szczurków, fretek i żółwi. Przeważają jednak koty i psy. Ale i grób konia można znaleźć - ktoś przywiózł tu jego prochy.
W każdą niedzielę przed bramą stoi stragan z kwiatami, świeczkami i wiatraczkami. Ludzie przyjeżdżają, wspominają, rozmawiają. Znają się, jeden drugiemu pomoże, gdy brakuje czasu, by przyjechać na grób i zapalić znicz. - To są inni ludzie, wrażliwsi - uważa pan Emil. - Ktoś, kto odwiedza grób swojego zwierzaka, musi być dobry. Ludzie obchodzą nawet psie zaduszki. Co roku w pierwszą niedzielę października zjeżdżają się tu tłumy, samochodu nie ma gdzie postawić. Kwiatki zostawią, świeczkę zapalą. Niektórzy przyprowadzają ze sobą nowe psy.
Na Psim Losie, tak jak na innych cmentarzach, zdarzają się kradzieże. Dorocie Ziemskiej, która pochowała tu 14-letniego Atosa - mieszańca doga niemieckiego i wilka - skradziono małą choinkę i cyprysa. Pani Dorota mieszka teraz w Łowiczu, na cmentarz przyjeżdża cztery razy w roku. Choć ma trzy nowe psy, a Atos nie żyje od sześciu lat, głos jej drży, gdy ze mną rozmawia.
Łez nie może też powstrzymać Grażyna Żłobecka. - Dzisiaj jest pierwsza rocznica śmierci naszego kota Dio. Zapaliliśmy świeczkę, zmieniamy wystrój grobu - mówi. I kładzie na płycie bukiecik fioletowych róż przetykanych białymi kwiatkami. Obok stoi choinka z dwoma serduszkami, też fioletowymi - po jednym na zwierzaka, bo przy kocie leży Pirat, owczarek podhalański.
Koszty pochówku zależą od wielkości zwierzęcia. Jeśli waży do 20 kg - 250 zł. Jeśli więcej, cena rośnie o 100 zł. Za pogrzebanie kolejnego ulubieńca w tym samym grobie trzeba zapłacić 150 zł. Coroczna opłata pielęgnacyjna wynosi 50 zł. Mimo to Psi Los cieszy się popularnością, zaczyna już brakować miejsc na kolejne groby. Pan Emil się jednak nie martwi: - Mam działkę po drugiej strony trasy na Terespol. Założę tam drugi cmentarz.
Przeczytaj także: Uszczęśliwili już 101 bokserów
-
pytanie
yesiotr
19.09.09, 16:14
czy istnieje już coś takiego w aglomeracji gdańskiej?»
-
Re: Psi Los: Tu godnie spoczywa 6 tys. zwierząt
maxweber3
19.09.09, 21:29
czytając ten artykuł nie moglem powstrzymać się od płaczu. Przypomniała mi się kotka, którą pochowaliśmy w ogródku 4 miesiące temu. Przyznam, że kiedyś uważałem że takie miejsca są »
-
zwierzeta zwierzetom
wybitniemadry
19.09.09, 21:59
najbardziej porypana grupa zwierzat - homosapiens - czuje miete tylko do wybranych gatunkow»
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Miał być ważny węzeł, ale zniknął. Gdzie jest Konotopa?
- Piątek na ulicach Warszawy [25.05.2012]
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Centrum tonie w reklamach. Najbrzydsze rondo w mieście?
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]







