Obronią park Bródnowski przed deweloperami?

tu
24.08.2009 aktualizacja: 2009-08-24 08:38
A A A Drukuj
Zielone debaty odbywają się na leżakach. Fot. Albert Zawada / AG
Otoczony osiedlami bloków park Bródnowski to łakomy kąsek dla deweloperów. Wcześniej czy później zaczną naciskać, by okroić go pod zabudowę. Tak jak to robią na Polu Mokotowskim. Ale władze Targówka wezwały na pomoc artystów.
W sobotnie południe w parku Bródnowskim odbyła się trzecia z cyklu zielonych debat "Śniadanie na trawie". Uczestnicy ostatniej debaty zastanawiali się, czy tereny zielone mogą być przestrzenią działań artystycznych.

Park Bródnowski jest tego doskonałym przykładem. Założony w latach 70. na terenie dawnych pól uprawnych i sadów stanowi 25-hektarową enklawę zieleni i wody, wokół której rozrastają się osiedla bloków. Powstał jako typowy park osiedlowy epoki Gierka - z asfaltowymi alejkami i betonowymi brzegami sztucznych stawów nie miał w sobie nic, co by przyciągnęło do niego mieszkańców innych dzielnic Warszawy. I tak by pewnie pozostało, gdyby władze Targówka nie zaprosiły do współpracy mieszkającego na Bródnie artystę Pawła Althamera. Ten doprosił innych twórców - Monikę Sosnowską, Olafura Eliassona i Rirkrita Tiravaniję - którzy wśród drzew umieścili swoje prace. Sobotnie "Śniadanie na trawie" zorganizowano tuż przy Raju Althamera - ogrodzie pełnym kwitnących egzotycznych roślin.

Rzeźbiarz Jarosław Kozakiewicz na przykładzie własnych projektów zaprezentował różne podejścia artysty do terenów zielonych. Na obszarze dawnej kopalni węgla brunatnego na Łużycach stworzył otoczony pagórkami amfiteatr. W parku Drwęskich w Poznaniu zaproponował kurtynę ziemną chroniącą teren zielony przed hałasem z ruchliwej jezdni. W ruinach pałacu biskupów płockich w Broku zaprojektował budynek centrum kultury, pozostawiając jednak drzewa rosnące wokół starych fundamentów.

Po nim zabrał głos Janusz Byszewski, kurator Centrum Sztuki Współczesnej. Mówiąc o parku jako "rzeźbie społecznej" zaznaczył, że woli w nim kontemplować naturę niż sztukę. A jeśli dzieła sztuki miałyby powstać w parku, to w formie nietrwałej, tymczasowej, podlegającej biodegradacji. - Patrząc na park, pragnę mieć czysty obraz natury. Ingerencji artystów powinno być jak najmniej - zaapelował Byszewski.

- Gdyby tak było, siedzielibyśmy dziś w trawie po pas, atakowani przez kleszcze - odpowiedział wiceburmistrz Targówka Krzysztof Bugla.



Według niego park powinien odpowiadać różnym oczekiwaniom mieszkańców - być miejscem spacerów z psami, obcowania z naturą, kontemplacji dzieł sztuki, a nawet spotkań przy piwie.

- Chcemy, by mieszkańcy naszej dzielnicy jak najbardziej utożsamiali się z parkiem Bródnowskim. Nasze dzieci pod okiem Pawła Althamera projektowały ławki. Jest pomysł adopcji przez mieszkańców parkowych roślin. Planujemy wymianę betonowych koszy na śmieci i zerwanie asfaltu z bocznych alejek - wymieniał wiceburmistrz Bugla.



Nie ukrywał, że zaproszenie artystów i stworzenie Parku Rzeźby ma również pomóc chronić park Bródnowski przed naporem inwestorów. - To ponad 20 hektarów terenu w centrum dzielnicy. Mogą się pojawić naciski, by coś z tego terenu odciąć na obrzeżach. Jak na Polu Mokotowskim. Już ktoś przychodził z projektem budowy lodziarni. Oczywiście odmówiłem. Opieka artystów na pewno wzmocni ochronę parku - oświadczył wiceburmistrz Bugla.

Do dyskusji chętnie włączyli się mieszkańcy, dla których organizatorzy wystawili leżaki.

- Jestem zaskoczona, że w tej okolicy jest taki ładny park. Cieszę się z postawy władz Targówka. Szkoda, że Warszawa tak mało korzysta z artystów, traktuje ich po macoszemu. Przykładem tego jest likwidacja Dotleniacza na pl. Grzybowskim - stwierdziła pani z Mokotowa.



- Dzięki Parkowi Rzeźby zaczęto wreszcie o tym miejscu pisać dobrze - zaznaczyła Katarzyna Czechowska z Bródna.

Przeczytaj także: Deweloperzy zjadają miasta



Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy