Dlaczego szybowiec spadł na ogródki działkowe
28.08.2009
aktualizacja: 2010-08-10 09:47
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Znów śmierć w wypadku lotniczym. 72-letni instruktor i 16-letni kursant zginęli na Bielanach.
ZOBACZ TAKŻE
- Wielka awantura o samoloty nad blokowiskami (08-09-09, 09:00)
- Dość bujania nad blokami - listy (04-09-09, 17:21)
- Diler-recydywista z 500 "działkami" zatrzymany (29-08-09, 14:34)
- Autobus pełen ludzi uderzył w ciężarówkę (27-08-09, 16:24)
- Pijany potrącił małą dziewczynkę (27-08-09, 10:32)
- Awionetka spadła pod Warszawą. 2 ofiary śmiertelne (20-05-09, 15:12)
To miał być zwykły, szkoleniowy lot. W piątek kilka minut przed południem w dwumiejscowym szybowcu SZD-50-3 Puchacz zasiedli doświadczony 72-letni instruktor i 16-latek, który uczył się latać. To miał być ostatni lot przed egzaminem. Po jego zdaniu kursant zdobyłby uprawnienia do samodzielnych lotów.
Wystartowali z trawiastego pasa lotniska na Bemowie. Według świadków zdążyli jeszcze zrobić rundę nad blokami Chomiczówki, później szybowiec zaczął znacznie obniżać kurs.
Szybowiec leciał w kierunku lotniska. Zabrakło mu kilkaset metrów, może kilometra. Maszyna spadła na ogródki działkowe przy ul. Rodziny Połanieckich. W ostatniej fazie lotu maszyna wpadła w korkociąg. Było już jednak zbyt nisko, by poderwać ją do góry.
- Najpierw usłyszałem świst. Spojrzałem w górę i zobaczyłem białe skrzydło - opowiada wstrząśnięty Władysław Makowski, który piątkowe przedpołudnie spędzał na działce. Szybowiec spadł ledwie kilka metrów od jego altanki. - Usłyszałem jeszcze, jak rąbnął w ziemię. Pobiegłem ratować tych ludzi.
Obok roztrzaskanej maszyny zobaczył dwóch mężczyzn. Czy jeszcze żyli? Wezwani na miejsce ratownicy z pogotowia próbowali reanimować ofiary wypadku, ale nic nie wskórali. Lekarz stwierdził zgon. Szczęście w nieszczęściu, że nie ucierpiał nikt z kilkunastu działkowiczów, którzy akurat odpoczywali na terenie ogródków.
Wkrótce potem policja otoczyła miejsce katastrofy. Przyjechali eksperci z komisji badania wypadków lotniczych oraz pracownicy aeroklubu warszawskiego. Zobowiązali się przewieźć do swojej siedziby (właśnie na bemowskim lotnisku) resztki rozbitego szybowca. Ich badanie ma pomóc w wyjaśnieniu przyczyn katastrofy.
Co właściwie się stało? Tego na razie nie wiadomo. Pogoda była świetna. Niemal nie wiało, świeciło piękne słońce. W kokpicie znajdował się doświadczony instruktor. Szybowce to maszyny bez silników, które startują po wyciągnięciu w powietrze na linie holowniczej przez samolot. Latają, wykorzystując prądy powietrzne. Jeśli więc doszło do awarii, to co najwyżej urządzeń sterujących.
To kolejny w tym roku śmiertelny wypadek lotniczy na terenie Warszawy i okolic. Trzy miesiące temu pod Otwockiem rozbiła się mała, superlekka awionetka. 30-letni właściciel i 72-letni pilot na co dzień prowadzący maszyny pasażerskie wyruszyli na próbny lot z pobliskiego lotniska pod Konstancinem. Pilot był zainteresowany kupnem awionetki. Niestety, po kilkunastu minutach spadli na grzęzawiska po drugiej stronie Wisły. Zginęli.
Wystartowali z trawiastego pasa lotniska na Bemowie. Według świadków zdążyli jeszcze zrobić rundę nad blokami Chomiczówki, później szybowiec zaczął znacznie obniżać kurs.
Szybowiec leciał w kierunku lotniska. Zabrakło mu kilkaset metrów, może kilometra. Maszyna spadła na ogródki działkowe przy ul. Rodziny Połanieckich. W ostatniej fazie lotu maszyna wpadła w korkociąg. Było już jednak zbyt nisko, by poderwać ją do góry.
- Najpierw usłyszałem świst. Spojrzałem w górę i zobaczyłem białe skrzydło - opowiada wstrząśnięty Władysław Makowski, który piątkowe przedpołudnie spędzał na działce. Szybowiec spadł ledwie kilka metrów od jego altanki. - Usłyszałem jeszcze, jak rąbnął w ziemię. Pobiegłem ratować tych ludzi.
Obok roztrzaskanej maszyny zobaczył dwóch mężczyzn. Czy jeszcze żyli? Wezwani na miejsce ratownicy z pogotowia próbowali reanimować ofiary wypadku, ale nic nie wskórali. Lekarz stwierdził zgon. Szczęście w nieszczęściu, że nie ucierpiał nikt z kilkunastu działkowiczów, którzy akurat odpoczywali na terenie ogródków.
Wkrótce potem policja otoczyła miejsce katastrofy. Przyjechali eksperci z komisji badania wypadków lotniczych oraz pracownicy aeroklubu warszawskiego. Zobowiązali się przewieźć do swojej siedziby (właśnie na bemowskim lotnisku) resztki rozbitego szybowca. Ich badanie ma pomóc w wyjaśnieniu przyczyn katastrofy.
Co właściwie się stało? Tego na razie nie wiadomo. Pogoda była świetna. Niemal nie wiało, świeciło piękne słońce. W kokpicie znajdował się doświadczony instruktor. Szybowce to maszyny bez silników, które startują po wyciągnięciu w powietrze na linie holowniczej przez samolot. Latają, wykorzystując prądy powietrzne. Jeśli więc doszło do awarii, to co najwyżej urządzeń sterujących.
To kolejny w tym roku śmiertelny wypadek lotniczy na terenie Warszawy i okolic. Trzy miesiące temu pod Otwockiem rozbiła się mała, superlekka awionetka. 30-letni właściciel i 72-letni pilot na co dzień prowadzący maszyny pasażerskie wyruszyli na próbny lot z pobliskiego lotniska pod Konstancinem. Pilot był zainteresowany kupnem awionetki. Niestety, po kilkunastu minutach spadli na grzęzawiska po drugiej stronie Wisły. Zginęli.
Przeczytaj także: Sprawcy makabrycznej zbrodni w areszcie
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Ta cukiernia to fenomen: ludzie stoją od świtu [WIDEO]
- Oryginalny biurowiec: przy Prostej wyrosła krzywa wieża
- Obciął penisa, chciał wyciąć serce
- Pilot zmarł za sterami samolotu z Warszawy do Pragi
- Wielki festiwal w Warszawie. Znamy pierwsze gwiazdy
- Rewolucja w taksówkach: nie trzeba dzwonić do centrali
- Poważny wypadek na wylotówce. Z auta wypadł silnik
- "Tu kupisz papierosy, które szkodzą zdrowiu"
- Środa w Warszawie [15.02.2012]
- Koszary, fabryka, willa i piramida. Wyburzone w 2011
- Ta cukiernia to fenomen: ludzie stoją od świtu [WIDEO]
- Zrównał z ziemią cenną willę. Teraz ma ją odbudować
- Nowa polska tania linia. Zabierze pasażerów pociągom?
- Walentynki w Warszawie: Jak spędzić Dzień Zakochanych?



